<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144</id><updated>2012-02-28T21:11:26.660+01:00</updated><title type='text'>Podróż dookoła świata</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>179</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-2111140494871341924</id><published>2011-09-19T13:36:00.005+02:00</published><updated>2011-09-19T18:53:53.516+02:00</updated><title type='text'>Podsumowanie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-rI7Heo-sPzc/Tncr_3yfkcI/AAAAAAAABfE/Q7rN--hHMqE/s1600/P1090942.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-rI7Heo-sPzc/Tncr_3yfkcI/AAAAAAAABfE/Q7rN--hHMqE/s320/P1090942.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Zgodnie z obietnicą, przygotowałyśmy krótkie podsumowanie naszego wyjazdu. Pierwsze pytanie dotyczyło trasy. Gdybyśmy miały ułożyć ją na nowo, raczej nie wprowadziłybyśmy poważniejszych modyfikacji, a jedynie parę drobnych. Do dziś na przykład plujemy sobie w brodę, że nie przerwałyśmy podróży koleją transsyberyjską i nie zobaczyłyśmy Kazania w Rosji. To akurat będzie można jednak stosunkowo łatwo naprawić w przyszłości &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings; font-size: 11pt;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Jeżeli ktoś planowałby roczną podróż dookoła świata, mamy dla niego jedną generalną sugestię - zaplanować trasę tak, aby unikać skrajności klimatycznych. My byłyśmy na Syberii, w prawie już zimowej Patagonii, na boliwijskim Altiplano i w upiornych tropikach. Przekładało się to na zwiększony o co najmniej 1/4-tą bagaż, w którym miałyśmy grube polary, czapki, rękawiczki, kurtki gore-tex i ciepłe śpiwory. Gdybyśmy ominęły zimne rejony, nasze plecaki byłyby dużo lżejsze, czego wartości nie da się w podróży przecenić. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Odpuszczenie sobie odwiedzin tych miejsc, w naszym wypadku, nie wchodziło jednak w rachubę, bo to właśnie ukochane krajobrazy P. W naszej podróży mogłybyśmy pominąć Japonię, dostanie się do której wymagało od nas zboczenia z trasy i wydania takiej ilości pieniędzy, za jaką mogłybyśmy podróżować po Indochinach co najmniej dwa razy dłużej. W naszym przypadku, podróż do Japonii była wielkim marzeniem J, zrealizowanym ku jej ogromnej radości. Gdyby jednak nie japońskie fascynacje, kraj Kwitnącej Wiśni należy raczej omijać w trakcie tego typu wypraw. Za bardzo na uboczu, za drogo i tak specyficznie, że nie każdemu przypadnie to do gustu. Zupełnie inne wrażenia mamy z Chin, które były dla nas najtrudniejszym krajem w całej podróży. Ominąć się ich nie da, ale dziś zamieniłybyśmy dwa z pięciu tygodni spędzonych w Chinach na przedłużenie pobytu w Wietnamie, Kambodży i Laosie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Największe modyfikacje w naszej trasie wprowadziłybyśmy jednak w Ameryce. Bogate w obecne doświadczenia, zapewne nie przekroczyłybyśmy granicy argentyńsko - chilijskiej w północnej Patagonii, tylko kontynuowałybyśmy podróż na północ w Argentynie, która jest krajem o niebo ciekawszym niż Chile. Po dwóch pobytach w Chile, P uważa, że państwo to ma do zaoferowania zaledwie trzy naprawdę ciekawe miejsca: Patagonię, pustynię Atacama i Wyspę Wielkanocną. Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, że Argentyna ma takie połacie Patagonii, że Chile nie jest w stanie zaoferować tu niczego nowego. Chilijski Park Torres del Paine obfituje w krajobrazy bardzo zbliżone do argentyńskiego Los Glaciares. Krajobrazy Atacamy są piękne, ale zarówno po stronie argentyńskiej, jak i boliwijskiej, bardzo do siebie podobne. Wyspa Wielkanocna to zupełnie inna bajka - polinezyjska w charakterze, należy do Chile dość „przypadkowo” i raczej ciężko uznać odwiedzenie jej za równoznaczne z wizytą w tym kraju. Podsumowując, naszym subiektywnym zdaniem, Chile można bez większego żalu ominąć. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;My z Boliwii pojechałyśmy do Brazylii. Było to jednak związane z odwiedzinami u taty J, który tam właśnie mieszka. Gdyby nie te okoliczności, kontynuowałybyśmy podróż przez północne Peru do Ekwadoru i być może dalej do Kolumbii. W naszej zgodnej ocenie, Brazylia, biorąc pod uwagę jej ogrom, nie jest szczególnie interesująca turystycznie. Jedyne miejsce, którego nie można ominąć, to Wodospady Iguaçu na pograniczu brazylijsko - argentyńsko - paragwajskim. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Z brazylijskiego São Paulo przeleciałyśmy do Panamy. W Ameryce Środkowej, aż do granicy Hondurasu z Gwatemalą lało niemalże non stop, co na pewno nie wpłynęło dobrze na nasz odbiór regionu. Starając się jednak ocenić Amerykę Środkową trzeźwym okiem, uważamy, że jej południowa część, do granic Hondurasu (z wyjątkiem panamskiego Bocas del Toro), nie jest aż tak fascynująca, aby poświęcać jej zbyt dużo czasu. Gdybyśmy miały odbyć nasza podróż ponownie, to albo w ogóle zrezygnowałybyśmy z pobytu w Ameryce Środkowej na rzecz Ekwadoru, Kolumbii i Wenezueli, albo poleciałybyśmy do San Pedro Sula w Hondurasie i po krótkim pobycie w tym kraju, troszkę dłuższym w Gwatemali, spędziłybyśmy znacznie więcej czasu w Meksyku. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Jak już parokrotnie pisałyśmy, nie jesteśmy w stanie stworzyć rankingu miejsc najpiękniejszych. Za każdym razem, gdy jesteśmy pytane o najładniejsze czy najfajniejsze miejsce, zgodnym chórem odpowiadamy, że możemy jedynie wskazać to najmniej fajne i jest to bez dwóch zdań Singapur. Na drugim końcu skali plasuje się prawie cała reszta. Przyciśnięte do muru, możemy jednak pokusić się na pewne podsumowujące rankingi. Nie jesteśmy w stanie wskazać najciekawszego kraju, ale możemy powiedzieć, które są naszym zdaniem, ciekawsze od swoich sąsiadów. Całe Indochiny (Wietnam, Laos, Kambodża) są fascynujące, oferują przepiękne krajobrazy i zabytki (w tym nieustający nr jeden na naszej liście, czyli kompleks świątyń Angkoru), powalające na kolana jedzenie, a także uśmiechniętych i przyjaznych ludzi. Mają niestety także jeden poważny minus. To najpopularniejsze miejsce na świecie, zaraz po turystycznych gettach basenu Morza Śródziemnego czy Jukatanu. Ilość turystów od Hanoi po Bangkok jest przytłaczająca. Indie to kraj, który kocha się lub nienawidzi, niewątpliwe jednak jest to najbardziej kolorowe i fascynujące państwo, jakie odwiedziłyśmy (pod względem „inności” i odmienności kulturowej porównywalne tylko z Japonią). Zdecydowanie jednak nie jest to miejsce dla każdego. Jeśli, podobnie jak P, ma się niską tolerancję na wszechogarniający syf i brud oraz źle znosi seksualne zaczepki mężczyzn, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, żeby poocierać się w tłumie o Europejkę - to Indie należy raczej omijać. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Zgodne jesteśmy jednak, że najciekawszym krajem Azji była Indonezja. Każda wyspa to inny świat, każda na swój sposób fascynująca. To jest miejsce, do którego będziemy wracać na pewno. Tropikalna dżungla Sumatry, wulkany Jawy, plaże i rafy koralowe Bali i Lomboku - raj. Pomimo deszczu i karaluchów &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings; font-size: 11pt;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;W Ameryce Południowej nasze serce skradło Peru, zarówno jego kolonialne miasta jak i dzikie rejony Altiplano z przepięknymi górami, rzekami, dolinami etc. Boliwijskie salary i ich okolice to także jedne z najbardziej niezwykłych krajobrazów, jakie dane nam było oglądać w trakcie tej podróży, zaraz obok geotermalnych okolic Rotorua w Nowej Zelandii. Późna jesień w parku narodowym Los Glaciares w argentyńskiej Patagonii również zapiera dech w piersiach. Na drugim krańcu skali klimatycznej umieszczamy karaibskie raje na Bocas del Toro w Panamie i plaże Jukatanu w okolicach Tulum. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;W Ameryce Środkowej i Północnej (jeśli mamy się trzymać prawidłowych podziałów) Gwatemala i Meksyk to miejsca z najlepszym jedzeniem, ciekawą kulturą indiańską (co nadaje rejonowi niezwykłego kolorytu) oraz fascynującymi zabytkami Majów i Azteków. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Miasta nie są mocną stroną całego pozaeuropejskiego świata, ale zawsze chętnie wrócimy do Hongkongu, Sydney, Tokio i Ciudad de México. Nie mamy też wątpliwości, że mimo iż w całej Azji jadłyśmy jak królowe, najlepsze jedzenie oferują Chiny i Indie (oczywiście jeśli ma się dużą tolerancję na dania bardzo ostre. Współczujemy tym, którzy jej nie mają, bo będą w tych krajach cierpieć). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Last but not least&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt; - finanse. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;To temat trudny, ponieważ wzbudzający ogromne emocje i zaciekawienie. Nasza podróż nie była najtańsza. Rozumiemy przez to, że taką samą trasę jak nasza, można by przejechać taniej. Zawsze (z kilkoma wyjątkami, które można zliczyć na palcach jednej ręki) spałyśmy w prywatnych pokojach. Nocleg w dormie to zazwyczaj duża oszczędność. Nurkowałyśmy, snorklowałyśmy, chodziłyśmy na kilkudniowe trekkingi, jeździłyśmy na słoniu, wypożyczałyśmy rowery, skutery etc. To wszystkie rozrywki są drogie, a nurkowanie wręcz bardzo drogie. Rezygnacja z nich byłaby ogromną ulgą dla portfela. Inną kwestią mającą ogromny wpływ na nasz budżet było fakt, że przez cały rok podróżowałyśmy naprawdę bardzo szybko. Gdybyśmy zamiast 27 krajów, zwiedziły 10 i w każdym z nich zostały miesiąc, pomieszkując dłużej w wybranych rejonach, obniżyłoby to koszty naszej podróży o co najmniej 1/3. Poza Japonią, Nową Zelandią, Argentyną i Chile, nie oszczędzałyśmy na jedzeniu. Spotykałyśmy w podróży ludzi, którzy odżywiali się wyłącznie kanapkami z dżemem lub chińskimi zupkami. My do takiej grupy się nie zaliczamy - zarówno w Polsce , jak i w podróży staramy się jeść zdrowo i różnorodnie, co wiąże się z kosztami. Tam gdzie tylko było to możliwe, a jedzenie w knajpach bardzo drogie - gotowałyśmy same. Dotyczy to właściwie wyłącznie Australii, Nowej Zelandii, Japonii, Argentyny, Chile i Brazylii. We wszystkich pozostałych miejscach jadłyśmy w knajpach. Bardzo często było to uliczne, tanie jadłodajnie, które przyprawiłyby o zawał każdego inspektora Sanepidu, ale jednak było to jedzenie „na mieście”. Okazjonalnie pozwalałyśmy sobie na kulinarne szaleństwa, zazwyczaj były to dania z rybami i owocami morza, jakich nie możemy zjeść w Warszawie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt;Średni miesięczny koszt naszej podróży to 5500 złotych na osobę. W skali roku to wydatek 65&amp;nbsp;000 złotych na osobę. W tej kwocie mieści się absolutnie wszystko, w tym 11&amp;nbsp;000 złotych na osobę na wszystkie przeloty i drogie ubezpieczenie podróżne. Średni dzienny koszt liczony w dolarach to 50 USD na osobę, nie wliczając przelotów. Znamy ludzi, którzy podróżują za 20 USD na dzień i wiemy, że się da. Pytanie tylko, co robią w podróży poza przemieszczaniem się najtańszymi środkami transportu. Jeśli ktoś będzie przekonywał, że wydaje 10-15 USD na dzień, nie rezygnując równocześnie z rozrywek typu trekkingi, wycieczki, snorkling, nurkowanie i ... piwa, to takie opowieści należy między bajki włożyć. Najdroższe kraje w całej podróży to Japonia i Nowa Zelandia. Najtańsze były Indochiny, Malezja, Nikaragua, Honduras i Gwatemala. Gdybyśmy spędziły rok w Azji Południowo - Wschodniej, szacujemy, że potrzebowałybyśmy połowy powyższej kwoty, może nawet mniej. Gdybyśmy poruszały się „szlakiem anglosaskim” (szlak wielu, anglosaskich zazwyczaj, turystów, który obejmuje wyłącznie miejsca o mocno europejskiej kulturze, często byłe kolonie, gdzie dogadać się można po angielsku) od Singapuru i Hongkongu przez Australię, Nową Zelandię, Hawaje, po USA, czy Kanadę, potrzebowałybyśmy co najmniej podwójnej kwoty. Generalizując, Ameryka Łacińska jest droższa od Azji, ale i tam można przeżyć tanio. Peru, Boliwia oraz kraje Ameryki Środkowej (poza Kostaryką) to najtańsze jej rejony. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-2111140494871341924?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/2111140494871341924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/09/podsumowanie.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/2111140494871341924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/2111140494871341924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/09/podsumowanie.html' title='Podsumowanie'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rI7Heo-sPzc/Tncr_3yfkcI/AAAAAAAABfE/Q7rN--hHMqE/s72-c/P1090942.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7259154770202658073</id><published>2011-08-29T21:34:00.004+02:00</published><updated>2012-01-09T21:22:51.912+01:00</updated><title type='text'>Warszawa</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;link href="file:///C:%5CUsers%5CJustyna%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CUsers%5CJustyna%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx" rel="themeData"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CUsers%5CJustyna%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml" rel="colorSchemeMapping"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:"Cambria Math"; panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4; mso-font-charset:238; mso-generic-font-family:roman; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;}@font-face {font-family:Calibri; panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4; mso-font-charset:238; mso-generic-font-family:swiss; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-unhide:no; mso-style-qformat:yes; mso-style-parent:""; margin-top:0cm; margin-right:0cm; margin-bottom:10.0pt; margin-left:0cm; line-height:115%; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:"Calibri","sans-serif"; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:Calibri; mso-fareast-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; mso-bidi-theme-font:minor-bidi; mso-ansi-language:ES; mso-fareast-language:EN-US;}.MsoChpDefault {mso-style-type:export-only; mso-default-props:yes; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:Calibri; mso-fareast-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; mso-bidi-theme-font:minor-bidi; mso-fareast-language:EN-US;}.MsoPapDefault {mso-style-type:export-only; margin-bottom:10.0pt; line-height:115%;}@page WordSection1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.WordSection1 {page:WordSection1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jesteśmy w domu! Po podróży pociągiem, która minęła szybko i bez niespodzianek, wieczorem 24 sierpnia wysiadłyśmy na peronie warszawskiego Dworca Centralnego. Ledwie doszłyśmy do siebie po pierwszym szoku – wybitnie paskudna stacja poddana została gruntownej renowacji, co zdecydowanie wyszło jej na dobre – gdy naszym oczom ukazał się obrazek niezwykły. Stanowiła go w części zasadniczej nasza przyjaciółka Ania, elementami dodatkowymi były... &amp;nbsp;strój kaszubski (?), biało - czerwone goździki i nielichy bochen chleba z solą. Jak się wkrótce okazało, „krakowiaków i górali” były jeszcze dwie sztuki (Asia i Kasia), które w pełnej krasie podziwiać można na zdjęciach. Dziewczyny zostały absolutnie gwiazdami peronu, pozostali pasażerowie wyciągali komórki, aby zrobić im fotki. Byli też inni nasi przyjaciele, rodzina P i wspaniałe transparenty „&lt;i&gt;Witajcie zdobywczynie świata&lt;/i&gt;” i ... „&lt;i&gt;Keine Grenzen&lt;/i&gt;” :-)). Generalnie niespodzianka była wspaniała. Dziękujemy!!! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3dGI28jWK2A/Tlvo1pTJ-AI/AAAAAAAABe4/iRgBm7htBSE/s1600/P1030584.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-3dGI28jWK2A/Tlvo1pTJ-AI/AAAAAAAABe4/iRgBm7htBSE/s320/P1030584.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-I0YlAPZLbGk/Tlvo4cXzpuI/AAAAAAAABe8/PQfeYIQfYbI/s1600/P1030585.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-I0YlAPZLbGk/Tlvo4cXzpuI/AAAAAAAABe8/PQfeYIQfYbI/s320/P1030585.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nasza podróż dobiegła końca i ciężko podsumować ją jednym zdaniem. Spędziłyśmy w drodze 361 dni, odwiedziłyśmy 27 krajów, spałyśmy w niezliczonych hostelach i schroniskach, przemieszczając się wszystkimi możliwymi środkami transportu. Niewątpliwie wyjazd ten spełnił wszystkie nasze oczekiwania, dał nam dużo radości, satysfakcji oraz niezapomnianych doświadczeń i wspomnień. Czasami bywało ciężko, byłyśmy chore lub zmęczone, ale gdybyśmy mogły dziś cofnąć się w czasie dokładnie o rok, podjęłybyśmy taką samą decyzję o wyjeździe.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Dziękujemy, że śledziliście naszą przygodę, wzbogacając ją Waszymi uwagami i komentarzami!&amp;nbsp; Blog gapjerowy zamilknie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;; zainteresowanych kwestiami technicznymi zapraszamy do korespondencji prywatnej (justminc@o2.pl i paulina.pilch@gmail.com). &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Uściski dla Wszystkich!!!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;JiP&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7259154770202658073?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7259154770202658073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/warszawa.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7259154770202658073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7259154770202658073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/warszawa.html' title='Warszawa'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-3dGI28jWK2A/Tlvo1pTJ-AI/AAAAAAAABe4/iRgBm7htBSE/s72-c/P1030584.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-9043510189176706363</id><published>2011-08-23T23:11:00.002+02:00</published><updated>2011-08-24T00:37:13.056+02:00</updated><title type='text'>Dwa kroki do domu</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zw3C14WgZ9M/TlQVcBaRvvI/AAAAAAAABec/bf2Y41hS9S8/s1600/DSC06919.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-zw3C14WgZ9M/TlQVcBaRvvI/AAAAAAAABec/bf2Y41hS9S8/s320/DSC06919.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ostatnie dwa dni naszej rocznej podróży spędzamy w Berlinie. Towarzyszy nam dziwne uczucie - spacerujemy mianowicie po jego ulicach, odnosząc wrażenie, że wyrwałyśmy się właśnie z Warszawy na długi weekend, jakby nie było za nami całego roku spędzonego w drodze. Gwatemala wydaje się już odległa; o Mongolii, w której byłyśmy chyba lata świetlne temu, nawet nie wspominając &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Z drugiej strony, świadomość, że jutro wysiądziemy z pociągu na naszym kochanym, śmierdzącym i obrzydliwym Dworcu Centralnym również wydaje się dziwna. Pierwsze dni spędzimy spotykając się z bliskimi, ale co potem? J obawia się, że najpóźniej piątego dnia wstanie z kanapy i stwierdzi, że najwyższy czas ruszyć dalej. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W Berlinie po raz kolejny mogłyśmy przekonać się, jak bardzo odmienne są nasze gusta. Niemiecka stolica jest jednym z ukochanych miast P. Jest to jeden z powodów, dla których tu przyjechałyśmy. O ile P nie podziela zachwytów J nad Nowym Jorkiem, tak J jest bardzo rozczarowana Berlinem. Sucho oświadczyła, że rozumie, o co chodzi P odnośnie historii miasta i jego życia kulturalnego, ale nie podziela jej odczuć dotyczących atmosfery oraz estetyki tego miejsca. Kończymy więc naszą podróż życia w typowy dla nas sposób, czyli spierając się (na szczęście nie na poważnie :-).&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; Jedno co nas łączy, po częściowej prohibicji w Meksyku (alkohol sprzedawany był tam tylko do określonej, wczesnej godziny, którą jakimś dziwnym trafem zawsze udawało nam się przegapić) i Stanach (zakup piwa wymagał uprzedniego zlokalizowania sklepu z licencją,) to zachwyt, że jesteśmy wreszcie w „normalnym” &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; kraju, w którym piwo sprzedaje się (i pije) zawsze i wszędzie (to ostatnie sformułowanie należy traktować dosłownie). W dodatku smakuje ono wybornie :-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Nie wspominając o tym, że prawie wszędzie można kupić Lecha, Tyskie i Żywca. Może stąd to zamieszanie w naszych głowach…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-o_7m88fHh-U/TlQVgXylVsI/AAAAAAAABeo/-v5Vu7134hI/s1600/P1030516.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-o_7m88fHh-U/TlQVgXylVsI/AAAAAAAABeo/-v5Vu7134hI/s320/P1030516.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Berlińska instytucja - curry wurst i piwo&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YTui2656Eg8/TlQVdLnxyoI/AAAAAAAABeg/dfSRXArIsPY/s1600/DSC06931.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-YTui2656Eg8/TlQVdLnxyoI/AAAAAAAABeg/dfSRXArIsPY/s320/DSC06931.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-UscYsrDSCv8/TlQVdtykjaI/AAAAAAAABek/VTT_uHt1oUM/s1600/DSC06932.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-UscYsrDSCv8/TlQVdtykjaI/AAAAAAAABek/VTT_uHt1oUM/s320/DSC06932.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TyMUfxASlE0/TlQVg5eRfwI/AAAAAAAABes/HCcmW6PaQho/s1600/P1030542.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-TyMUfxASlE0/TlQVg5eRfwI/AAAAAAAABes/HCcmW6PaQho/s320/P1030542.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pomnik ofiar Holocaustu, kontrowersyjny ale robi wrażenie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qgWzeqT8c9U/TlQVhRW1PaI/AAAAAAAABew/4XC79AqTXzk/s1600/P1030572.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-qgWzeqT8c9U/TlQVhRW1PaI/AAAAAAAABew/4XC79AqTXzk/s320/P1030572.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dawny słupek graniczy z zapomnianym już w Polsce znakiem DDR&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-66c2iSP48Oo/TlQViFjf_uI/AAAAAAAABe0/KrnyOElw8Dw/s1600/P1030581.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-66c2iSP48Oo/TlQViFjf_uI/AAAAAAAABe0/KrnyOElw8Dw/s320/P1030581.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wbrew pozorom nie dotarłyśmy jeszcze do Warszawy - ta tablica znajduje się na dworcu metra Warschauer Platz&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-9043510189176706363?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/9043510189176706363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/dwa-kroki-do-domu.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9043510189176706363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9043510189176706363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/dwa-kroki-do-domu.html' title='Dwa kroki do domu'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zw3C14WgZ9M/TlQVcBaRvvI/AAAAAAAABec/bf2Y41hS9S8/s72-c/DSC06919.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7522886962419002728</id><published>2011-08-23T11:09:00.005+02:00</published><updated>2012-02-28T21:11:26.673+01:00</updated><title type='text'>Szczęśliwego Nowego Jorku</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ZbbjK25-HXw/TlNsLibdcFI/AAAAAAAABdY/8Kpc23PwdBo/s1600/DSC06611.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="219" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZbbjK25-HXw/TlNsLibdcFI/AAAAAAAABdY/8Kpc23PwdBo/s320/DSC06611.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pat0dOWW2BA/TlNssa8YIXI/AAAAAAAABeM/dMfQIb9LFNQ/s1600/P1030500.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-pat0dOWW2BA/TlNssa8YIXI/AAAAAAAABeM/dMfQIb9LFNQ/s320/P1030500.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ostatnie dni były bardzo intensywne. Przede wszystkim, dzięki gościnności naszego przyjaciela, Shampy’ego, korzystałyśmy z uroków Nowego Jorku i miasteczka New Brunswick w stanie New Jersey. W ciągu zaledwie 5 dni zdążyłyśmy odwiedzić słynny uniwersytet w Princeton (należący do Ivy League), którego siedziba przypomina nieco filmowy Hogwarth, trekkingować po wzgórzach Del Water Gap, oddać się nowojorskiemu szaleństwu ubraniowych zakupów, zobaczyć w kinie doskonały film „The Help”, podziwiać najlepszą kolekcję szkieletów dinozaurów na świecie w Natural History Museum i - rzecz jasna - przemierzyć ulice Manhattanu wzdłuż i wszerz. Naszemu pobytowi niezwykłego kolorytu dodawał fakt, że czas spędzałyśmy wśród Indusów - jadłyśmy jedzenie z subkontynentu, robiłyśmy zakupy w indyjskich sklepach (wracamy do domu z plecakami pełnymi orientalnych przypraw i masala) oraz uczyłyśmy się jak wybierać idealne mango (choć to, rzecz jasna, spotkać można tylko w Indiach &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. NY bardzo nam się spodobał, szczególnie J, która zakochała się w jego żółtych taksówkach i niezwykłej atmosferze. Poniżej kilka fotek z naszych spacerów po &lt;i&gt;Big Apple&lt;/i&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Ea9KiIKTxoQ/TlNsMTjndRI/AAAAAAAABdc/Vy7E7w8gID0/s1600/DSC06615.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-Ea9KiIKTxoQ/TlNsMTjndRI/AAAAAAAABdc/Vy7E7w8gID0/s320/DSC06615.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-M8Mqzfr1re4/TlNsND9By-I/AAAAAAAABdg/gRiXboUIxU0/s1600/DSC06732.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-M8Mqzfr1re4/TlNsND9By-I/AAAAAAAABdg/gRiXboUIxU0/s320/DSC06732.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--nSIcDrGG6Y/TlNsOCpGbUI/AAAAAAAABdk/PIMen-xWpfE/s1600/DSC06750.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/--nSIcDrGG6Y/TlNsOCpGbUI/AAAAAAAABdk/PIMen-xWpfE/s320/DSC06750.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Najlepsze hot-dogi tylko w Central Parku ;-)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-asjCFeEVonc/TlNsnxAM4mI/AAAAAAAABdw/slnxafq9wqY/s1600/P1030312.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-asjCFeEVonc/TlNsnxAM4mI/AAAAAAAABdw/slnxafq9wqY/s320/P1030312.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Im większy kryzys, tym większa flaga - nowojorska giełda&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lI5jCWTgoyw/TlNsoh1RexI/AAAAAAAABd0/TtlZvSMqleo/s1600/P1030397.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-lI5jCWTgoyw/TlNsoh1RexI/AAAAAAAABd0/TtlZvSMqleo/s320/P1030397.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-mpGYIII0t1c/TlNspGuIkKI/AAAAAAAABd4/lhFB5_hR400/s1600/P1030404.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-mpGYIII0t1c/TlNspGuIkKI/AAAAAAAABd4/lhFB5_hR400/s320/P1030404.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-s6YXeZgmcC4/TlNsp3YcmvI/AAAAAAAABd8/ph3tB8z-k84/s1600/P1030427.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-s6YXeZgmcC4/TlNsp3YcmvI/AAAAAAAABd8/ph3tB8z-k84/s320/P1030427.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Del Water Gap&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Q1Xs_H88PAY/TlNsqbp2PgI/AAAAAAAABeA/8wvDlUfTSvg/s1600/P1030448.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-Q1Xs_H88PAY/TlNsqbp2PgI/AAAAAAAABeA/8wvDlUfTSvg/s320/P1030448.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LhWsRp7ck_Y/TlNsq_xDNhI/AAAAAAAABeE/Ta-34yGXlh4/s1600/P1030455.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-LhWsRp7ck_Y/TlNsq_xDNhI/AAAAAAAABeE/Ta-34yGXlh4/s320/P1030455.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yYdHLu2XFDg/TlNsrmSxfvI/AAAAAAAABeI/rgAlRFKJSpk/s1600/P1030491.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-yYdHLu2XFDg/TlNsrmSxfvI/AAAAAAAABeI/rgAlRFKJSpk/s320/P1030491.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fmPY5yW-K2Q/TlNstA7DA0I/AAAAAAAABeQ/71iX8r8vteI/s1600/P1030508.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-fmPY5yW-K2Q/TlNstA7DA0I/AAAAAAAABeQ/71iX8r8vteI/s320/P1030508.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hMxR6BJpFJU/TlNst3jdKoI/AAAAAAAABeU/4p4gv1EhAL4/s1600/P1030514.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-hMxR6BJpFJU/TlNst3jdKoI/AAAAAAAABeU/4p4gv1EhAL4/s320/P1030514.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ub3Vy6Xta3g/TlNsnTiOOLI/AAAAAAAABds/AUaIaWC0cSM/s1600/P1030300.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-ub3Vy6Xta3g/TlNsnTiOOLI/AAAAAAAABds/AUaIaWC0cSM/s320/P1030300.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Przy Ground Zero - pomnik poświęcony pamięci strażaków, którzy zginęli 11/9&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZixE-ewEtwA/TlNs5-xIX8I/AAAAAAAABeY/8HjratbiXPc/s1600/P1030296.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZixE-ewEtwA/TlNs5-xIX8I/AAAAAAAABeY/8HjratbiXPc/s320/P1030296.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Cały NY przygotowuje się do obchodów 10 rocznicy ataków 11/9. Wieża na miejscu dawnego WTC na ukończeniu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7522886962419002728?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7522886962419002728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/szczesliwego-nowego-jorku.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7522886962419002728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7522886962419002728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/szczesliwego-nowego-jorku.html' title='Szczęśliwego Nowego Jorku'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ZbbjK25-HXw/TlNsLibdcFI/AAAAAAAABdY/8Kpc23PwdBo/s72-c/DSC06611.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-6976695664191551036</id><published>2011-08-18T18:35:00.000+02:00</published><updated>2011-08-18T18:35:51.653+02:00</updated><title type='text'>Kurorty</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:TrackMoves/&gt;   &lt;w:TrackFormatting/&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:DoNotPromoteQF/&gt;   &lt;w:LidThemeOther&gt;PL&lt;/w:LidThemeOther&gt;   &lt;w:LidThemeAsian&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeAsian&gt;   &lt;w:LidThemeComplexScript&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeComplexScript&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;    &lt;w:SplitPgBreakAndParaMark/&gt;    &lt;w:DontVertAlignCellWithSp/&gt;    &lt;w:DontBreakConstrainedForcedTables/&gt;    &lt;w:DontVertAlignInTxbx/&gt;    &lt;w:Word11KerningPairs/&gt;    &lt;w:CachedColBalance/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;   &lt;m:mathPr&gt;    &lt;m:mathFont m:val="Cambria Math"/&gt;    &lt;m:brkBin m:val="before"/&gt;    &lt;m:brkBinSub m:val="&amp;#45;-"/&gt;    &lt;m:smallFrac m:val="off"/&gt;    &lt;m:dispDef/&gt;    &lt;m:lMargin m:val="0"/&gt;    &lt;m:rMargin m:val="0"/&gt;    &lt;m:defJc m:val="centerGroup"/&gt;    &lt;m:wrapIndent m:val="1440"/&gt;    &lt;m:intLim m:val="subSup"/&gt;    &lt;m:naryLim m:val="undOvr"/&gt;   &lt;/m:mathPr&gt;&lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" DefUnhideWhenUsed="true"  DefSemiHidden="true" DefQFormat="false" DefPriority="99"  LatentStyleCount="267"&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="0" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Normal"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="heading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="35" QFormat="true" Name="caption"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="10" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" Name="Default Paragraph Font"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="11" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtitle"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="22" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Strong"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="20" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="59" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Table Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Placeholder Text"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="No Spacing"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Revision"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="34" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="List Paragraph"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="29" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="30" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="19" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="21" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="31" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="32" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="33" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Book Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="37" Name="Bibliography"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" QFormat="true" Name="TOC Heading"/&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable	{mso-style-name:"Table Normal";	mso-tstyle-rowband-size:0;	mso-tstyle-colband-size:0;	mso-style-noshow:yes;	mso-style-priority:99;	mso-style-qformat:yes;	mso-style-parent:"";	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;	mso-para-margin-top:0cm;	mso-para-margin-right:0cm;	mso-para-margin-bottom:10.0pt;	mso-para-margin-left:0cm;	line-height:115%;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:11.0pt;	font-family:"Calibri","sans-serif";	mso-ascii-font-family:Calibri;	mso-ascii-theme-font:minor-latin;	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-theme-font:minor-fareast;	mso-hansi-font-family:Calibri;	mso-hansi-theme-font:minor-latin;	mso-bidi-font-family:"Times New Roman";	mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;o:shapedefaults v:ext="edit" spidmax="1026"/&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;o:shapelayout v:ext="edit"&gt;   &lt;o:idmap v:ext="edit" data="1"/&gt;  &lt;/o:shapelayout&gt;&lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YamChMkDq2c/Tk0-uknjxpI/AAAAAAAABdE/mTdZQipqthU/s1600/P1030187.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-YamChMkDq2c/Tk0-uknjxpI/AAAAAAAABdE/mTdZQipqthU/s320/P1030187.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Pierwszym niemiejskim rejonem, odwiedzonym przez nas w trakcie tej podróży, była Syberia. Ostatnim – meksykański Jukatan i jego kurorty. Trudno znaleźć dwa równie odmienne światy, zarówno pod względem kultury, jak i krajobrazu. Plaże Jukatanu warte były zobaczenia (choć żadna z nas nie przepada akurat za kąpielami słonecznymi; oglądamy w zachwycie kolory morza i po kąpieli, uciekamy szybko w cień) nawet za cenę zniesienia tandety i hałasu. A te mają się wyjątkowo dobrze, szczególnie na wyspie Cozumel i Playa del Carmen. Bary i restauracje, w których obsługa udaje, że nie zna hiszpańskiego (dlaczego? Nie wiemy i pomimo wielu prób, nie potrafimy tego rozgryźć) oraz tysiące sklepów z wybitnym badziewiem, wśród którego królują koszulki gloryfikujące stan upojenia tequilą albo zdolności seksualne właściciela. Nie trzeba właściwie dodawać, że przeciętny ich posiadacz jest brzuchatym Amerykaninem w średnim wieku, zaśmiewającym się do rozpuku z napisów w stylu – „&lt;i&gt;I have Ph.D. – pretty huge dick&lt;/i&gt;”. Pamiątkowe t-shirty na Jukatanie przebiły nawet te z Khao San Road w Bangkoku, rzecz w którą jeszcze niedawno byśmy nie uwierzyły. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MLXWoi1EGpE/Tk0-tbWvjgI/AAAAAAAABc8/YMRaFA8cU9c/s1600/DSC06591.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-MLXWoi1EGpE/Tk0-tbWvjgI/AAAAAAAABc8/YMRaFA8cU9c/s320/DSC06591.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;To nas akurat bardzo rozbawiło - reklama Irish Pubu na Cozumel &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_fYwF2G9LtM/Tk0-wYVuS2I/AAAAAAAABdQ/rU_HRirwztw/s1600/P1030236.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-_fYwF2G9LtM/Tk0-wYVuS2I/AAAAAAAABdQ/rU_HRirwztw/s320/P1030236.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nurkowanie na Cozumel nie rozczarowało i warte było spędzenia tam dwóch dni, choć tym, którzy nie uprawiają tego sportu, z całego serca radzimy trzymać się od wyspy z daleka. Nie ma tam absolutnie nic interesującego, do jedynej ładnej plaży jest 20 km, a transportu publicznego brak. Playa del Carmen jest, obok Cancún, największym kurortem Jukatanu, ale ma przynajmniej piękną piaszczystą plażę w samym centrum miasteczka i pozostałości rafy, które można oglądać bez konieczności wynajmowania łodzi. Podsumowując, Tulum nie bez powodu cieszy się opinią miejsca spokojnego i mało zatłoczonego. Zrozumiałyśmy to jednak dopiero wtedy, gdy z niego wyjechałyśmy. Także tamtejsza plaża z pozostałościami dawnej fortecy Majów bije wszystkie inne na głowę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Fsu6hf4IuM4/Tk0-vVJeQvI/AAAAAAAABdI/4OS0wFDPUQw/s1600/P1030218.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="228" src="http://3.bp.blogspot.com/-Fsu6hf4IuM4/Tk0-vVJeQvI/AAAAAAAABdI/4OS0wFDPUQw/s320/P1030218.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Ijo7jwheMrs/Tk0-v_VKdOI/AAAAAAAABdM/MOu8QiAdkBs/s1600/P1030227.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-Ijo7jwheMrs/Tk0-v_VKdOI/AAAAAAAABdM/MOu8QiAdkBs/s320/P1030227.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-noc7kf6QFx0/Tk0-wxuuktI/AAAAAAAABdU/eXopZ1iJ4jA/s1600/P1030261.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-noc7kf6QFx0/Tk0-wxuuktI/AAAAAAAABdU/eXopZ1iJ4jA/s320/P1030261.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jesteśmy już w Nowym Jorku. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, przekroczenie granicy amerykańskiej odbyło się bez żadnych pytań, sprawdzania bagażu (np. w poszukiwaniu legendarnej kiełbasy przemycanej z Polski), a pracownicy amerykańskich linii lotniczych nie zapytali, czy mamy bilet wylotowy. Pierwszym miastem na naszej trasie była Moskwa, dwoma ostatnimi Nowy Jork i Berlin. Wbrew pozorom, różnice będą tu znacznie mniejsze niż pomiędzy Syberią i Jukatanem. Przy Moskwie, Nowy Jork sprawia wrażenie miasta spokojnego i …skromnego. Nie bez kozery, rosyjska stolica jest od kilku lat klasyfikowana jako najdroższe miasto na świecie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uqXR1u6hCzM/Tk0-uBlBruI/AAAAAAAABdA/_jZ8nhd3PXI/s1600/DSC06745.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-uqXR1u6hCzM/Tk0-uBlBruI/AAAAAAAABdA/_jZ8nhd3PXI/s320/DSC06745.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-6976695664191551036?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/6976695664191551036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/kurorty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6976695664191551036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6976695664191551036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/kurorty.html' title='Kurorty'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YamChMkDq2c/Tk0-uknjxpI/AAAAAAAABdE/mTdZQipqthU/s72-c/P1030187.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-3179735250511833112</id><published>2011-08-13T16:42:00.001+02:00</published><updated>2011-08-13T16:56:30.460+02:00</updated><title type='text'>Ostatnie ruiny na trasie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tYD_nXFRh-Q/TkaMy2wS8SI/AAAAAAAABcw/mki4xPCkctc/s1600/DSC06566.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-tYD_nXFRh-Q/TkaMy2wS8SI/AAAAAAAABcw/mki4xPCkctc/s320/DSC06566.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Siedząc na pomoście nad Grand Cenote (J: tak, tak „Grand”, nie „Gran”), usłyszałyśmy rozmowę dwóch dziewczyn. Jedna z nich wybierała się następnego dnia do Chichén Itzá, twierdząc, że to jeden z ostatnich Nowych 7 Cudów Świata, których jeszcze nie widziała. Znamy oczywiście wyniki głosowania w tym konkursie sprzed kilku lat temu (&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Siedem_nowych_cud%C3%B3w_%C5%9Bwiata"&gt;pl.wikipedia.org/wiki/Siedem_nowych_cudów_świata&lt;/a&gt;), ale tego typu motywacja podróżnicza nie przyszła nam jakoś do głowy. Szczególnie, że w stosunku do nowego rankingu jesteśmy bardzo krytyczne, a umieszczenie wśród najwspanialszych budowli świata posągu Chrystusa z Rio uważamy za daleko idące nieporozumienie, wynikające tylko i wyłącznie z faktu, że w Brazylii mieszka blisko 200 milionów ludzi, z których większość posiada telefony komórkowe (dzięki którym mogli głosować) oraz masowej akcji promocyjnej, podczas gdy np. Kambodża liczy sobie tylko 13 milionów mieszkańców, a Chile 16 milionów (głównymi kontrkandydatami do złotej siódemki były Angkor i Moai z Wyspy Wielkanocnej). Z całym szacunkiem dla brazylijskiego monumentu, ale jego spektakularność „na żywo” jest taka, że nawet Kolumna Zygmunta wydaje się budzić w nas większe emocje estetyczne. Nie miałyśmy jednak uprzedzeń jadąc do Chitchén Itzá – najsłynniejszych ruin Majów nie tylko na Jukatanie, ale również w całym Meksyku. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Podstawowy komentarz jaki przychodzi nam do głowy po wizycie, jest taki, że żadnemu zabytkowi nie robi dobrze, jeśli z największym kurortem kraju łączy go kilku pasmowa autostrada. Nawet jednak, gdyby w Chichén Itzá nie było więcej turystów niż kamieni, a napastliwych handlarzy badziewiem więcej niż cudzoziemców, to i tak byłyby to najmniej imponujące ruiny Majów, jakie dane nam było zobaczyć. Jedno trzeba przyznać - centralna piramida jest rzeczywiście piękna, poza nią można jednak zobaczyć jedynie kilka pomniejszych ruin (ledwo widocznych zza przemieszczających się chmarami amerykańskich wczasowiczów), a największe boisko do rytualnej gry w piłkę na świecie jest skandalicznie zamknięte na głucho bez udostępnienia turystom możliwości spojrzenia na nie choćby z zewnątrz (na szczęście słynne kamienne pierścienie widać dość dobrze). Trochę na siłę, spędziłyśmy w Chichén Itzá półtorej godziny i uciekłyśmy. Jeśli Meksykanie, w patriotycznym obowiązku, chcieli umieścić w siódemce cudów jedno miejsce ze swojego kraju, powinno to być Palenque (P) lub Teotihuacán (J). Tyle tylko, że żadne z nich nie leży na mega turystycznym Jukatanie. Amerykanie, zjeżdżający tłumnie na półwysep, obowiązkowo odwiedzają Chichén Itzá, rzadziej natomiast Palenque. To też mogło mieć wpływ na wynik głosowania. Po rozczarowaniu „Chicken Pizza”, jak nazwał ruiny jeden z forumowiczów Lonely Planet, miałyśmy trochę dość turystyki kulturalnej i dlatego też nie pojechałyśmy do Cobá, które bardzo wiele osób rekomendowało, jako najciekawsze miejsce. Czy lepsze od Tikal i Palenque? Nie sądzimy. Jeśli jednak wrócimy kiedyś na Jukatan, zobaczymy je i się przekonamy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-G1Kro4WpB5E/TkaMwso9z3I/AAAAAAAABco/B3ea7aKnIVg/s1600/DSC06534.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-G1Kro4WpB5E/TkaMwso9z3I/AAAAAAAABco/B3ea7aKnIVg/s320/DSC06534.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-fBz9DtMMTUM/TkaMxiEK5TI/AAAAAAAABcs/6p3te6B2U4o/s1600/DSC06542.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-fBz9DtMMTUM/TkaMxiEK5TI/AAAAAAAABcs/6p3te6B2U4o/s320/DSC06542.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MZgujle4GWA/TkaMz226rAI/AAAAAAAABc0/rGG2vDJP70E/s1600/DSC06575.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-MZgujle4GWA/TkaMz226rAI/AAAAAAAABc0/rGG2vDJP70E/s320/DSC06575.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bEZyPjOjxDw/TkaM0olXdYI/AAAAAAAABc4/0M5LvB1ehWs/s1600/P1030184.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-bEZyPjOjxDw/TkaM0olXdYI/AAAAAAAABc4/0M5LvB1ehWs/s320/P1030184.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W trakcie tej podróży widziałyśmy wszystkie najsłynniejsze ruiny świata poza trzema: Petrą, Koloseum i Piramidami Egipskimi. Tylko w jednym jesteśmy zgodne – ze wszystkich opuszczonych, zaginionych i odnalezionych miast, starych świątyń, ruin, budynków i wszelkiego typu dawnych konstrukcji, najwspanialsze, najbardziej magiczne i zwyczajnie najpiękniejsze, są khmerskie świątynie kompleksu Angkor, a potem długo, długo nic. Dalej nasze klasyfikacje się rozbiegają. J w pierwszej trójce umieszcza Machu Piachu i &lt;i&gt;ex aequo&lt;/i&gt; Teotihuacán i Tikal. Nagrodę wyróżnienia przyznaje (zupełnie odmiennemu w charakterze) opuszczonemu miastu na pustyni Nazca – Cahuachi. Na P największe wrażenie zrobiły Tikal, potem Machu Picchu, z tym, że słynne inkaskie miasto wygrywa jedynie dzięki położeniu, same ruiny są zaś jedynie dodatkiem do scenerii. Gdyby jednak miała tworzyć ranking obejmujący miejsca zobaczone również w trakcie innych podróży, to jordańska Petra niewątpliwie plasuje się na tym samym miejscu, co inkaska twierdza. I w ten oto sposób stworzyłyśmy pierwszy ranking w naszej podróży, czyli zrobiłyśmy, to czego obiecałyśmy sobie nigdy nie robić &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Z tym, że ocena ta była dobrowolna, w przeciwieństwie do odpowiedzi na pytanie, które najczęściej słyszymy – „&lt;i&gt;który kraj był najlepszy&lt;/i&gt;?”. Ta w zasadzie nie istnieje. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-3179735250511833112?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/3179735250511833112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/ostatnie-ruiny-na-trasie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3179735250511833112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3179735250511833112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/ostatnie-ruiny-na-trasie.html' title='Ostatnie ruiny na trasie'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-tYD_nXFRh-Q/TkaMy2wS8SI/AAAAAAAABcw/mki4xPCkctc/s72-c/DSC06566.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-3238785402729361151</id><published>2011-08-12T05:15:00.004+02:00</published><updated>2011-08-12T06:20:08.423+02:00</updated><title type='text'>Plaża idealna - finał</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zufnApLzWwc/TkSaVMQgQhI/AAAAAAAABcU/MEtaS7Kwrrg/s1600/DSC06476.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-zufnApLzWwc/TkSaVMQgQhI/AAAAAAAABcU/MEtaS7Kwrrg/s320/DSC06476.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nasze doświadczenia ze słynnymi kurortami były dotychczas nie najlepsze. Tajlandia nie przypadła nam zbytnio do gustu, a na Bali zachwyciła nas dopiero mała, rybacka wioska. Zobaczywszy kawałek świata (w tym np. rajski podobno Mauritius), jesteśmy głęboko przekonane, że przy tworzeniu katalogów biur podróży oraz bajecznych obrazków do kalendarzy, największą rolę odgrywa nie natura i talent fotografa, tylko… Photoshop. Na Jukatan jechałyśmy z kilku powodów, plaże jednak nie były tym podstawowym. Na początku naszego pobytu zaliczyłyśmy szereg wpadek (paskudne i drogie hotele czy rower zepsuty 5 km od najbliższego punktu naprawy), tak więc w połowie drugiego dnia miałyśmy ochotę uciec stąd najdalej, jak się tylko da. Godzinę później dotarłyśmy jednak na wybrzeże w Tulum i natychmiast wiedziałyśmy, że patrzymy na najpiękniejszą plażę, jaką kiedykolwiek mogłyśmy podziwiać. Cud natury. Po raz pierwszy widziałyśmy obrazek z Photoshopu na żywo &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Idealnie biały, miękki piasek, turkusowe morze, błękitne niebo z kilkoma chmurkami. Nie mogłyśmy uwierzyć własnym oczom. Nareszcie znalazłyśmy plażowy raj (J skomentowała wprawdzie, że za mało palm, ale przyznała, że dla takiej wody i takiego piasku można się z ich brakiem pogodzić). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-tm6_dS0PSrY/TkSaWw5ik9I/AAAAAAAABcY/SDAnY8RI6Ks/s1600/DSC06502.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-tm6_dS0PSrY/TkSaWw5ik9I/AAAAAAAABcY/SDAnY8RI6Ks/s320/DSC06502.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--xLD0l5YDV8/TkSabKY3T-I/AAAAAAAABcc/MwxtlCsKuNo/s1600/P1030084.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/--xLD0l5YDV8/TkSabKY3T-I/AAAAAAAABcc/MwxtlCsKuNo/s320/P1030084.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7p1FeeycdU8/TkSab2X-35I/AAAAAAAABcg/J1iEVEX-ZTk/s1600/P1030117.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-7p1FeeycdU8/TkSab2X-35I/AAAAAAAABcg/J1iEVEX-ZTk/s320/P1030117.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--Q2ka_JK0S0/TkSacqksUFI/AAAAAAAABck/SCeBJyz1rkk/s1600/P1030133.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/--Q2ka_JK0S0/TkSacqksUFI/AAAAAAAABck/SCeBJyz1rkk/s320/P1030133.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Tulum ma mnóstwo wad, ale też i parę zalet. Nie jest zabudowanym Sheratonami kurortem jak Cancún (postawimy tam stopy, ale z góry wiemy, że jeśli miałybyśmy spędzić wakacje w takim miejscu, lepiej byłoby dla nas zostać w domu). Miasteczko jest za to położone w pewnym oddaleniu od morza i bajecznej plaży. Za daleko na spacer, na szczęście wystarczająco blisko, aby dotrzeć tam rowerem. Jedną z zalet jest to, że rzut beretem od miasteczka znajduje się też kilka cenotów – fenomenu na skalę światową. Cenoty to &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;podziemne rzeki i jeziorka, czasami &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;półotwarte, innym razem prawie niewidoczne . Ich system obejmuje cały Jukatan, ale to, co możemy zobaczyć z powierzchni, to z pozoru małe stawiki wypełnione krystalicznie czystą wodą. Można się tu wykąpać, ale z estetycznego punktu widzenia, pływanie w nich nie będzie różnić się niczym od zanurzenia się w zwykłym polskim stawie (tyle tylko, że czystym). Najlepszym tego przykładem jest nasz wieczór spędzony z grupą turystów z wielu stron świata, w trakcie którego osoby, które w cenocie nie snorklowały, ani nie nurkowały, stwierdziły, że zupełnie nie rozumieją, o co tyle hałasu. Ich niezwykłość polega mianowicie na tym, co znajduje się pod wodą. Stalaktyty i stalagmity, tunele skalne, ażurowe sufity przez które wpada słońce, pieczary i ogromne, podwodne jaskinie, w których nietoperze fruwają na przestrzeni między sklepieniem a wodą. Wszystko to w wodzie tak przejrzystej, jakiej nie spotyka się nigdy w żadnym morzu ani jeziorze. Snorklowanie pozwala zajrzeć do tego podwodnego cudu (nam udało się zobaczyć żółwia!), nurkowanie pozwala go poznać. Nie wymaga przeszkolenia jaskiniowego, ale na pewno braku klaustrofobii. Wrażenia są nieporównywalne z niczym. Zdjęcia mamy niestety tylko z powierzchni. P, po nurkowaniu w cenocie Dos Ojos, mogła kupić płytkę z profesjonalnymi zdjęciami zarówno swoimi, jak i całego otoczenia, ale koszt jej zakupu przekraczał koszt noclegu w bardzo drogim - jak na naszą kieszeń - hotelu w Tulum. Google jest jednak niezawodny i znajdziecie w nim setki podwodnych zdjęć z cenotów na całym Jukatanie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3pdPxreGIlM/TkSaRSvfS8I/AAAAAAAABcI/AAOK9E7r4hA/s1600/DSC06437.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-3pdPxreGIlM/TkSaRSvfS8I/AAAAAAAABcI/AAOK9E7r4hA/s320/DSC06437.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-69-NCDnIaeM/TkSaS2WilUI/AAAAAAAABcM/giuftNA6i7k/s1600/DSC06443.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-69-NCDnIaeM/TkSaS2WilUI/AAAAAAAABcM/giuftNA6i7k/s320/DSC06443.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-NOACfqOvOF0/TkSaUIsb5OI/AAAAAAAABcQ/mavu_a9mxuo/s1600/DSC06451.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-NOACfqOvOF0/TkSaUIsb5OI/AAAAAAAABcQ/mavu_a9mxuo/s320/DSC06451.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-3238785402729361151?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/3238785402729361151/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/plaza-idealna-fina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3238785402729361151'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3238785402729361151'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/plaza-idealna-fina.html' title='Plaża idealna - finał'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-zufnApLzWwc/TkSaVMQgQhI/AAAAAAAABcU/MEtaS7Kwrrg/s72-c/DSC06476.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-5722343789327791418</id><published>2011-08-11T17:19:00.008+02:00</published><updated>2011-08-12T03:01:16.501+02:00</updated><title type='text'>Miasto Meksyk</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-gwFtz1BWlQI/TkPrW395K4I/AAAAAAAABak/gfpICECCeXg/s1600/P1030045.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-gwFtz1BWlQI/TkPrW395K4I/AAAAAAAABak/gfpICECCeXg/s320/P1030045.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nasza ekspresowa wycieczka do Ciudad de México była bardziej niż owocna, mimo że w stolicy (zwanej najczęściej „el D.F.” od „Distrito Federal”), spędziłyśmy tylko dwa dni. W ciągu całego roku podróży, żadnego miejsca nie zwiedzałyśmy jeszcze w takim tempie, więc gdy po 48 godzinach, wsiadłyśmy do autokaru, czułyśmy się jak po przebiegnięciu maratonu. Pomimo tego, dwa dni to bardzo mało, biorąc pod uwagę rozmiary miasta oraz mnogość czekających tu na podróżnych atrakcji. Wprawdzie na pierwsze rozczarowanie nie trzeba było czekać długo – wychodząc z metra na Zócalo, głównym placu miasta, w pobliżu którego mieścił się nasz hostel, ujrzałyśmy gigantyczny maszt, na którym powiewać powinna olbrzymia trójkolorowa flaga (widok znany wszystkim miłośnikom meksykańskiej kinematografii). Niestety, tym razem był on całkiem pusty. Okazało się, że z powodu trwających na placu protestów, słynna ceremonia porannego jej wciągnięcia nie odbywa się już… od ponad roku.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-eh7p3pFJhmY/TkPsUwlR1OI/AAAAAAAABao/-NKPoipLuW8/s1600/DSC06314.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-eh7p3pFJhmY/TkPsUwlR1OI/AAAAAAAABao/-NKPoipLuW8/s320/DSC06314.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-qtUTr8GmC9s/TkPtGDQyYKI/AAAAAAAABaw/f5LpwvcpvJA/s1600/P1020923.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-qtUTr8GmC9s/TkPtGDQyYKI/AAAAAAAABaw/f5LpwvcpvJA/s320/P1020923.JPG" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nasza wyprawa do Ciudad de México miała na celu zobaczenie bardzo konkretnych miejsc. Od nich też zaczęłyśmy. Najdawniejszymi zabytkami z listy miejsc, których pominąć nie sposób, są oddalone o 50 km ruiny azteckiego miasta Teotihuacán. Mimo przerażającego najazdu turystów i irytujących sprzedawców pamiątek (z których najgorszą jest gwizdko – tałatajstwo, imitujące ryk jaguara, który brzmi jak dźwięk wydawany przez osobę, która krztusi się i dusi równocześnie), na pewno warto je odwiedzić. Olbrzymia Piramida Słońca (mierząca 65 m) zrobiła na mnie (J) wielkie wrażenie. Także widok z Piramidy Księżyca jest niezwykły. P nie podobało się aż tak bardzo (P: szaro, buro, tłoczno, a piramidy bardziej sprawiają wrażenie dekoracji filmowych niż tysiącletniego zabytku; w moich oczach brak im uroku budowli Majów czy Inków), ale też i nasz osobisty ranking ulubionych ruin kształtuje się jak dotąd całkiem odmiennie (z wyjątkiem pierwszego miejsca), ale o tym wkrótce. Tak czy siak, wspinaczka na świątynie Teotihuacánu najbardziej wysportowanych przyprawi o kołatanie serca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-uZDcA8gHSFg/TkPtlhHxA5I/AAAAAAAABa0/kGghBZmRIA0/s1600/P1030002.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-uZDcA8gHSFg/TkPtlhHxA5I/AAAAAAAABa0/kGghBZmRIA0/s320/P1030002.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_SAwwms3i4U/TkPt1ILNCJI/AAAAAAAABa4/80rSMNDEfz4/s1600/P1030024.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-_SAwwms3i4U/TkPt1ILNCJI/AAAAAAAABa4/80rSMNDEfz4/s320/P1030024.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NNfTV1GRaQM/TkPuO2sIA-I/AAAAAAAABa8/LaJlADAKaMQ/s1600/DSC06331.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-NNfTV1GRaQM/TkPuO2sIA-I/AAAAAAAABa8/LaJlADAKaMQ/s320/DSC06331.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Miasto Meksyk zamieszkuje 20 milionów ludzi i wierzcie nam, że podróż metrem w godzinach szczytu (szczególnie, gdy pada) jest tu doznaniem traumatycznym. Zaryzykować jednak warto, bo właśnie tym środkiem transportu najszybciej i najtaniej dotrzeć można do wielu fascynujących miejsc, takich jak Coyoacán. Obecnie jest to jedna z ładniejszych dzielnic metropolii, choć jeszcze 100 lat temu, była ona spokojną podmiejską osadą, którą upatrzyli sobie artyści i intelektualiści. To właśnie tu, w tzw. la Casa Azul (Niebieski Dom) urodziła się i umarła genialna meksykańska malarka Frida Kahlo. Po śmierci jej męża, Diego Rivery, pieczę nad domem sprawowała niejaka Dolores Olmedo. Zgodnie z testamentem artysty, część pomieszczeń i kufrów pozostać miała zamknięta przez kolejnych 15 lat. Po upływie tego czasu, opiekunka nie zdecydowała się jednak na upublicznienie ich zawartości. Dopiero, gdy zmarła ona w 2004 roku, z tajemniczych kufrów Diego wydobyto nieznane prace malarskie, gorsety, których używała malarka i inne osobiste przedmioty. Ekspozycję Muzeum Fridy Kahlo powiększono także o kolejne pomieszczenia, zamknięte dotychczas dla publiczności. Ciekawostką jest fakt, że jednymi z lokatorów Fridy i Diego był Lew Trocki z żoną, Natalią, którzy po kłótni z Riverą, wynajęli dom na sąsiedniej ulicy. Mieści się tam bardzo ciekawe muzeum, w którym odtworzyć można ostatnie 15 miesięcy życia ideologa Rosyjskiej Rewolucji, spacerując po pokojach, w których zachowano oryginalny wystrój z dnia drugiego, udanego zamachu na jego życie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OO0DwtcU1NI/TkPuxEPkhOI/AAAAAAAABbA/bOQ0Aoxn_Cc/s1600/DSC06104.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-OO0DwtcU1NI/TkPuxEPkhOI/AAAAAAAABbA/bOQ0Aoxn_Cc/s320/DSC06104.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KM4Zd-A5XkE/TkPvHUrrisI/AAAAAAAABbE/lKBrjyykEe4/s1600/DSC06116.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-KM4Zd-A5XkE/TkPvHUrrisI/AAAAAAAABbE/lKBrjyykEe4/s320/DSC06116.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-F0pw7zsVYGU/TkPvThMXXwI/AAAAAAAABbI/ch0mRE8EXek/s1600/DSC06110.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-F0pw7zsVYGU/TkPvThMXXwI/AAAAAAAABbI/ch0mRE8EXek/s320/DSC06110.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Gabinet w którym zamordowano Lwa Trockiego&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jJL-gs3AZ4g/TkPwQYwQfaI/AAAAAAAABbQ/O19-vUWhxI8/s1600/DSC06219.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-jJL-gs3AZ4g/TkPwQYwQfaI/AAAAAAAABbQ/O19-vUWhxI8/s320/DSC06219.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-E5gK5TuFUqQ/TkPvlAudDjI/AAAAAAAABbM/6_H52mnSeDg/s1600/DSC06155.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-E5gK5TuFUqQ/TkPvlAudDjI/AAAAAAAABbM/6_H52mnSeDg/s320/DSC06155.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wskazówki pierwszego zegara zatrzymano, gdy państwo Rivera - Kahlo rozwiedli się, po tym jak Frida odkryła romans Diego ze swą siostrą, Cristiną. Tarcza drugiego pokazuje czas ponownych zaślubin.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2yhR-qBRG78/TkPwqcQ9k-I/AAAAAAAABbU/pWyP0AE2AIY/s1600/DSC06159.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-2yhR-qBRG78/TkPwqcQ9k-I/AAAAAAAABbU/pWyP0AE2AIY/s320/DSC06159.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-L3KhmElKrr8/TkPwyIA3nnI/AAAAAAAABbY/90NrZthDn04/s1600/DSC06165.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-L3KhmElKrr8/TkPwyIA3nnI/AAAAAAAABbY/90NrZthDn04/s320/DSC06165.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6UXicF1xqPA/TkPw6WajBsI/AAAAAAAABbc/ayXB01BSqpo/s1600/DSC06172.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-6UXicF1xqPA/TkPw6WajBsI/AAAAAAAABbc/ayXB01BSqpo/s320/DSC06172.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jeden z gorsetów ozdobionych przez Fridę&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-T9eCIHSykoI/TkPxDrfsNDI/AAAAAAAABbg/a8XDUm5Ko-g/s1600/DSC06175.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-T9eCIHSykoI/TkPxDrfsNDI/AAAAAAAABbg/a8XDUm5Ko-g/s320/DSC06175.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XbIEP4bLkHY/TkPxOy4uRVI/AAAAAAAABbk/QYnIhaMmzrg/s1600/DSC06182.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-XbIEP4bLkHY/TkPxOy4uRVI/AAAAAAAABbk/QYnIhaMmzrg/s320/DSC06182.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-CLhX-b1O854/TkPxVuUzXwI/AAAAAAAABbo/erwHtA9-5uM/s1600/DSC06180.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-CLhX-b1O854/TkPxVuUzXwI/AAAAAAAABbo/erwHtA9-5uM/s320/DSC06180.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pośmiertna maska Fridy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3UMNGFwzrik/TkPzExJFPBI/AAAAAAAABcA/b8DsQ9pNiBw/s1600/DSC06132.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-3UMNGFwzrik/TkPzExJFPBI/AAAAAAAABcA/b8DsQ9pNiBw/s320/DSC06132.JPG" width="249" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Gdy wracałyśmy z domu Fridy Kahlo, nadciągnęła potężna burza, przed którą nie byłyśmy w stanie schronić się pod żadnym daszkiem. Gdy przemoczone, wcisnęłyśmy się między mur i bramę, z pobliskiej galerii &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;wybiegł właściciel &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;i zaprosił nas do środka. Pomimo naszych usilnych protestów, kazał nam usiąść na zabytkowych krzesłach (które natychmiast zamokły), a gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, ze swoim wspólnikiem, zaczął przeszukiwać komputerowa archiwa galerii. W końcu, z dumą zaprezentowali nam zdjęcia dwóch, starych kandelabrów z Polski, które sprzedali parę tygodni wcześniej za jedyne 10 tys. USD. Niestety, nie mając kilku tysięcy dolarów do wydania, nie mogłyśmy odwdzięczyć się za gościnę drobnymi zakupami, ale raczej tego nie oczekiwali &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nie udało nam się niestety dotrzeć ani do muzeum, ani pracowni Diego Rivery, ale w Pałacu Narodowym (Palacio Nacional) obejrzałyśmy fresk jego autorstwa, ilustrujący historię Meksyku, która obejmuje czasy imperiów indiańskich, brutalną konkwistę i kapitalistyczny wyzysk po wizję świetlanej przyszłości pod marksistowskimi hasłami. Jego ideologiczny wydźwięk przemilczmy, artystycznie jest niewątpliwie fascynujący.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pwtTz4AcmMk/TkPyPyVoTmI/AAAAAAAABb4/HV9s2lXXogA/s1600/DSC06303.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-pwtTz4AcmMk/TkPyPyVoTmI/AAAAAAAABb4/HV9s2lXXogA/s320/DSC06303.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Fragment muralu z Fridą&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Miasto Meksyk nie żyje jednak bynajmniej samą przeszłością. To nowoczesna, modna metropolia, na której ulicach mijają się zdesperowani sprzedawcy badziewnych breloczków, ultra eleganccy biznesmeni i młodzi &lt;i&gt;emo&lt;/i&gt;, wystylizowani tak, że nie wyróżnialiby się szczególnie na tokijskim Harajuku. Jako że nasz pobyt w meksykańskiej stolicy przypadł w weekend, w miejscach takich Zona Rosa, mogłyśmy obserwować wesoły tłum, spieszący do barów i klubów. Co ciekawe, naprawdę duży odsetek wszystkich par stanowiły te jednopłciowe, co może być wyzwaniem dla stereotypowego postrzegania całości meksykańskiego społeczeństwa jako konserwatywnego w europejskim znaczeniu tego słowa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wszystko to razem sprawia, że miasto Meksyk jest jedną z bardziej interesujących metropolii, jakie widziałyśmy w czasie całej naszej podróży. Niewątpliwie, to najbardziej barwne i ciekawe z dużych miast Ameryki Łacińskiej. Dwa dni to z pewnością za mało, żeby poznać dobrze miejsce tak różnorodne i złożone jak D.F., tym razem nie miałyśmy jednak więcej czasu (P: w sumie miałyśmy, ale w końcu postawiłam na swoim i udałyśmy się na Jukatan, abym mogła tam kilka razy zanurkować). Mimo że ciężkie nocne podróże i intensywne zwiedzanie dały nam nieźle w kość, nie żałujemy tej impulsywnej decyzji. I wiemy na pewno, że Ciudad de México będzie jednym z niewielu miast Ameryki Łacińskiej, do którego będziemy jeszcze chciały wrócić.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ixAJYMSK698/TkPyGtx6Z_I/AAAAAAAABb0/n87uq3owsLY/s1600/DSC06205.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-ixAJYMSK698/TkPyGtx6Z_I/AAAAAAAABb0/n87uq3owsLY/s320/DSC06205.JPG" width="188" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-5722343789327791418?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/5722343789327791418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/miasto-meksyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/5722343789327791418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/5722343789327791418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/miasto-meksyk.html' title='Miasto Meksyk'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gwFtz1BWlQI/TkPrW395K4I/AAAAAAAABak/gfpICECCeXg/s72-c/P1030045.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7398204780723553132</id><published>2011-08-08T04:47:00.005+02:00</published><updated>2011-08-11T18:57:34.712+02:00</updated><title type='text'>Ameryka Środkowa - ceny i parę uwag praktycznych</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-S-2kzpRm7OU/Tj9KXMZEgqI/AAAAAAAABaU/PHbCZgzWTBw/s1600/DSC05610.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-S-2kzpRm7OU/Tj9KXMZEgqI/AAAAAAAABaU/PHbCZgzWTBw/s320/DSC05610.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Pod względem cen, kraje Ameryki Środkowej podzielić można na dwie grupy. Do tanich zaliczyłybyśmy Gwatemalę, Honduras i Nikaraguę. Panama i Kostaryka są za to znacznie droższe. Podstawowym sposobem na oszczędzanie we wszystkich krajach Mezoameryki (poza Kostaryką) jest podróżowanie &lt;i&gt;chicken busami&lt;/i&gt;. Transport nastawiony wyłącznie na turystów (który spotkać można wszędzie poza Nikaraguą) jest kilkanaście lub kilkadziesiąt razy droższy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Hotele – od 10–12 USD za pokój z łazienką w Nikaragui, Hondurasie, niektórych miejscach w Gwatemali, do 30-35 USD w Kostaryce i Panama City (średnio 15-20 USD). W jednym z postów napisałyśmy, że podróż po Ameryce Środkowej w trakcie pory deszczowej nie ma, naszym zdaniem, sensu. Nadal tak uważamy, ale dostrzegamy także pewną zaletę tego okresu. Mianowicie, ceny hosteli są czasami aż o połowę niższe od tych, jakie obowiązują w szczycie sezonu, czyli między grudniem a lutym. Może z tym być powiązana następująca prawidłowość - w tej części świata, po raz pierwszy nie sprawdzają się serwisy typu hostelbookers lub hostelworld. Ceny oferowane bezpośrednio przez hostele są znacznie niższe od tych, jakie zapłacimy, robiąc rezerwację przez internet. &lt;i&gt;(Przy okazji jedno ostrzeżenie – unikajcie jak ognia hostelu „Quachoch” vel „Gabriel” w Antigua de Guatemala – najbrudniejsza i najbardziej zakaraluszona dziura, w jakiej spałyśmy od wielu miesięcy)&lt;/i&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Transport – koszt trzy - czterogodzinnej podróży &lt;i&gt;chicken&lt;/i&gt; &lt;i&gt;busem&lt;/i&gt; to zazwyczaj wydatek rzędu 1-2 USD w Gwatemali i 3-4 w Panamie. Przykładowo, podróż z Bocas del Toro w Panamie do Puerto Viejo w Kostaryce kosztuje 6-8 USD (łódź i dwa autobusy). Podróż z Panajachel nad jeziorem Atitlán do Quetzaltenango to koszt 3,5 USD (trzy autobusy). Te same trasy pokonane turystycznym busikiem to odpowiednio 28 USD (Panama – Kostaryka) i 20 USD (Gwatemala). W każdym z państw kursują też lepsze autokary, ale zazwyczaj tylko między głównymi miastami. Z Panama City do Meksyku można dostać się z firmą Tica Bus, która oferuje połączenia między wszystkimi stolicami regionu, a w niektórych miejscach także noclegi w hotelu na dworcu. Koszt trasy San José – Rivas (Nikaragua) to 26 USD i ok. 8-9 h jazdy autokarem w typie polskiego PKSu. León (Nikaragua) do San Pedro Sula (Honduras) dzieli 13 h jazdy za 36 USD. Przejazd z gwatemalskiej stolicy do Flores autobusem lokalnym (nieznacznie lepszym od &lt;i&gt;chicken busa&lt;/i&gt;, ale równie powolnym) to 12 USD. Ta sama trasa nocnym, wygodnym i bezpiecznym autokarem z rozkładanymi siedzeniami to 24 USD (z możliwością bezpośredniej kontynuacji &lt;i&gt;shuttlem&lt;/i&gt; do Antigua). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Taksówka wodna z Almirante na Bocas del Toro – 4 USD. Prom na Ometepe – 2-3 USD w zależności od jego rodzaju. W Hondurasie i Ciudad de Guatemala, zarówno miejscowi, jak i przewodniki, odradzają turystom korzystanie z autobusów miejskich, które obrabowywane są z dużą regularnością. Z taksówek korzystałyśmy tylko w przypadku konieczności dostania się o świcie lub późno wieczorem na dworzec czy do hostelu. Wyjątkowo tanie były one w Kostaryce (3 USD), drogie w Gwatemali, gdzie trzeba się długo i mocno targować (od 5 USD w górę za kurs). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jedzenie – obowiązuje złota reguła, która sprawdza się prawie wszędzie – jeśli jesz na ulicznych straganach i tam, gdzie miejscowi, jedzenie jest bardzo tanie. W knajpach dla turystów ceny są europejskie. Wyjątki to Kostaryka, gdzie ceny są wysokie wszędzie i dania z owocami morza w Panamie. Za 1-2 USD można w Gwatemali najeść się tacos, burritos, tostadas i podobnymi przekąskami. W kraju tym jest też największy wybór ulicznych garkuchni. W Hondurasie i Nikaragui obiad może kosztować od 3–4 USD w górę. W Kostaryce i na karaibskim wybrzeżu Panamy 10 USD to minimalna cena za danie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wstępy – Copán Ruinas i Tikal – 15-17 USD; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wycieczki - 20 USD za oglądane żółwic w Tortugero (Kostaryka); 25 USD za całodzienną wycieczkę łodzią po wyspach archipelagu Bocas del Toro, w tym snorkelling (Panama); 10 USD za wejście na wulkan Pacaya (Gwatemala).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7398204780723553132?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7398204780723553132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/ameryka-srodkowa-ceny-i-pare-uwag.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7398204780723553132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7398204780723553132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/ameryka-srodkowa-ceny-i-pare-uwag.html' title='Ameryka Środkowa - ceny i parę uwag praktycznych'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-S-2kzpRm7OU/Tj9KXMZEgqI/AAAAAAAABaU/PHbCZgzWTBw/s72-c/DSC05610.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-9068939099262532703</id><published>2011-08-07T01:41:00.001+02:00</published><updated>2011-08-08T04:29:26.234+02:00</updated><title type='text'>Palenque</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EIHlxnmlnC8/Tj3QjbA_stI/AAAAAAAABZ0/0bWLOtmRJu4/s1600/DSC06020.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-EIHlxnmlnC8/Tj3QjbA_stI/AAAAAAAABZ0/0bWLOtmRJu4/s320/DSC06020.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W drodze do Ciudad de México (wstąpił do piekieł, pod drodze mu było :-), zobaczyłyśmy kolejne ruiny Majów, tym razem w Palenque. Bardzo imponujące, w pewien sposób podobne do tych z Tikal, ponieważ również położone są one w dżungli. Zrozumiałyśmy tu jednak, na czym polega różnica pomiędzy turystycznym Meksykiem a dużo mniej popularną Gwatemalą. W porównaniu z Tikal, zwiedzanie Palenque to udział w pochodzie pierwszomajowym za jego najlepszych czasów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-e2L90J19yIA/Tj3QkIsAaYI/AAAAAAAABZ4/k5LliBTHUo4/s1600/DSC06031.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-e2L90J19yIA/Tj3QkIsAaYI/AAAAAAAABZ4/k5LliBTHUo4/s320/DSC06031.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-kDoQstakLmA/Tj3Qkz0r7hI/AAAAAAAABZ8/kAbLzLBEYZQ/s1600/DSC06050.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-kDoQstakLmA/Tj3Qkz0r7hI/AAAAAAAABZ8/kAbLzLBEYZQ/s320/DSC06050.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-KHM6YcNlTwg/Tj3QnNbKjsI/AAAAAAAABaA/F4ohlk5NoX8/s1600/DSC06061.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-KHM6YcNlTwg/Tj3QnNbKjsI/AAAAAAAABaA/F4ohlk5NoX8/s320/DSC06061.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-GYWdMk8er2U/Tj3Qn6AFoBI/AAAAAAAABaE/UQFISj-_85A/s1600/P1020860.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-GYWdMk8er2U/Tj3Qn6AFoBI/AAAAAAAABaE/UQFISj-_85A/s320/P1020860.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NNgqEGuqQnI/Tj3QoumcLHI/AAAAAAAABaI/wg7kiRchl1M/s1600/P1020869.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-NNgqEGuqQnI/Tj3QoumcLHI/AAAAAAAABaI/wg7kiRchl1M/s320/P1020869.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Tgpmb4B04x8/Tj3QpRFJ25I/AAAAAAAABaM/CuEKIbgeyvI/s1600/P1020895.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-Tgpmb4B04x8/Tj3QpRFJ25I/AAAAAAAABaM/CuEKIbgeyvI/s320/P1020895.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kSMJ5bpnPpg/Tj3QpwXRrFI/AAAAAAAABaQ/3q_gKGZ4DUY/s1600/P1020898.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-kSMJ5bpnPpg/Tj3QpwXRrFI/AAAAAAAABaQ/3q_gKGZ4DUY/s320/P1020898.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Boisko do rytualnej gry w piłkę&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-9068939099262532703?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/9068939099262532703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/palenque.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9068939099262532703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9068939099262532703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/palenque.html' title='Palenque'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EIHlxnmlnC8/Tj3QjbA_stI/AAAAAAAABZ0/0bWLOtmRJu4/s72-c/DSC06020.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-9206358960772205336</id><published>2011-08-05T00:37:00.007+02:00</published><updated>2011-08-11T18:41:10.588+02:00</updated><title type='text'>W drodze do Meksyku</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-GPrIWBfsUSY/TjsbYelQfyI/AAAAAAAABZk/YRUgEScbe34/s1600/DSC05988.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-GPrIWBfsUSY/TjsbYelQfyI/AAAAAAAABZk/YRUgEScbe34/s320/DSC05988.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Opuściłyśmy Gwatemalę turystycznym busikiem, kilkadziesiąt razy droższym niż lokalne autobusy, ale szczerze mówiąc, &lt;i&gt;chicken busy &lt;/i&gt;ostatnio&lt;i&gt; &lt;/i&gt;nas wykończyły. Zarówno w trakcie tej, jak i poprzednich podróży, jeździłyśmy najprzeróżniejszymi środkami transportu i mamy dużą odporność na niewygody typu brudne, rozpadające się autobusy, wielogodzinne spóźnienia etc. Podróż &lt;i&gt;chicken busem&lt;/i&gt; jest fantastycznym doświadczeniem - kolorowym i mocno folklorystycznym. J narzeka wprawdzie, że nie udało jej się spotkać w żadnym z nich jednego choćby kurczaka (było za to dużo kotów - jako towar deficytowy kupowane &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;są one &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;na targach, a następnie wiezione do nowego domu w reklamówce lub pudełeczku; drą się przy tym niemiłosiernie, o co nie mamy do nich pretensji &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;). Mimo wszystko, podróż takim środkiem transportu, trwająca dłużej niż 2 godziny, staje się torturą. Siedzenia są niewygodne i skonstruowane dla dwóch krasnoludków (nawet P nie mieszczą się nogi, J skazana jest więc na siedzenie z kolanami pod brodą), na których ściśnięte są trzy osoby plus jedno lub dwoje dzieci, kierowcy jeżdżą szybko i na każdym zakręcie wszyscy spadają ze skajowej kanapy, aby na następnym wcisnąć w ścianę nieszczęśnika siedzącego pod oknem. Ścisk i, powiedzmy to wprost, smród są nieznośne. Nie ma bagażników, więc tobołki walają się wszędzie (tylko największe trafiają na dach). Oczywiście wyje muzyka, co nie jest żadną nowością, ale nadal wkurza itd. Jeździłyśmy &lt;i&gt;chicken busami&lt;/i&gt; od Panamy po Gwatemalę i mamy dosyć. Wyjeżdżając więc z Quezaltenango do Meksyku, z finansowym bólem serca, kupiłyśmy dwa miejsca w turystycznym busie. No i nas pokarało. Wszyscy ładnie pachnieli i siedzenia były wygodne, ale za to towarzyszył nam niejaki… Héctor. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Zanim o nim napiszemy, słowo wyjaśnienia. Nie mamy nic przeciwko jakimkolwiek używkom (P mówi „nie” papierosom palonym publicznie, ale we własnym domu, każdy może robić na co ma ochotę). Jeśli ktoś chce ćpać, proszę bardzo. Zapić się na śmierć – jego/jej wybór. To, co jednak wzbudza w nas agresję, to dorabianie jakiejkolwiek ideologii do własnych uzależnień i pranie mózgu innym ludziom. Héctor był właśnie takim wyjątkowo uduchowionym ćpunem. Gdy wsiadł do busa, śmierdział trawą tak bardzo, że pierwsza myślą, jaka przeszła przez nasze głowy, było to, że zbliżamy się właśnie do przejścia granicznego z Meksykiem, w związku z czym, pozostaje mieć nadzieję, że gdy celnicy zajmą się trzepaniem Héctora i jego bagażu w poszukiwaniu dragów, nie wstrzyma to naszego odjazdu. Póki co, filozof natychmiast zagadał do siedzącej obok Holenderki, która szybko dowiedziała się, że jakkolwiek wszystkie rządy na świecie są złe, skorumpowane i knują spiski przeciw obywatelom, to holenderski, jako jedyny, zasługuje na uznanie, oczywiście dlatego, że w Holandii można legalnie palić trawkę. Héctor był wysokim mężczyzną o tubalnym głosie, który natychmiast wypełnił cały bus, gdy zaczął udzielać wszystkim rad, gdzie powinni zamieszkać, co jeść i które miasta w Meksyku są niebezpieczne. „Niebezpieczne” miejsce, w rozumieniu Héctora, to takie, w którym jest dużo policji, co zwiększa szanse na bycie zatrzymanym i przeszukanym. Nowozelandczyk, który nieopatrznie przyznał się, że jest ogrodnikiem, został natychmiast zarzucony poradami, jak hodować różne zioła i grzybki. Nieszczęśnik zajmował się projektowaniem ogrodów, ale może po powrocie zmieni specjalizację. My dwie musiałyśmy mieć na twarzach wypisane złotymi zgłoskami „&lt;i&gt;nie zbliżaj się do nas i zamknij się wreszcie&lt;/i&gt;”, bo gdy Holenderka i Nowozelandczyk wcisnęli w uszy słuchawki, Meksykanin rzucił się na jedyną osobę w busie, która podzielała jego światopogląd. Postać dosyć nietypową – bardzo wysokiego Japończyka, niechlujnie ubranego, z rzadką, długą kozią bródką i z gigantycznym kokiem z dredów na czubku głowy, który skrywał ponoć jakąś czakrę (&lt;i&gt;no comment&lt;/i&gt;). To było to. Héctor pokochał go do razu i zaczął dzielić się z nim swoimi przemyśleniami i opowieściami typu: „&lt;i&gt;Tylko Ty i ja mamy otwarte umysły&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;ponieważ trawa otwiera nasze myśli i pozwala rozpocząć wewnętrzny dialog z samym sobą. Dlatego jest nielegalna. Jak chcesz mam jeszcze jednego jointa, więc zapalimy wspólnie,&lt;/i&gt; &lt;i&gt;przyjacielu, w trakcie postoju na siusiu”&lt;/i&gt;. Jak powiedział, tak uczynili. Dalsze opowieści dotyczyły modyfikowanej żywności, rewolucji przemysłowej w Anglii, końca świata, który ma nadejść w grudniu oraz narkotyzowania się na Isla del Sol na jeziorze Titikaka - miejscu magicznym i wyjątkowym, aczkolwiek dopiero odpowiednia porcja pejotlu pozwala dostrzec jego duchowość w pełni (pewnie dlatego nam się niezbyt podobało, bo zapodałyśmy sobie jedynie piwo i wino&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt; :-&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;). Héctor był tam z przyjacielem, który nie umiał grać na flecie, ale po połączeniu kilku substancji, które panowie wypalili, wciągnęli i wypili, kolega wziął instrument w ręce i zaczął grać jak sam anioł, a chmury nad Titikaka się rozstąpiły. I w ten oto sposób, Héctor zabawiał nas wszystkich (słuchawki ani stopery nie odcinały od jego donośnego głosu) przez ponad trzy godziny. Gdy wszyscy (włączając Japończyka i kierowcę) dali mu ostentacyjnie do zrozumienia, że nie chcą go już słuchać, wyjął komórkę i puścił na cały regulator (miał słuchawki, ale nie uważał za stosowne ich używać) swoją muzykę, do której głośno śpiewał i pogwizdywał. I tak przez następną godzinę. Héctor nie był dzieckiem z ADHD, tylko facetem po 40-tce. Mieszkał w hippisowskim San Marco nad Atitlánem, gdzie zajmował się handlem biżuterią. Jesteśmy pewne, że nie tylko to można było od niego kupić. Wykończył nas bardziej niż najgorszy &lt;i&gt;chicken bus&lt;/i&gt;. Na całe szczęście zniknął na granicy i zupełnie nas nie obchodzi, co się z nim stało. Wszystko to jest niestety elementem szerszego problemu. Gwatemalskie nastolatki obserwując takich jak on, oraz innych przybyszy z bogatego Zachodu (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Héctor&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; był akurat Meksykaninem, ale niewątpliwie zamożnym), święcie wierzą, że chlanie i ćpanie jest normalnym sposobem na życie i "fajną codziennością" modnych i bogatych. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W ten oto sposób dotarłyśmy do Meksyku, do San Cristóbal de las Casas (SCC) w stanie Chiapas. Ładnie tu i kolonialnie, choć gdy wjechaliśmy na główny plac miasta, zblazowana J rozejrzała się i zapytała, czy znowu jesteśmy w Granadzie w Nikaragui. Coś w tym jest. Kolonialne miasta Ameryki Łacińskiej są bardzo ładne, przyjemnie się w nich mieszka i miło po nich spaceruje. Jeśli ktoś lubi takie atrakcje, może spędzić w nich tydzień, odwiedzając setki kościołów. Prawdą jest jednak, że większość z nich jest do siebie bardzo podobna. Po blisko 5 miesiącach w Ameryce Łacińskiej, kolorowe miasteczka zaczynają się nam trochę zlewać .&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MD3b2CMlGK8/TjsbSK0fdUI/AAAAAAAABZc/H7UPNRCXDMc/s1600/DSC05958.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-MD3b2CMlGK8/TjsbSK0fdUI/AAAAAAAABZc/H7UPNRCXDMc/s320/DSC05958.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-lEdnGAg8gUM/TjsbVv1bBvI/AAAAAAAABZg/m2e6XTM5bF8/s1600/DSC05974.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-lEdnGAg8gUM/TjsbVv1bBvI/AAAAAAAABZg/m2e6XTM5bF8/s320/DSC05974.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chiapas jest najbardziej buntowniczym i rozpolitykowanym meksykańskim stanem. Pod katedrą w SCC trwa protest jednej z lewicowych organizacji.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-43EhrVlKRl8/TjsbgZQ_3xI/AAAAAAAABZs/9UC-cCMoAzQ/s1600/DSC06014.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-43EhrVlKRl8/TjsbgZQ_3xI/AAAAAAAABZs/9UC-cCMoAzQ/s320/DSC06014.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;To, co jednak bardzo nas uderzyło w tracie pierwszych godzin pobytu w SCC, to wygląd miejscowych Indianek i ich dzieci. Gwatemalę dzieli do Meksyku ekonomiczna przepaść i nawet jeśli Chiapas jest jednym z biedniejszych stanów Meksyku, to nadal poziom życia i zamożności społeczeństwa jest tu dużo wyższy niż u sąsiadów. Dlatego też nie mogłyśmy pojąć, dlaczego właściwie wszystkie indiańskie kobiety i ich dzieci, handlujące rękodziełem i pamiątkami, są brudne, zabiedzone i zaniedbane. W Gwatemali to do nie pomyślenia, nawet w najmniejszych i najbiedniejszych wioskach. Praca dzieci jest tam powszechna, bo to bardzo biedny kraj, a Indianie znajdują się na dole drabiny społecznej. W Meksyku jest podobnie, ale mimo wszystko, wygląd miejscowych dzieci był dla nas szokiem. Jedyne porównanie, jakie przychodzi nam do głowy, to Indie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6j-xnRxhxRA/TjsbMeqGIPI/AAAAAAAABZU/ZjvZulDtgsI/s1600/DSC05944.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-6j-xnRxhxRA/TjsbMeqGIPI/AAAAAAAABZU/ZjvZulDtgsI/s320/DSC05944.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-w4gUhbNGxQQ/TjsbP5KmkqI/AAAAAAAABZY/C1tN_xy1Upw/s1600/DSC05950.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-w4gUhbNGxQQ/TjsbP5KmkqI/AAAAAAAABZY/C1tN_xy1Upw/s320/DSC05950.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ostatnie dwa tygodnie naszej podróży miały być spokojnym odpoczywaniem na plażach Jukatanu, przeplatanym krótkimi wycieczkami po okolicy. To nie mogło się udać. W drodze do Meksyku, J uznała, że jej największym marzeniem jest zobaczenie Ciudad de México z domem Fridy Kahlo, gigantyczną flagą i piramidami w Teotihuacan. Tyle tylko, że stolica jest nam bardzo nie po drodze. Podróż ta jednak ma być realizacją marzeń właśnie, więc zamiast odpoczywać, zwiedzając ruiny Majów i snorklując na rafie koralowej, pakujemy się w autobus nocny i jedziemy na dwa dni do stolicy. Potem czeka nas 20 godzin podróży i jesteśmy na Jukatanie. Kompletne szaleństwo, ale po gwałtownej wymianie myśli i poglądów, J postawiła na swoim. Jak zwykle zresztą &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-F8ZQWmiOh5o/Tjsbd7YkbkI/AAAAAAAABZo/ofvN2E0jx2k/s1600/DSC05998.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-F8ZQWmiOh5o/Tjsbd7YkbkI/AAAAAAAABZo/ofvN2E0jx2k/s320/DSC05998.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W Warszawie stały kiedyś krowy, w Monachium widziałyśmy lwy, w SCC pełno jest za to kolorowych jaguarów. &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_hX0DnKsYK8/TjsfMYH_UQI/AAAAAAAABZw/Ev0OCZfXWIA/s1600/DSC05956.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-_hX0DnKsYK8/TjsfMYH_UQI/AAAAAAAABZw/Ev0OCZfXWIA/s320/DSC05956.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-9206358960772205336?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/9206358960772205336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/w-drodze-do-meksyku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9206358960772205336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9206358960772205336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/08/w-drodze-do-meksyku.html' title='W drodze do Meksyku'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-GPrIWBfsUSY/TjsbYelQfyI/AAAAAAAABZk/YRUgEScbe34/s72-c/DSC05988.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-1970037272548557458</id><published>2011-07-31T23:59:00.012+02:00</published><updated>2012-01-09T21:38:11.926+01:00</updated><title type='text'>Jedziemy dalej</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-EcFYhhTYUm0/TjXL1Hz71FI/AAAAAAAABXo/HUL3zCYPasM/s1600/DSC05781.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-EcFYhhTYUm0/TjXL1Hz71FI/AAAAAAAABXo/HUL3zCYPasM/s320/DSC05781.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wielu osobom w Polsce wydawać się może, że Gwatemala to zapomniane przez świat miejsce, w którym spotkać można jedynie najbardziej wytrwałych i wytrawnych podróżników. Błąd. Prawda jest taka, że na brak turystów kraj ten narzekać nie może, a niektóre jego rejony są wręcz zalane, zarówno przez tłum backpackersów, jak i tych, których my określamy mianem „&lt;i&gt;turystów pięciogwiazdkowych&lt;/i&gt;”. W przeważającej mierze pochodzą oni z USA, ale nie tylko. 90% z nich odwiedza trzy miejsca – Antiguę, jezioro Atitlán i niedzielny targ w Chichicastenango.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-fJflwWil6G0/TjXLz6AHCGI/AAAAAAAABXg/TTIE4eBbLJ8/s1600/DSC05762.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-fJflwWil6G0/TjXLz6AHCGI/AAAAAAAABXg/TTIE4eBbLJ8/s320/DSC05762.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;My, dzięki temu, że P była już kiedyś w Gwatemali, mamy szansę na uniknięcie kilku typowych pułapek na turystów (między innymi dlatego, że sama się na nie wcześniej złapała). Jedną z nich jest niedzielny spęd w Chichicastenango, który już wiele lat temu przestał być „autentycznym targiem indiańskim”, jak przekonują przewodniki i agencje turystyczne w całej Gwatemali. Nie można na nim kupić kurczaka ani cebuli, żadnego problemu nie nastarcza za to nabycie t-shirtu z napisem „Gallo Guatemala” (marka lokalnego piwa), czy ubranie się od stóp do głów w indiańskie rękodzieło, sprzedawane po cenach kilkakrotnie wyższych niż te, jakie obowiązują w innych (nawet całkiem turystycznych) miejscach. Nie trzeba dodawać, że miejscowi od dawna nie jeżdżą tam, aby robić zakupy. Ci natomiast, którzy na targu handlują, coraz lepiej mówią po angielsku – niechybny znak, że znaleźliśmy się w lokalnej Cepelii. W Chichi jest kolorowo, ale na pewno nie autentycznie. Kto chce zobaczyć, jak wygląda indiański targ, powinien pojechać w piątek do Sololá (ok. 8 km od Panajachel). Oprócz nas, widziałyśmy tam piątkę turystów. Obok podróbek markowych butów i skarpetek, leżą tu stosy warzyw i owoców, sprzedawcy przekrzykują się, za ile sprzedadzą funt drewna lub garść krewetek. Trudno ominąć najmniej przyjemną część mięsną, ale warto, bo kawałek dalej zaczyna się handel kolorowymi sznurkami, linami, nićmi do wyszywania tradycyjnych strojów (J zainwestowała w brokatowe kordonki i wytrwale plecie bransoletki). Są tu kwiaty i mandarynki, produkty z drewna i bielizna. Szewc reperuje buty, krawiec na miejscu dokonuje przeróbek za długich spodni, kobiety pieką tortille. Jest to żywy, prawdziwy targ – miejsce, na którym miejscowi robią zakupy i ubijają interesy. Tam też, po raz pierwszy, widziałyśmy tradycyjnie ubranych mężczyzn. W Gwatemali, podobnie jak w wielu innych miejscach na świecie, to głównie kobiety hołdują odzieżowej tradycji, podczas gdy panowie już dawno wybrali dżinsy i t-shirty (poznany w Peru miejscowy antropolog, ze smutkiem skonstatował, że peruwiańscy Indianie już dawno zatracili tradycyjny strój, który nieliczni zakładają wyłącznie od święta – podobnie jest w Gwatemali). Na piątkowym targu w Sololá, wciąż można jednak zobaczyć tradycyjnie ubranych mężczyzn i nie jest to żadne „przebranie” dla turystów. Prawdziwa rzadkość.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HlU51bWhe98/TjXL9sUbp-I/AAAAAAAABYc/R1PeDagmboM/s1600/P1020721.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-HlU51bWhe98/TjXL9sUbp-I/AAAAAAAABYc/R1PeDagmboM/s320/P1020721.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-X7BHCsGddIQ/TjXL-yoVcCI/AAAAAAAABYo/DPVUTS0BC4c/s1600/P1020733.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-X7BHCsGddIQ/TjXL-yoVcCI/AAAAAAAABYo/DPVUTS0BC4c/s320/P1020733.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-4GLuSy7xHzQ/TjXL_jMFl6I/AAAAAAAABYs/WSFpqpXeSJU/s1600/P1020736.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-4GLuSy7xHzQ/TjXL_jMFl6I/AAAAAAAABYs/WSFpqpXeSJU/s320/P1020736.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-raxeEwu7llo/TjXMALJgKoI/AAAAAAAABYw/xpExs22xC5U/s1600/P1020750.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-raxeEwu7llo/TjXMALJgKoI/AAAAAAAABYw/xpExs22xC5U/s320/P1020750.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-5XxJwwfc1lc/TjXMAnQ14OI/AAAAAAAABY0/LQFMSnV1NQE/s1600/P1020758.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-5XxJwwfc1lc/TjXMAnQ14OI/AAAAAAAABY0/LQFMSnV1NQE/s320/P1020758.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3BGU3FyXGWk/TjXMSjDUhUI/AAAAAAAABZA/8lSaHI9Zwa4/s1600/P1020720.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-3BGU3FyXGWk/TjXMSjDUhUI/AAAAAAAABZA/8lSaHI9Zwa4/s320/P1020720.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-z7E6CISH-UE/TjXL-scoE9I/AAAAAAAABYk/QJV64OdvSAg/s1600/P1020728.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-z7E6CISH-UE/TjXL-scoE9I/AAAAAAAABYk/QJV64OdvSAg/s320/P1020728.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Dzięki wcześniejszej wizycie P w Gwatemali, nie popłynęłyśmy do wielbionego przez backpackersów San Marco, gdzie tłum ujaranych trawą białasów medytuje w świątyniach w kształcie piramid (na czym jakiś sprytny lub nawiedzony Europejczyk zbija kupę kasy), a wieczorami modli się do jeziora lub wulkanu (trudno ocenić, bo ich stan oderwania od rzeczywistości uniemożliwia normalną konwersację). Głównym powodem, dla którego siedzimy w Panajachel, jest choroba J, ale po odbyciu kilku krótkich wycieczek (J ma siłę na jedną, niezbyt długą, dziennie, więc o żadnych wyczynach nie może być mowy), odwołujemy to, co o tym miasteczku napisałyśmy. Wcale nie jest najmniej ciekawym miejscem nad jeziorem, na pewno jednak nabiera uroku w tygodniu. W sobotę zjeżdża tu połowa cudzoziemców podróżujących po Gwatemali, aby w niedzielę o świcie udać się na targ w Chichicastenango. Druga mekka backpackersów – San Pedro de Laguna, mimo że mniejsze, jest tak samo turystyczno – komercyjne jak Pana, z meksykańskimi knajpami, głośnikami w każdym barze, ulicznymi grajkami i sklepami z miejscowym rękodziełem. Obecnie na ustach wszystkich jest maleńkie Jabalito, 15 minut drogi łodzią z Panajachel lub San Pedro. To najlepszy znak, że za 3-4 lata zrobi się tam takie samo turystyczne piekło jak wszędzie. Unikać jak ognia. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nie oznacza to jednak, że okolice jeziora Atitlán straciły swój unikalny, indiański charakter. Wielu mieszkańców hiszpańskim posługuje się słabo, ponieważ między sobą rozmawiają w jednym z kilkunastu własnych języków. Miejscowym fenomenem jest to, że niemalże każda wioska używa innego. Nadal są tu jednak spokojne miejsca, w których można uniknąć obowiązkowego „&lt;i&gt;No Women, No Cry&lt;/i&gt;” Marleya. Jedną z nich jest Santa Catarina de Palopo. Gdy P wybrała się tam pewnego popołudnia, była jedyną białą twarzą w wiosce, czym wzbudzała duże zainteresowanie miejscowych – rzecz raczej niespotykana nad Atitlánem. Zaraz za Santa Catarina znajduje się kolejna osada – San Antonio, do której nie pływają turystyczne łodzie z Panajachel. Dzięki temu, obydwa te miejsca zachowały autentyczność, a pobyt w nich może okazać się tym, czego nadaremnie szukają tłumy zalewające San Pedro czy Panajachel – kontaktu z prawdziwą kulturą indiańską. Jesteśmy pewne, że takich wiosek jest więcej. Dotarcie do niech wymaga trochę więcej wysiłku, nie da się tam wypić cappuccino, zjeść spaghetti, ani pizzy, można za to zobaczyć, jak żyją współcześni Majowie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ce6Ge6q7nVE/TjXL8jvYXOI/AAAAAAAABYU/yoLaOgnGJD0/s1600/DSC05898.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-ce6Ge6q7nVE/TjXL8jvYXOI/AAAAAAAABYU/yoLaOgnGJD0/s320/DSC05898.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Santa Catarina de Palopo&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KSSm7CRsA0c/TjXL7eiROGI/AAAAAAAABYM/Nv5DYwFnZ5I/s1600/DSC05892.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="227" src="http://4.bp.blogspot.com/-KSSm7CRsA0c/TjXL7eiROGI/AAAAAAAABYM/Nv5DYwFnZ5I/s320/DSC05892.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wielkie sprzątanie centrum wioski przed niedzielą&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wycieczki docierają owszem do&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; Santiago de Atitlán, jednak&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; po zrobieniu obowiązkowych zakupów i obejrzeniu kościoła, zazwyczaj szybko stąd wyjeżdżają. Trudno nazwać je miejscem ładnym. Na pewno, natomiast, jest najbrudniejszym miasteczkiem z tych, które tu widziałyśmy. Ma jednak w sobie coś, co sprawia, że warto poświecić trochę czasu na wizytę w tym miejscu. W Santiago, w najciekawszy sposób, mieszają się pogańskie wierzenia Majów z chrześcijaństwem. Kościół Katolicki ma tu pewien kłopot. W miejscowym kościele ołtarz zdobią kolby kukurydzy i święty ptak Quetzal. Święci ubrani są w bardzo kolorowe szatki, tradycyjne brązowe habity nie przypadły Indianom do gustu. Dlaczego Chrystus obrany jest w coś co przypomina strój gejszy, a na głowie ma bandankę z brytyjską flagą nie wiemy, ale jest kolorowo. Największą atrakcją Santiago jest jednak spotkanie z Maximónem, pogańskim świętym, który jest dla miejscowych najważniejszym bóstwem, obnoszonym co roku po mieście w wielkiej procesji. Jest to zdecydowanie najbardziej barwny z nieortodoksyjnych świętych, poznanych w trakcie tej podróży (o innych pisałyśmy w trakcie pobytu w Argentynie). Dość powiedzieć, że Maximón nie stroni ani od cygar, ani od wody ognistej. Sama zaś ceremonia błogosławienia indiańskich petentów jest zjawiskowa - kończy się ona trzykrotnym opluciem ich twarzy przez prowadzącego modły. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sUpe8AqC3-E/TjXL1-F84KI/AAAAAAAABXs/qJjMbtodvHY/s1600/DSC05852+%25282%2529.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-sUpe8AqC3-E/TjXL1-F84KI/AAAAAAAABXs/qJjMbtodvHY/s320/DSC05852+%25282%2529.JPG" width="164" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Maximón z cygarem w ustach&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-khuMi_ZLTjY/TjXQI7G-FdI/AAAAAAAABZQ/7v0IWkIjfQE/s1600/DSC05873.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-khuMi_ZLTjY/TjXQI7G-FdI/AAAAAAAABZQ/7v0IWkIjfQE/s320/DSC05873.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;J z Andresem, naszym przewodnikiem po Santiago&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-N7YZKS8S6YM/TjXL3DS7HwI/AAAAAAAABX0/cwkGqMm-DT0/s1600/DSC05864.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-N7YZKS8S6YM/TjXL3DS7HwI/AAAAAAAABX0/cwkGqMm-DT0/s320/DSC05864.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-IoRfS3ImF1g/TjXL4N4KzjI/AAAAAAAABX4/GKrUi_AvaSA/s1600/DSC05867.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-IoRfS3ImF1g/TjXL4N4KzjI/AAAAAAAABX4/GKrUi_AvaSA/s320/DSC05867.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ołtarz w kościele w Santiago&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-oqlxr9W6xso/TjXL4fpHu-I/AAAAAAAABX8/LyDKS_Rt_Ew/s1600/DSC05870.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-oqlxr9W6xso/TjXL4fpHu-I/AAAAAAAABX8/LyDKS_Rt_Ew/s320/DSC05870.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XsSYCFronQ0/TjXMq-_hEEI/AAAAAAAABZE/abrYDBA9gU0/s1600/DSC05863.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-XsSYCFronQ0/TjXMq-_hEEI/AAAAAAAABZE/abrYDBA9gU0/s320/DSC05863.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cS0ShiLLmGc/TjXL5kSl0QI/AAAAAAAABYE/i-XxsRLEHsQ/s1600/DSC05874.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cS0ShiLLmGc/TjXL5kSl0QI/AAAAAAAABYE/i-XxsRLEHsQ/s1600/DSC05874.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-cS0ShiLLmGc/TjXL5kSl0QI/AAAAAAAABYE/i-XxsRLEHsQ/s320/DSC05874.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-1970037272548557458?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/1970037272548557458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/jedziemy-dalej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1970037272548557458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1970037272548557458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/jedziemy-dalej.html' title='Jedziemy dalej'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-EcFYhhTYUm0/TjXL1Hz71FI/AAAAAAAABXo/HUL3zCYPasM/s72-c/DSC05781.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-5055748708554706093</id><published>2011-07-29T02:12:00.006+02:00</published><updated>2011-08-11T18:55:36.981+02:00</updated><title type='text'>Denga nad Atitlanem</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Utknęłyśmy nad jeziorem Atitl&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;á&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;n aż do odwołania. Byłaby to dobra wiadomość, gdyby nie towarzyszące jej okoliczności. Atitl&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;á&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;n jest miejscem przepięknym – szmaragdowym jeziorem położonym w kalderze powstałej po potężnym wybuchu wulkanu. Górują nad nim trzy, idealnie ukształtowane stożki „nowych” wulkanów, każdy mierzy ponad 3 tysiące metrów. Wokół jeziora rozrzucone są malutkie, indiańskie wioski. My jednak siedzimy w najmniej ciekawym miasteczku Panajachel, a powód jest po temu jeden – mają tu mianowicie wiejski ośrodek zdrowia i apteki. Justyna natomiast ma zapewne gorączkę Denga (Dengue). Piszę zapewne, bo diagnozowanie tej choroby jest trudne nawet przy dostępie do najlepszej opieki zdrowotnej, a nie ma tu testów pozwalających na stwierdzenie obecności wirusa w organizmie. Jesteśmy na gwatemalskiej prowincji i najbardziej wyrafinowanymi sprzętami medycznymi w lokalnej przychodni są stetoskop i waga. Jednak gdybyśmy były nawet w Warszawie czy Nowym Jorku, tamtejsi lekarze też opieraliby swoją diagnozę na zwykłym badaniu i obserwacji. Tak czy siak, pan doktor powiedział, że albo jest to dziwna grypa albo Denga właśnie. Jeśli za 2 dni nie będzie lepiej, mamy szukać testów na malarię. Denga przypomina ostrą grypę i jest to główny powód konfuzji. Wysoka gorączka, bóle mięśniowo – kostne, masakryczny ból głowy. To, co nas niepokoi, to kilka drobnych elementów, wskazujących jednak bardziej na Denga. Gorączka sięgająca 39 stopni to u J absolutny wyjątek. Raz w życiu miała taką temperaturę i dzień później wylądowała w szpitalu. Ból głowy, ekstremalnie silny i pulsujący, skupiony jest głównie koło oczu i jest tak mocny, że każdy kontakt ze światłem jest torturą. Gorączka znika i powraca. Ma nudności. Nie ma natomiast żadnych objawów typowego przeziębienia, takich jak katar, ból gardła czy kaszel. Poza wysypką (która może jeszcze się pojawić), mamy encyklopedyczne objawy gorączki Denga. Nie musimy chyba dodawać, że nie jest to powód do radości. Szczerze przyznam, że wczoraj byłam śmiertelnie przerażona, gdy wiozłam ją do centrum zdrowia, którego wygląd nie nastrajał pozytywnie. Na całe szczęście jednak, jednorazowe strzykawki są już na wyposażeniu nawet tak prymitywnych przychodni jak ta w Panajachel, a lekarze są profesjonalni i przyjaźni. Na gorączkę Denga nie ma specjalnego lekarstwa, łyka się zwyczajny paracetamol, nawadnia organizm glukozą i wypoczywa. Na początek J dostała też zastrzyk przeciwgorączkowy. Dziś jest już trochę lepiej, ponieważ gorączka spadła i wrócił jej apetyt, nieodzowny znak, że wraca do zdrowia. Na razie jednak leży i głównie śpi, w krótkich przerwach marudząc, że jej się nudzi. To też oznaka znacznej poprawy ;-)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W trakcie ostatnich, strasznie nerwowych, dni (przez pierwsza dwa byłyśmy pewne, że to zwykła grypa, potem jednak objawy się nasiliły i koniec końców wylądowałyśmy u lekarza), jedno wydarzenie miało charakter lekko komiczny. Siedząc w poczekalni przychodni w Panajachel, pomiędzy indiańskimi kobietami z zasmarkanymi dziećmi, dostrzegłyśmy grupę kobiet, która wyraźnie odróżniała się od reszty ubiorem i zachowaniem. Indianki chodzą zazwyczaj w tradycyjnych strojach, nieliczne noszą tu w spodnie i zwykłe bluzki. Wszystkie jednak ubierają się skromne i szczelnie zakrywają ciało. Wspomniane kobiety w przychodni, poza tym, że były hałaśliwe, odziane były nad wyraz wyzywająco – głębokie dekolty, odsłonięte ramiona i brzuchy. Niektóre miały tatuaże, wszystkie natomiast silny makijaż. Zażartowałam, że wyglądają jakby pracowały w najstarszym zawodzie świata. Szybko okazało się, że moje przypuszczenia były jak najbardziej słuszne. Panie, w liczbie kilkunastu, co może wskazywać na to, &lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;e stanowiły zasadniczą większość przedstawicielek swojego fachu w maleńkim Panajachel, stawiły się w przychodni, w której wysłuchały pogadanki zdrowotnej, zostały przebadane, zaopatrzone w prezerwatywy (które każda z nich trzymała w ręku lub wciskała za stanik, co wywoływało konsternację zgromadzonych w przychodni matron z dziećmi), a następnie pobrano im krew do badania. Wszystko za darmo, w atmosferze zabawy i wesołego podniecenia. Nie wiemy tylko kto był inicjatorem tego wydarzenia – przychodnia czy kobiety. W każdym razie naszą uwagę przykuł plakat namawiający do zrobienia sobie darmowych (sic!) testów na obecność wirusa HIV – w mieścinie, w której mieszka kilkanaście tysięcy ludzi. W dodatku w kraju, w którym zasadnicza większość mieszkańców żyje w biedzie. Bardzo nas to pozytywnie zaskoczyło. Możemy się mylić, ale wydaje nam się, że na polskiej wsi zrobienie testu na obecność HIV może nie być wcale takie proste, a na pewno nie będzie darmowe. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Po ponad tygodniu słonecznej pogody powróciły deszcze, co w połączeniu z przymusowym unieruchomieniem J, nie jest aż tak denerwujące. Liczymy jednak na to, że uda nam się w końcu zobaczyć okolice Atitl&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;á&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;n, które oprócz wspaniałej przyrody oferują również możliwość obserwowania niesłychanie kolorowych plemion indiańskich i ich wiosek. Gdy tylko ruszymy się z naszego domowego szpitala, a pogoda pozwoli na zrobienie jakiś zdjęć, na pewno o tym doniesiemy. Na razie kilka ostatnich zdjęć z Antigua.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;P. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-76TUscURWXs/TjH6kCG-CdI/AAAAAAAABXQ/Nfp2sa2t4Vo/s1600/DSC05689.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-76TUscURWXs/TjH6kCG-CdI/AAAAAAAABXQ/Nfp2sa2t4Vo/s320/DSC05689.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qwy4nGm5HB8/TjH6kySr5sI/AAAAAAAABXU/RjvOXzJcMMw/s1600/DSC05692.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-qwy4nGm5HB8/TjH6kySr5sI/AAAAAAAABXU/RjvOXzJcMMw/s320/DSC05692.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9clMu8LjnS4/TjH6lZoohJI/AAAAAAAABXY/WVkYLwtHnFQ/s1600/DSC05699.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-9clMu8LjnS4/TjH6lZoohJI/AAAAAAAABXY/WVkYLwtHnFQ/s320/DSC05699.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-yaUnn1kuPXs/TjH6l_AXWZI/AAAAAAAABXc/X8iZyVx4cA8/s1600/DSC05717.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-yaUnn1kuPXs/TjH6l_AXWZI/AAAAAAAABXc/X8iZyVx4cA8/s320/DSC05717.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-5055748708554706093?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/5055748708554706093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/denga-nad-atitlanem.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/5055748708554706093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/5055748708554706093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/denga-nad-atitlanem.html' title='Denga nad Atitlanem'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-76TUscURWXs/TjH6kCG-CdI/AAAAAAAABXQ/Nfp2sa2t4Vo/s72-c/DSC05689.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-6143469845347753514</id><published>2011-07-26T07:07:00.012+02:00</published><updated>2011-08-08T06:32:58.360+02:00</updated><title type='text'>Antigua i okolice</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uejUM12cqrY/Ti5JT5zn38I/AAAAAAAABWo/xfa32fJoCfA/s1600/DSC05618.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-uejUM12cqrY/Ti5JT5zn38I/AAAAAAAABWo/xfa32fJoCfA/s320/DSC05618.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nazwa Antigua jest w rzeczywistości skrótem od Antigua Guatemala (&lt;i&gt;hiszp.&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Dawna Gwatemala&lt;/i&gt;). Miasto to zostało założone przez Hiszpanów i ogłoszone trzecią gwatemalską stolicą 10 marca 1543 roku po tym, jak lawiny błotno - popiołowe, spowodowane wybuchem wulkanu (zjawisko to nosi nazwę &lt;i&gt;lahar&lt;/i&gt;), zniszczyły jego poprzedniczkę. Po stolicy nr 2, nowy ośrodek władzy przejął nazwę – obecna Antigua znana była więc wówczas jako Santiago de los Caballeros. W momencie największego rozkwitu, to jest w latach 70-tych XVIII wieku, populacja miasta wynosiła 60&amp;nbsp;000 ludzi. 29 lipca 1773 roku, wielkie trzęsienie ziemi (tzw. Św. Marta) zniszczyło potężną jego część, co przesądziło o kolejnych przenosinach stolicy, tym razem na tereny odpowiadając lokalizacji dzisiejszego Ciudad de Guatemala. Św. Marta nie była pierwszym żywiołem, który zagroziło miastu. Już wcześniej, w 1717 roku, inne silne trzęsienie ziemi zniszczyło wiele jego budynków. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Dzisiejsza Antigua jest pięknym, kolonialnym miasteczkiem (obecnie żyje tu mniej niż 35&amp;nbsp;000 Gwatemalczyków, z których część pracuje w Ciudad de Guatemala), dosłownie zalanym przez tłum turystów (głównie z USA). Jest też jedną z ulubionych destynacji dla tych, którzy chcą się uczyć hiszpańskiego – szkół językowych jest tu niemalże tyle samo, co restauracji. W 1979 roku Antiguę wpisano na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Rzeczywiście, jest to miejsce urocze – uliczki z parterowymi, kolorowymi domkami, ruiny barokowych kościołów i trzy potężne wulkany (Agua, Fuego i Acatenango), górujące nad miastem. W naszym prywatnym rankingu (nieobejmującym Meksyku, którego jeszcze nie znamy), Antigua jest jednym z najładniejszych miast Ameryki Łacińskiej, plasującym się tuż za Buenos, Arequipą i Cuzco. Zresztą, zobaczcie sami:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hhlhvVwGSHQ/Ti5JC676l3I/AAAAAAAABWA/uatgDnfBT1s/s1600/DSC05468.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-hhlhvVwGSHQ/Ti5JC676l3I/AAAAAAAABWA/uatgDnfBT1s/s320/DSC05468.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LORYdU-mJ20/Ti5JEb-kglI/AAAAAAAABWE/COJ3jHv1WoY/s1600/DSC05471.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-LORYdU-mJ20/Ti5JEb-kglI/AAAAAAAABWE/COJ3jHv1WoY/s320/DSC05471.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qfl0jps5wuA/Ti5JF2V6z2I/AAAAAAAABWI/LWrQz3Zzpd4/s1600/DSC05478.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-qfl0jps5wuA/Ti5JF2V6z2I/AAAAAAAABWI/LWrQz3Zzpd4/s320/DSC05478.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-OWqe0QCvmzk/Ti5JKSjzTrI/AAAAAAAABWQ/Pb4BtxO5hkk/s1600/DSC05527.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-OWqe0QCvmzk/Ti5JKSjzTrI/AAAAAAAABWQ/Pb4BtxO5hkk/s320/DSC05527.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-657mqSZumgk/Ti5JL66qnLI/AAAAAAAABWU/vJiA8DV3ieA/s1600/DSC05537.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-657mqSZumgk/Ti5JL66qnLI/AAAAAAAABWU/vJiA8DV3ieA/s320/DSC05537.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-obIZOt3ju2E/Ti5JNniJWTI/AAAAAAAABWY/oDGvKWtBynk/s1600/DSC05540.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-obIZOt3ju2E/Ti5JNniJWTI/AAAAAAAABWY/oDGvKWtBynk/s320/DSC05540.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wubiJNx37LA/Ti5JVN2BEiI/AAAAAAAABWs/i7VOzP3AeoQ/s1600/DSC05631.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-wubiJNx37LA/Ti5JVN2BEiI/AAAAAAAABWs/i7VOzP3AeoQ/s320/DSC05631.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-00pUk-oDWPw/Ti5JWowG5-I/AAAAAAAABWw/f5tSZhS-qBE/s1600/DSC05635.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-00pUk-oDWPw/Ti5JWowG5-I/AAAAAAAABWw/f5tSZhS-qBE/s320/DSC05635.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-e8ykhnNgJJA/Ti5JXisnSmI/AAAAAAAABW0/fc-DYhE1a2w/s1600/P1020597.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-e8ykhnNgJJA/Ti5JXisnSmI/AAAAAAAABW0/fc-DYhE1a2w/s320/P1020597.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-lD2FC3M6CuI/Ti5JYqwKOiI/AAAAAAAABW4/bcPY75YzPdo/s1600/P1020603.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="252" src="http://3.bp.blogspot.com/-lD2FC3M6CuI/Ti5JYqwKOiI/AAAAAAAABW4/bcPY75YzPdo/s320/P1020603.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3veMO4_9ADw/Ti5JZqMLnjI/AAAAAAAABW8/qqZv7Q9vlRE/s1600/P1020624.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-3veMO4_9ADw/Ti5JZqMLnjI/AAAAAAAABW8/qqZv7Q9vlRE/s320/P1020624.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_ItRLLy1oK4/Ti5JawnkhWI/AAAAAAAABXA/dVVL572NN_M/s1600/P1020634.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-_ItRLLy1oK4/Ti5JawnkhWI/AAAAAAAABXA/dVVL572NN_M/s320/P1020634.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XL2Qa94geDY/Ti5JbhCRjLI/AAAAAAAABXE/hjD7J26hROc/s1600/P1020644.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-XL2Qa94geDY/Ti5JbhCRjLI/AAAAAAAABXE/hjD7J26hROc/s320/P1020644.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Świeczki w kształcie różnych części ciała zapala się w intencji uzdrowienia&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iTGUaGcF0lM/Ti5JcxJDKiI/AAAAAAAABXI/agxnM2q1FxY/s1600/P1020666.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-iTGUaGcF0lM/Ti5JcxJDKiI/AAAAAAAABXI/agxnM2q1FxY/s320/P1020666.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZMdqby4wgAU/Ti5JHjWECAI/AAAAAAAABWM/_qfHYeLT7hE/s1600/DSC05491.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZMdqby4wgAU/Ti5JHjWECAI/AAAAAAAABWM/_qfHYeLT7hE/s320/DSC05491.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Z Antigua można wybrać się na wycieczkę na wulkan. Jest ich w okolicy pod dostatkiem, ale najbardziej aktywnym jest Pacaya. Wybuchła rok temu i do dziś można oglądać fragmenty gorącej lawy, zalegające na jej zboczach. Ulubionym zajęciem Anglosasów jest pieczenie pianek &lt;i&gt;marshmallows&lt;/i&gt; nad gorącymi szczelinami. J woli kiełbaski, P upiekła sobie za to kanapkę. Sama wycieczka jest miła, ale nie należy spodziewać się po niej niezwykłych wrażeń. Nie wolno dojść do krateru, aby spojrzeć w jego głąb, a resztki lawy szybko stygną i w niewielu miejscach można jeszcze obserwować rozgrzane kamienie. Rozrywkę naszej wspinaczki na wulkan stanowiły jednak dwie młode Brytyjki. Wejście na Pacayę wymaga około półtoragodzinnego marszu, momentami bardzo ostro pod górę. Powinien wiedzieć o tym każdy, kto kupuje tę wycieczkę w jednym z miejscowych biur podróży. Żadne z nich nie obiecuje zresztą, że dowiezie turystów busem na szczyt wulkanu. W naszej 11-to osobowej grupie, znajdowały się jednak wspomniane dwie dziewczynki, których wygląd, na pierwszy rzut oka, wskazywał na to, że wspinaczka na wulkan może nie przypaść im do gustu. Pytanie podstawowe, które zadawała sobie większość z nas, brzmiało: „&lt;i&gt;dlaczego one tu przyjechały?&lt;/i&gt;”. Obydwie były ubrane tak skąpo, że w indiańsko-latynoskim otoczeniu wyglądały jakby były pół nago (szorty niezakrywające pośladków i kuse koszulki na ramionka, są, jak wiadomo, typowym strojem wspinaczkowym). Pierwsza z nich została przez nas natychmiast ochrzczona „Paris Hilton”, niebezpiecznie przypominała bowiem dziedziczkę z wyglądu. Druga była bardziej nijaka, jej stopy za to dumnie obute były w srebrzyste klapki… havaianas (ciekawych odsyłamy do posta na blogu J). Ponad to, obie zabrały ze sobą kowbojskie kapelusze, przez co Amerykanie z naszej grupy nie mówili o nich inaczej, niż „&lt;i&gt;the cowboy girls&lt;/i&gt;”. Gdy tylko okazało się, że podróż busem została zakończona i zaczynamy marszrutę, wynajęły od miejscowych konie („&lt;i&gt;I looove horses&lt;/i&gt;!”), które wwiozły je tak daleko, jak tylko się dało. Potem jednak trzeba było iść. Nie wspinać się, nie pokonywać urwiska i wystające półki skalne – po prostu iść, raz w dół, raz pod górę. Rzeczą absolutnie fascynującą jest obserwowanie dwóch młodych, szczupłych, zdrowych i posiadających dwie nogi kobiet, które nie potrafią chodzić. Z ich nierozgarnięcia garściami czerpali przewodnicy, skwapliwie holujący blondyneczki za rękę &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Stanowiły one niezwykłą rozrywkę dla całej grupy. Ubawiły nas wszystkich setnie i momentami stanowiły prawdziwa konkurencję dla wulkanu. A i on sam był piękny - P dużo by dała, żeby móc zajrzeć do krateru. Niestety, nie było to możliwe.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fGDbdrEVhT4/Ti5JO9gvhcI/AAAAAAAABWc/qwvEIdj9cO0/s1600/DSC05554.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-fGDbdrEVhT4/Ti5JO9gvhcI/AAAAAAAABWc/qwvEIdj9cO0/s320/DSC05554.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yhZEv0tAeFY/Ti5JQpAVcaI/AAAAAAAABWg/riuyvPOpJtc/s1600/DSC05573.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-yhZEv0tAeFY/Ti5JQpAVcaI/AAAAAAAABWg/riuyvPOpJtc/s320/DSC05573.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ev8v7NUfVwQ/Ti5JSdXBVEI/AAAAAAAABWk/SrhRm_wva60/s1600/DSC05593.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ev8v7NUfVwQ/Ti5JSdXBVEI/AAAAAAAABWk/SrhRm_wva60/s320/DSC05593.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-6143469845347753514?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/6143469845347753514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/antigua-i-okolice.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6143469845347753514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6143469845347753514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/antigua-i-okolice.html' title='Antigua i okolice'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-uejUM12cqrY/Ti5JT5zn38I/AAAAAAAABWo/xfa32fJoCfA/s72-c/DSC05618.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-2812368023448372318</id><published>2011-07-25T08:08:00.008+02:00</published><updated>2011-08-11T19:19:09.963+02:00</updated><title type='text'>Tikal</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BlOgpyiizzc/Ti0FqX7VaiI/AAAAAAAABVw/Zzj_gGNcjbA/s1600/P1020560.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-BlOgpyiizzc/Ti0FqX7VaiI/AAAAAAAABVw/Zzj_gGNcjbA/s320/P1020560.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kolorowe i wypolerowane na glanc chicken busy są wyraźnym znakiem, że dotarłyśmy do Gwatemali&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W dżungli tak gęstej, że czasami sprawia wrażenie jednolitej ściany zieleni, niedaleko od granicy z Meksykiem i Belize (za to daleko od reszty Gwatemali), leżą ruiny dawnej stolicy imperium Majów – Tikal. Kilka wysokich świątyń, z których najwyższa mierzy ponad 60 metrów, a z jej szczytu można oglądać morze zieleni oraz wystające ponad korony drzew inne piramidy, do tego pałace i zabudowania mieszkalne - wszystko to na terenie, który szybki piechur obejdzie w ciągu 4 godzin. Wśród ruin można też spędzić cały dzień i się nie nudzić. Wiele z nich znajduje się daleko od głównego placu dawnego miasta, z jego najsłynniejszymi świątyniami I i II. Wystarczy opuścić dawne centrum i znane z filmu Gibsona „&lt;i&gt;Apocalypto&lt;/i&gt;” widoki, aby poczuć, że rzeczywiście jest się w środku dżungli i otaczają nas kamienie liczące grubo ponad tysiąc lat. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7GaFwdbw4cI/Ti0FgOZy9eI/AAAAAAAABVQ/bY9_bN5pj_8/s1600/DSC05308.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-7GaFwdbw4cI/Ti0FgOZy9eI/AAAAAAAABVQ/bY9_bN5pj_8/s320/DSC05308.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PxU2OX46gdc/Ti0FkZrFn3I/AAAAAAAABVc/igceuMPMRhI/s1600/DSC05368.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-PxU2OX46gdc/Ti0FkZrFn3I/AAAAAAAABVc/igceuMPMRhI/s320/DSC05368.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Świątynia Wielkiego Jaguara, to z jej schodów, w filmie Gibsona, staczały się odcięte głowy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Tikal, podobnie jak inne tego typu miasta, został odkryty pod koniec XIX wieku. Obecnie wszelkie prace archeologiczno – ekskawacyjne zostały wstrzymane. Część ruin została odkopana, wiele jednak pozostaje nadal pokrytych gęstą, tropikalną roślinnością. Powody takiego stanu rzeczy są dwa. Pierwszy, prozaiczny, to brak funduszy. Drugi jednak wydaje się poważniejszy. W tropikalnym klimacie, odkopane ruiny szybko niszczeją. Brak też odpowiedniej wiedzy i środków umożliwiających ich prawidłowe utrzymanie. Paradoksalnie, ogromne piramidy i świątynie, maja szanse na przetrwanie w lepszym stanie, gdy zakryte są roślinnością. Tikal odsłonięte jest obecnie zaledwie w 20% i na razie tak pozostanie. Jednak ta 1/5 jest tak magiczna, że zobaczenie dawnej stolicy Majów warte jest wielu poświeceń. Osobom, które w przyszłości będą spędzać wakacje na Jukatanie, szczerze radzimy wybrać się na 2-dniową, samolotową wycieczkę do Tikal (można ją zorganizować z Cancun i nie kosztuje majątku). Warto. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-i-PVggIm2xo/Ti0FheVcnLI/AAAAAAAABVU/LGFjG_Tmjsg/s1600/DSC05324.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-i-PVggIm2xo/Ti0FheVcnLI/AAAAAAAABVU/LGFjG_Tmjsg/s320/DSC05324.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Piramidy, w odróżnieniu do świątyń, zakończone były płasko&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-u2ucrUeosS4/Ti0Fi6gvVlI/AAAAAAAABVY/It5At1CPzYI/s1600/DSC05338.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-u2ucrUeosS4/Ti0Fi6gvVlI/AAAAAAAABVY/It5At1CPzYI/s320/DSC05338.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W połowie odkopana świątynia, dziesiątki trawiastych pagórków wokół wskazują na istnienie innych piramid&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ee-mgEoiyRE/TkQOwGCJ6rI/AAAAAAAABcE/HWvcuXXLRZk/s1600/DSC05372.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-ee-mgEoiyRE/TkQOwGCJ6rI/AAAAAAAABcE/HWvcuXXLRZk/s320/DSC05372.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Lsvq4QZ1Ypg/Ti0FpdqTzGI/AAAAAAAABVs/qYgL8Qpu2Bs/s1600/P1020547.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-Lsvq4QZ1Ypg/Ti0FpdqTzGI/AAAAAAAABVs/qYgL8Qpu2Bs/s320/P1020547.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cXJGMDn5gPo/Ti0FlqEGQEI/AAAAAAAABVg/jOPWtPTdrnI/s1600/DSC05377.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-LFi2FeEnegA/Ti0FoS3IqHI/AAAAAAAABVo/ah9h8ukQJcE/s320/P1020477.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Siedząc na szczycie świątyni nr II, doświadczyłyśmy tak bolesnego zderzenia kultur, z jakim chyba jeszcze w tej podróży się nie spotkałyśmy. Po Gwatemali podróżuje bardzo wielu Amerykanów. Poruszają się w dużych, bardzo hałaśliwych grupach. Żadna z nas nie darzy ich specjalną sympatią, a na temat ich wiedzy ogólnej i znajomości geografii, historii etc mamy zdanie, mówiąc delikatnie, nie najlepsze. Nie jesteśmy uprzedzone, spotykamy też bardzo miłych i ciekawych mieszkańców USA. Większość grup, niestety, jest jednak ciężka w odbiorze ;-). W Tikal, jedna z posiadaczek paszportu z gwieździstym sztandarem, wprawiła nas w całkowite osłupienie, gdy po wdrapaniu się na jedną ze świątyń, rozejrzała się wokół i zakrzyknęła: „&lt;i&gt;Oh my God, it's just like&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Star Wars!&lt;/i&gt;” (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;„&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;i&gt;O mój Boże, to jest jak z Gwiezdnych Wojen!&lt;/i&gt;"). Wątpiących zapewniamy, w Tikal nie ma ani mistrza Jody, ani żadnych innych śladów, wskazujących na związek z planetami Naboo lub Tatooine.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-F2-m7Kra0wI/Ti0FnP77T0I/AAAAAAAABVk/itc96eJxMeQ/s1600/DSC05417.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-F2-m7Kra0wI/Ti0FnP77T0I/AAAAAAAABVk/itc96eJxMeQ/s320/DSC05417.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Nie ma Gwiezdnych Wojen, ale za to są coati, małe, ciekawskie zwierzątka.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-vuVRUA7Nnb4/Ti0Hwllp50I/AAAAAAAABV4/FKC_4mCatFg/s1600/DSC05300.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-vuVRUA7Nnb4/Ti0Hwllp50I/AAAAAAAABV4/FKC_4mCatFg/s320/DSC05300.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ceiba - święte drzewo Majów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-2812368023448372318?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/2812368023448372318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/tikal.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/2812368023448372318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/2812368023448372318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/tikal.html' title='Tikal'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-BlOgpyiizzc/Ti0FqX7VaiI/AAAAAAAABVw/Zzj_gGNcjbA/s72-c/P1020560.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-6925914137371199338</id><published>2011-07-24T04:16:00.004+02:00</published><updated>2011-07-30T02:09:25.014+02:00</updated><title type='text'>Nieudany Rehab :-(</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-HAzBihBumGQ/Tit_xV3dxHI/AAAAAAAABVI/_XxtGC1-Elw/s1600/thumbImage.php.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-HAzBihBumGQ/Tit_xV3dxHI/AAAAAAAABVI/_XxtGC1-Elw/s320/thumbImage.php.jpg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nasz blog jest dziennikiem naszej podróży i z zasady nie komentujemy bieżących wydarzeń, ale dzisiejszy dzień jest szczególny. Głęboko poruszona śmiercią Amy, wznoszę dziś toast za jej pamięć i słucham jej niezwykłego głosu. Wypijmy dziś za dziewczynę, która już za życia stała się legendą i niestety nie dała sobie z tym rady.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;P.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-6925914137371199338?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/6925914137371199338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/nieudany-rehab.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6925914137371199338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6925914137371199338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/nieudany-rehab.html' title='Nieudany Rehab :-('/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-HAzBihBumGQ/Tit_xV3dxHI/AAAAAAAABVI/_XxtGC1-Elw/s72-c/thumbImage.php.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7583102573246284173</id><published>2011-07-23T01:45:00.007+02:00</published><updated>2011-08-11T18:56:44.203+02:00</updated><title type='text'>Z Nikaragui do Copan</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Yfm_7yadTGw/TioJwZtww-I/AAAAAAAABUk/qqyl9y8pKV4/s1600/DSC05266.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-Yfm_7yadTGw/TioJwZtww-I/AAAAAAAABUk/qqyl9y8pKV4/s320/DSC05266.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nasz krótki pobyt w Nikaragui zakończył się bardzo zabawną (z perspektywy czasu) sytuacją, którą można krótko podsumować stwierdzeniem, że znajomość hiszpańskiego nie jest kluczem do dogadania się z kimkolwiek w Ameryce Łacińskiej. W Granadzie, udało nam się w końcu dotrzeć do przedstawiciela Tica Bus (weekendy są tu święte, nikt nie pracuje poza ulicznymi sprzedawcami i restauracjami) - firmy, która oferuje transport autokarowy na trasie z Panama City do Meksyku. Nie jest to żaden luksus, ale mimo wszystko, jakość autobusów Tica jest lepsza niż lokalnych &lt;i&gt;chicken busów&lt;/i&gt;. Dowiedziałyśmy się tam, że z León możemy wydostać się bezpośrednio do Hondurasu. W dodatku, jeśli zechcemy spędzić w autobusie kilkanaście godzin, możemy uniknąć noclegu w Tegucigalpie i przenocować w San Pedro Sula (trochę w stylu „zamienił stryjek siekierkę na kijek”, bo San Pedro Sula jest siedzibą większości honduraskich gangów i miastem z najwyższym odsetkiem morderstw w kraju, niemniej położone jest dużo bliżej Copán i granicy z Gwatemalą). Kupiłyśmy więc bilety. Koleś napisał nam na karteczce, gdzie mamy złapać autobus, który przez León będzie tylko przejeżdżał. Instrukcja brzmiała:&lt;i&gt;7 hrs,&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Shell San Benito, 100&lt;/i&gt; &lt;i&gt;mts sur (metrów na południe) hotel Sherly Barby Club&lt;/i&gt;. Gdy dotarłyśmy do León, nie zdziwiło nas szczególnie, że hotelu Sherly nie ma na żadnych mapach ani w przewodnikach, ponieważ jego nazwa zdecydowanie wskazywała na lokalny burdel. Aby o świcie nie ryzykować tym, że stojąc w złym miejscu, przegapimy autobus, zapytałyśmy o lokalizację przystanku ludzi z naszego hostelu. León jest małym miasteczkiem, trudno więc wyobrazić sobie, żeby nie wiedzieli oni, gdzie może być stacja benzynowa Shell, położona w pobliżu hotelu o tak specyficznej nazwie. Naszym pytaniem wywołałyśmy jednak totalny popłoch. Naradzano się długo, w końcu, po paru telefonach, dowiedziałyśmy się, że autobus przejeżdżać będzie o 6-ej przez &lt;i&gt;Bahía&lt;/i&gt; (zatoka) w stronę Hondurasu. Próbowałyśmy wysondować, czy jest to to samo miejsce czy dwa kompletnie różne. Usłyszałyśmy, że w sumie jakby to samo, ale… trochę inne. Zrezygnowane, złapałyśmy o świcie taksówkę, podając wszystkie namiary - kierowca wiedział na szczęście, dokąd chcemy jechać. Co się okazało? &lt;i&gt;Bahía&lt;/i&gt; była zwykłą zatoczką dla autobusów, położoną pomiędzy oddaloną o kilkadziesiąt metrów stacją benzynową „Uno” (która kiedyś nazywała się „Shell”) i wspomnianym hotelem, który znajduje się dobry kilometr dalej i nazywa się... „&lt;i&gt;Charlie Barbeque&lt;/i&gt;”. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Czasu zostało nam mało, stanęłyśmy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;więc &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;przed koniecznością dokonania pewnych wyborów. Zrezygnowałyśmy całkowicie z odwiedzenia Salwadoru, a przez Honduras dosłownie przemknęłyśmy. Tego akurat nam żal, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi (czyli widoki zza szyby autobusu) wskazują na to, że Honduras mógłby okazać się najciekawszym krajem ze wszystkich dotychczas odwiedzonych w Ameryce Środkowej. Zostawimy go jednak na inną podróż (może Belize - Honduras - Salwador?). W trakcie obecnej, po spędzeniu nocy w San Pedro Sula, uciekłyśmy do malutkiego i niesłychanie uroczego miasteczka Copán Ruinas, położonego zaledwie 10 km od granicy z Gwatemalą. To właśnie tutaj mieszczą się pierwsze na naszej trasie ruiny jednego z głównych miast imperium Majów – Copán. Przed nami Tikal w Gwatemali i kilka miejsc na Jukatanie. Po ich odwiedzeniu z pewnością napiszemy, które (naszym zdaniem) jest najciekawsze i najbardziej imponujące. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ruiny otoczone są przez dżunglę, która sprawiła nam dwie niespodzianki. Pierwszą, bardzo przyjemną, były duże stada bajecznie kolorowych papug ara latających pomiędzy drzewami. Wśród nich było jedno „maleństwo” (z którego dziobem jednak nikt nie chciałby mieć do czynienia), zmieniające właśnie pisklęcy puch na kolorowe pióra. Maluch nie umiał jeszcze latać, co wzbudzało rozczulenie i rozbudzenie instynktów opiekuńczych u każdej przechodzącej kobiety (pani sprawdzająca bilety przy wejściu, na widok papugi, która po nieudanej próbie lotu wylądowała na ziemi, aby następnie wdrapać się na parkan, krzyknęła: „&lt;i&gt;uważaj, bo spadniesz&lt;/i&gt;” &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Papugi nas zachwycają, nawet P, która nie należy do szczególnych wielbicielek ptaków. Druga niespodzianka miała charakter nauczki, jaką las deszczowy dał P, która doskonale powinna wiedzieć, żeby raczej nie łapać się za nieznane rośliny, ponieważ mogą kłuć lub nawet truć. Na widok spadających z drzewa, dziwacznych owoców, przypominających ogromne łupiny orzecha, chwyciła jeden z nich tylko po to, aby przez następne kilkanaście minut wyciągać z dłoni pęsetą dziesiątki miniaturowych igieł (ilustracja, ku przestrodze, poniżej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PadDm8VO9L0/TioJ8-JToDI/AAAAAAAABVA/JcV59-em5zI/s1600/DSC05237.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-PadDm8VO9L0/TioJ8-JToDI/AAAAAAAABVA/JcV59-em5zI/s320/DSC05237.JPG" width="264" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dorosła papuga&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4wonwtIxYt8/TioJw-0COEI/AAAAAAAABUo/BshGubHczFs/s1600/DSC05283.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-4wonwtIxYt8/TioJw-0COEI/AAAAAAAABUo/BshGubHczFs/s320/DSC05283.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Opierzające się maleństwo po wdrapaniu się na parkan&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-AMr5aaT1MOo/TioJxaKo8kI/AAAAAAAABUs/uaQhE6uwANU/s1600/DSC05288.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-AMr5aaT1MOo/TioJxaKo8kI/AAAAAAAABUs/uaQhE6uwANU/s320/DSC05288.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Z wyglądu niewinna łupina...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-GeIF4XyuGC0/TioJyGvoI9I/AAAAAAAABUw/YfnFVBc57tw/s1600/DSC05289.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;\&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-GeIF4XyuGC0/TioJyGvoI9I/AAAAAAAABUw/YfnFVBc57tw/s320/DSC05289.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;i jej wnętrze.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;A na koniec kilka zdjęć ruin z Copán, które słyną przede wszystkim z niezwykle bogatych rzeźb:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2a7EkZJ8noQ/TioJuyhDKCI/AAAAAAAABUc/OvxoxJLTxNA/s1600/DSC05241.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="185" src="http://1.bp.blogspot.com/-2a7EkZJ8noQ/TioJuyhDKCI/AAAAAAAABUc/OvxoxJLTxNA/s320/DSC05241.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-FIAUztR0qco/TioJyojsdoI/AAAAAAAABU0/UPWeTG1nxkU/s1600/P1020297.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-FIAUztR0qco/TioJyojsdoI/AAAAAAAABU0/UPWeTG1nxkU/s320/P1020297.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3EhGlQ_t4ug/TioJzKknRHI/AAAAAAAABU4/6tbSBdowhEg/s1600/P1020364.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-3EhGlQ_t4ug/TioJzKknRHI/AAAAAAAABU4/6tbSBdowhEg/s320/P1020364.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_czrJSse104/TioJzghiXvI/AAAAAAAABU8/Tgf_bf0Wpc4/s1600/P1020367.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-_czrJSse104/TioJzghiXvI/AAAAAAAABU8/Tgf_bf0Wpc4/s320/P1020367.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-l4DpNfAWTcs/TioJ-HS6r0I/AAAAAAAABVE/8T9HLSm8VWY/s1600/DSC05245.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-l4DpNfAWTcs/TioJ-HS6r0I/AAAAAAAABVE/8T9HLSm8VWY/s320/DSC05245.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7583102573246284173?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7583102573246284173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/z-nikaragui-do-copan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7583102573246284173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7583102573246284173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/z-nikaragui-do-copan.html' title='Z Nikaragui do Copan'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Yfm_7yadTGw/TioJwZtww-I/AAAAAAAABUk/qqyl9y8pKV4/s72-c/DSC05266.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-5050539767531983308</id><published>2011-07-17T07:23:00.013+02:00</published><updated>2011-08-11T18:48:12.955+02:00</updated><title type='text'>Deszczową porą</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-JCQI58cXUfU/TiJvmtwZ0sI/AAAAAAAABTE/BORui4WYaAg/s1600/DSC05064.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-JCQI58cXUfU/TiJvmtwZ0sI/AAAAAAAABTE/BORui4WYaAg/s320/DSC05064.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jezioro Nikaragua&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Strasznie nam ostatnio siadło morale, właściwie po raz pierwszy aż tak bardzo od czasu wyjazdu. Dokładnie za miesiąc wylatujemy z Meksyku do Nowego Jorku (pobytu w tym mieście nie traktujemy jako integralnej części naszej podróży, raczej jako krótki przystanek w drodze do domu) i te ostatnie tygodnie właśnie nie zapowiadają się póki co za dobrze. Patrząc na ostatnie dni, może być wręcz paskudnie. Po pierwsze, mamy kompletnie dosyć lejącego się z nieba deszczu, mokrych butów, ciuchów i plecaków oraz nieschnącego, gnijącego prania. To wszystko byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby nie uniemożliwiało oglądania miejsc, w których jesteśmy. Niestety, tak się właśnie dzieje. Nic nie widać, żadna wycieczka nie ma sensu, bo pada etc. Gdy dotrzemy do rejonów, w których są ruiny cywilizacji Majów, będzie może trochę lepiej - kamienie zawsze wyglądają dobrze w deszczu - ale to dopiero na pograniczu Hondurasu z Gwatemalą. Na razie jesteśmy w Nikaragui, która jest niewątpliwie ciekawym krajem, ludzie są sympatyczni, a wyspa Ometepe, na której spędziłyśmy dwa dni, na pewno jest piękna. Szkoda tylko, że dwa tworzące ją wulkany mogłyśmy podziwiać wyłącznie na zdjęciach w internecie. W rzeczywistości widziałyśmy niewiele, wyspa była cały czas zasnuta chmurami. Nasza rada dla przyszłych turystów – za żadne skarby świata nie przyjeżdżajcie do Ameryki Środkowej w trakcie pory deszczowej. W wielu miejscach na świecie oznacza ona silne burze nadchodzące popołudniami po słonecznych przedpołudniach, nocne deszcze czy dzień opadów, po którym następuje kilka słonecznych. Tu jednak leje dosłownie non stop. Da się podróżować w trakcie pory deszczowej po Azji, nijak jednak po Ameryce Środkowej. Szkoda pieniędzy na bilet.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-p-MMjlxK2wg/TiJvur3iPcI/AAAAAAAABTI/5B2WeGJUD5s/s1600/DSC05091.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-p-MMjlxK2wg/TiJvur3iPcI/AAAAAAAABTI/5B2WeGJUD5s/s320/DSC05091.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wyspa Ometepe&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-RM7moLVW7VI/TiJvx8tUlsI/AAAAAAAABTM/KhzuC1C8plc/s1600/DSC05102.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-RM7moLVW7VI/TiJvx8tUlsI/AAAAAAAABTM/KhzuC1C8plc/s320/DSC05102.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-spVLE7-mK_Q/TiJv1itEA9I/AAAAAAAABTQ/zqayA8fBfjw/s1600/P1020112.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-spVLE7-mK_Q/TiJv1itEA9I/AAAAAAAABTQ/zqayA8fBfjw/s320/P1020112.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Makieta wyspy, która składa się właściwie wyłącznie z dwóch stożków&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SuxBapeiDww/TiJv37ZkvAI/AAAAAAAABTU/0W5KMPXXAGs/s1600/P1020104.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-SuxBapeiDww/TiJv37ZkvAI/AAAAAAAABTU/0W5KMPXXAGs/s320/P1020104.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hd-3rtMpOJ4/TiJv538Ws7I/AAAAAAAABTY/wburXQ_Mj74/s1600/P1020080.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-hd-3rtMpOJ4/TiJv538Ws7I/AAAAAAAABTY/wburXQ_Mj74/s320/P1020080.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Prom pod wezwaniem Che Guevary&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-aYqRZNo1YDo/TiJv7rvu22I/AAAAAAAABTc/mWHA1cc6m38/s1600/P1020087.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-aYqRZNo1YDo/TiJv7rvu22I/AAAAAAAABTc/mWHA1cc6m38/s320/P1020087.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Gustaw i tancerki ozdobą festynu, niestety nie dane nam będzie doświadczyć tego widowiska&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-8wNh_rAYKaE/TiJv9evDLUI/AAAAAAAABTg/LSR0pmgMTWA/s1600/P1020083.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-8wNh_rAYKaE/TiJv9evDLUI/AAAAAAAABTg/LSR0pmgMTWA/s320/P1020083.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Nowa jakość - nasz kurek od pryszni&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;ca&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Drugim powodem spadku naszego morale było niemiłe spotkanie w San José (dawno temu napisałyśmy o Wientan w Laosie, że nie ma nic do zaoferowania turystom. Odwołujemy. W porównaniu z San José, Wientan jest Paryżem. Jedynym plusem kostarykańskiej stolicy są jej mieszkańcy, dużo milsi niż ich krajanie z turystycznych plażowisk). W naszym nieźle wyglądającym i mającym niezłe internetowe oceny hostelu, dosłownie zjadły nas pluskwy. Tym, którzy nigdy nie mieli z nimi do czynienia (dzięki Bogu!), możemy jedynie powiedzieć, że ugryzienie pluskwy jest najbardziej swędzącą rzeczą na świecie, z którą żadne, najgorsze nawet, stado komarów nie może się równać. A my zostałyśmy dosłownie przez nie zmasakrowane. Twarz J wygląda jakby cierpiała ona na połączenie ospy z różyczką, obydwie mamy setki ukąszeń od stóp do głów – naszych zdjęć raczej przez jakiś czas nie ujrzycie. Pluskwy są częstym problemem w tanich hostelach, niemniej jakimś cudem udało się nam dotychczas ich uniknąć (no, może raz jakaś nas ugryzła, ale chyba była w łóżku w pojedynkę). Cierpimy strasznie i każdy nowy hostel witamy podejrzliwie. Przy okazji, szukając w internecie wszystkiego, co napisano o pluskwach dowiedziałyśmy się, ku naszemu ogromnemu zdumieniu, że są one wręcz powszechnym problemem w Wielkiej Brytanii. Fora internetowe aż huczą od dyskusji osób wynajmujących mieszkania na wyspach, walczących z pluskwami zalegającymi w ich łóżkach. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Trzecim powodem są kłopoty transportowe. Chcemy uciec jak najdalej na północ, licząc na poprawę pogody (co może okazać się złudne). Przez Panamę i Kostarykę podróżuje się niemalże jak przez Niemcy. Autobusy jeżdżą według rozkładu, są punktualne i właściwie z każdego miejsca można dostać się w dowolny punkt kraju. Po przekroczeniu granicy z Nikaraguą wkroczyłyśmy w inny świat. Nikaragua jest krajem nieporównywalnie, drastycznie wręcz biedniejszym od swoich południowo – wschodnich sąsiadów. Widać to po ludziach, wioskach, sklepach. Także po jakości transportu. Królują tu tzw. &lt;i&gt;chicken busy&lt;/i&gt;, stare autobusy szkolne z USA, służące w Ameryce Środkowej za podstawowy środek transportu. Jeżdżą z prędkością 20 km na godzinę, zatrzymują się co 100 metrów, a pokonanie 200-kilometrowego odcinka zajmuje im prawie cały dzień. Nikaragua, która powitała turystów niedawno, nie wypracowała sobie jeszcze usług nakierowanych na bogatych cudzoziemców, jak np. busików dowożących białasów dokąd tylko chcą za cenę co najmniej 10-krotnie przebijającą cenę zwykłego autobusu. W tej sytuacji nie ma mowy o jakimkolwiek szybkim przemieszczaniu się w stronę Gwatemali i Meksyku. W dodatku, zmuszone będziemy odwiedzić dwa miasta, które na liście najniebezpieczniejszych miast obydwu Ameryk zajmują wysokie pozycje – Managuę i Tegucigalpę. W tej drugiej zapewne będziemy też musiały nocować. Zapewne włos nam z głowy nie spadnie, ale jednak wolałybyśmy uniknąć tych wizyt. Nieustraszeni zazwyczaj autorzy przewodników Lonely Planet piszą - „nie jedź tam, jeśli nie musisz”. My niestety musimy, innej drogi nie ma. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W tym wszystkim udało nam się objechać na rowerze kawałek wyspy Ometepe i zobaczyć Granadę. Ta pierwsza jest fenomenem. Opisywana jest jako wyspa wulkaniczna, choć &lt;i&gt;de facto&lt;/i&gt; są to raczej dwa wulkany połączone malutkim paskiem lądu. Na ich zboczach toczy się życie kilkunastu malutkich wiosek. Przyroda jest oszałamiająca, na wulkany można się wspinać (jeśli ktoś lubi taplać się w błocie, może spróbować nawet teraz. Niewielu chyba jednak jest odważnych, ponieważ poznane Szwajcarki nie mogły zebrać grupy chętnych przekraczającej 2 osoby). Granada natomiast to pierwsze kolonialne miasto w Ameryce Środkowej na drodze z Panamy. Ładne, choć niezachwycające. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, za 3 – 4 dni powinnyśmy dotrzeć do pierwszych na tej trasie ruin cywilizacji Majów i liczymy, że to nas wreszcie zachwyci, nawet jeśli woda będzie nam chlupać w butach.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XO4kDYHCJ2w/TiJwMCJZsqI/AAAAAAAABTk/WI1eTzOw5Yo/s1600/DSC05122.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-XO4kDYHCJ2w/TiJwMCJZsqI/AAAAAAAABTk/WI1eTzOw5Yo/s320/DSC05122.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ruiny szpitala w Granadzie, nie ustaliłyśmy czy wybudowano już nowy :-)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ut5vl3cT54U/TiJwMjQqqBI/AAAAAAAABTo/TESShGghskE/s1600/DSC05128.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ut5vl3cT54U/TiJwMjQqqBI/AAAAAAAABTo/TESShGghskE/s320/DSC05128.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-aFH_nPRgfxM/TiJwNtcGbUI/AAAAAAAABTw/FG5_MQHIanM/s1600/DSC05161.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-aFH_nPRgfxM/TiJwNtcGbUI/AAAAAAAABTw/FG5_MQHIanM/s320/DSC05161.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5TLyFRNgXtg/TiJwOGpZzsI/AAAAAAAABT0/eCIQzo3HGT8/s1600/DSC05170.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-5TLyFRNgXtg/TiJwOGpZzsI/AAAAAAAABT0/eCIQzo3HGT8/s320/DSC05170.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-akbchoZw-aY/TiJwRAYF4ZI/AAAAAAAABUM/DVg07Fykn4g/s1600/P1020135.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-akbchoZw-aY/TiJwRAYF4ZI/AAAAAAAABUM/DVg07Fykn4g/s320/P1020135.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-saAVTqmddaU/TiJwReQeNBI/AAAAAAAABUQ/pLuSpWE-VWA/s1600/P1020194.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-saAVTqmddaU/TiJwReQeNBI/AAAAAAAABUQ/pLuSpWE-VWA/s320/P1020194.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-zNe3S5rKtVw/TiJxB9db16I/AAAAAAAABUU/Upiz_C3KdeU/s1600/DSC05154.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-zNe3S5rKtVw/TiJxB9db16I/AAAAAAAABUU/Upiz_C3KdeU/s320/DSC05154.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Czy Rydzyk kupił jakiś zagraniczny format?&amp;nbsp; Hasło "Katolicki głos w Twoim domu" brzmi znajomo. &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-5050539767531983308?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/5050539767531983308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/deszczowa-pora.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/5050539767531983308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/5050539767531983308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/deszczowa-pora.html' title='Deszczową porą'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-JCQI58cXUfU/TiJvmtwZ0sI/AAAAAAAABTE/BORui4WYaAg/s72-c/DSC05064.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-2843645171689203448</id><published>2011-07-13T17:24:00.007+02:00</published><updated>2011-07-13T18:58:23.530+02:00</updated><title type='text'>Na żółwiowisku</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DVmZKeA4bN0/Th24X532FCI/AAAAAAAABTA/JI4JOA8mDFE/s1600/DSC04848.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-DVmZKeA4bN0/Th24X532FCI/AAAAAAAABTA/JI4JOA8mDFE/s320/DSC04848.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Miałyśmy określone plany, odnośnie tego, co chcemy zrobić i zobaczyć w Kostaryce. Wypełnione zostały w 33% i… więcej nie będzie. Wulkan Arenal omijamy szerokim łukiem, ponieważ zapewne i tak byśmy go nie zobaczyły - jest pochmurno i codziennie pada. W zamian jedziemy do stóp dwóch innych wulkanów w Nikaragui, które zapewne też skryte będą w chmurach. Taki klimat. Poza tym zaliczyłyśmy wpadkę - w sprawie nurkowania P dała ciała na całej linii. Żyła w przekonaniu, że Kostaryka jest nurkowym rajem. Okazało się jednak, że na wybrzeżu karaibskim, rafa jest bardzo płytka – znajduje się na głębokości od 1,5 do 3 metrów. Nurkowanie tam nie ma sensu. Podobno lepiej jest na wybrzeżu Pacyfiku, ale i tak o żadnym &lt;i&gt;ajwaj&lt;/i&gt; nie ma mowy (P: pocieszam się tym, że z dyskusji na forach internetowych wygląda, że nie ja jedna żyłam w błędzie). W sumie jest to dosyć szczęśliwy zbieg okoliczności, ponieważ w 35-stopniowym upale, P dorobiła się obustronnego zapalenia uszu. Antybiotyk, wata, silny ból i wizyta w klinice w wiosce, w której mieszka z 500 osób. Oby mieszkańcy małych miasteczek w Polsce mieli takie przychodnie! W dodatku, wizyta i zastrzyk okazały się darmowe – ewenement w skali światowej. Rozumiemy powody, dla których państwo finansuje darmową służbę zdrowia dla mieszkańców, ale dla turystów? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W Kostaryce podoba nam się średnio (o czym poniżej) i raczej opuścimy ją bez żalu. Odnosi się to jednak do kontaktów z ludźmi i naszej percepcji popularnych, turystyczno - plażowych miasteczek i stolicy. Poza tym trzeba przyznać, że Kostaryka to absolutnie przyrodniczy raj. W ciągu trzech dni widziałyśmy większą liczbę dzikich zwierząt, niż podczas całej naszej podróży. W dodatku, większość z nich niejako przypadkiem – w trakcie spaceru lub podróży łodzią. Wisienką na torcie tej przyrodniczej orgii była realizacja jednego z naszych planów. Wybrałyśmy się w długą i męczącą podróż do Tortugero – malutkiej wioski nad Morzem Karaibskim, dostępnej jedynie drogą wodną. Słowo to oznacza tyle, co „miejsce żółwi”, a zatem - w naszym przekładzie – jest to „żółwiowisko”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Między czerwcem i wrześniem można tam zobaczyć niepowtarzalny spektakl. Ogromne żółwice morskie wychodzą nocą na plażę, aby złożyć jaja. Szanse na zobaczenie żółwia są trudne do oszacowania i jechałyśmy do Tortugero martwiąc się, czy dane nam będzie zobaczyć fascynujący proces składania jaj. Nie chciałyśmy jednak żywić potem pretensji do samych siebie o to, że nie spróbowałyśmy, rezygnując z wyprawy. Na szczęście, żółwie zielone, bo o nich mowa, ze swojej szansy skorzystały&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. W czasie nocnej wycieczki, widziałyśmy żółwicę składającą jaja, które następnie pieczołowite zakopywała. Chwilę wcześniej, obserwowałyśmy (z bardzo daleka i po ciemku) jedną wracającą już do wody po zakończonym procesie rozmnażania. Wrażenia są magiczne i trudne do opisania. W ciągu około godziny, żółwica składa setkę jaj i można wtedy do niej podejść. Zakopuje je przez następne 45 minut, a potem zaczyna pełzać w stronę morza. Wraca po dwóch tygodniach i składa kolejne sto jaj. Po 60 dniach, wykluwają się małe, które najpierw muszą wydostać się spod ok. 60-centymetrowej warstwy piasku, a następnie dotrzeć do morza. Po drodze trzeba jeszcze uciec drapieżnikom. Zaledwie jeden żółwik na tysiąc dożywa dorosłości, tak więc z jaj złożonych przez „naszą” żółwicę, statystycznie żaden nie dorośnie, a i nieliczne dotrą do morza. Nie dziwi zatem, że żółwie zielone są gatunkiem zagrożonym. Nie mamy niestety żadnych zdjęć, ponieważ fotografowanie tych zwierząt jest surowo wzbronione. Na plaży nie wolno również używać żadnych źródeł światła, nawet podświetlać tarczy zegarka. Światło nie przeszkadza samej samicy składającej jaja, ale może odstraszyć te wychodzące z morza i wracające do wody. Cały proces podglądania żółwi jest dobrze zorganizowany. Koszt jest odgórnie ustalony i wynosi 20$ (z czego 5$ przekazywane jest na ochronę tych zwierząt, co potwierdza specjalna naklejka, która rozdają przewodnicy – mamy nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy kupienie biletu bez niej). Następnie grupom (max 12 osób) przyznawane są godzina wejścia i sektory plaży. W sumie jest ich 5, z czego 2 na terenie parku narodowego (wejście płatne dodatkowo 10$). Wyprawy odbywają się w dwóch dwugodzinnych turach - o 20-tej i 22-iej. Po tym, jak grupy dotrą do plaży, zatrzymują się, a przewodnicy komunikują się z przebywającymi na niej tropicielami, którzy wskazują im, gdzie są zwierzęta. Dzięki temu systemowi, turyści nie szwendają się po piasku, odstraszając przybywające żółwie i zagrażając jajom.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-eYise5OupgQ/Th2z8m031FI/AAAAAAAABS0/dtWna-Angik/s1600/P1010993.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-eYise5OupgQ/Th2z8m031FI/AAAAAAAABS0/dtWna-Angik/s320/P1010993.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ślady żółwicy na plaży w Tortugero &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wracając jednak do Kostaryki - czemu nas rozczarowała? Przejazd w to miejsce z Panamy, pod pewnymi względami, kojarzył nam się z opuszczaniem Kambodży i wjazdem do Tajlandii. Wyjeżdżamy z ciekawszego kraju, pełnego miłych, radosnych i wyluzowanych ludzi i wjeżdżamy do miejsca dużo mniej interesującego turystycznie, którego mieszkańcy są zblazowani, niezbyt wylewni, a niektórzy wręcz aroganccy (operując dużym poziomem uogólnienia, rzecz jasna). Kostarykańczycy, podobnie jak Tajowie, od lat żyją z masowej turystyki i tak jak oni, są tym napływem turystów znudzeni i zepsuci. Widać to głównie w codziennych kontaktach, gdy pytanie o godzinę odjazdu autobusu czy produkt w sklepie spotyka się z odpowiedzią „&lt;i&gt;sprawdź sobie w rozkładzie jazdy/ gdzieś na półce&lt;/i&gt;” etc. Irytujące to i męczące. Nie oczekujemy, że będziemy dopieszczane z tego powodu, że jesteśmy turystkami, ale zdecydowanie milej obcuje się z ludźmi, którzy się uśmiechają. Poza tym karaibskie wybrzeże Kostaryki jest bardzo rozczarowujące. Miasteczka są nieciekawe i zapyziałe, a plaże paskudne i brudne. Byłyśmy już w Puerto Viejo i Cahuita i oba te miejsca nas nie uwiodły (szczególnie po wizycie w Bocas del Toro). San José to odrębna kategoria, ale też i nie liczyłyśmy na wiele, przyjeżdżając do tego miasta. Kostaryka w porze deszczowej to miejsce dla wielbicieli zwierząt, roślin i raczej nie ma do zaoferowania dużo więcej. Mogłybyśmy spędzić tu więcej czasu, zobaczyć centrum kraju, wybrzeże Pacyfiku i spróbować przekonać się, że to jednak fajne miejsce etc, ale chyba wolimy sprawdzić, co słychać w Nikaragui&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HufTT1WW_kc/Th2z0u5tZyI/AAAAAAAABR8/JJ7gYRm6yZU/s1600/DSC04818.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-HufTT1WW_kc/Th2z0u5tZyI/AAAAAAAABR8/JJ7gYRm6yZU/s320/DSC04818.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Plaża w Puerto Viejo z daleka....&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Hj77POKNS8k/Th2z1TJ9tdI/AAAAAAAABSA/sEHpxRzfzrY/s1600/DSC04819.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-Hj77POKNS8k/Th2z1TJ9tdI/AAAAAAAABSA/sEHpxRzfzrY/s320/DSC04819.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;i z bliska - tak niestety zaśmiecone są tu wszystkie plaże.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jedno trzeba przyznać, flora i fauna tego kraju są absolutnie wspaniałe, poniżej zdjęcia z naszych foto – polowań (większość wykonana została podczas kilkugodzinnego rejsu przez kanały na trasie Puerto Limón – Tortuguero, część w parku narodowym Punta Cahuita).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EMrpBpZ4zso/Th2z2mWH1jI/AAAAAAAABSI/GQArL1XmKuM/s1600/DSC04841.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="230" src="http://2.bp.blogspot.com/-EMrpBpZ4zso/Th2z2mWH1jI/AAAAAAAABSI/GQArL1XmKuM/s320/DSC04841.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Szop w trakcie spaceru po plaży&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-v8TWEGfAGBc/Th2z469KEQI/AAAAAAAABSY/4u4pL3cSlYA/s1600/DSC04885.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-v8TWEGfAGBc/Th2z469KEQI/AAAAAAAABSY/4u4pL3cSlYA/s320/DSC04885.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mały Wyjec&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-DYkZ80Xn1Pc/Th2z5bKMclI/AAAAAAAABSc/w6_Tgq4kq_A/s1600/DSC04910.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="246" src="http://4.bp.blogspot.com/-DYkZ80Xn1Pc/Th2z5bKMclI/AAAAAAAABSc/w6_Tgq4kq_A/s320/DSC04910.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Spider monkey - po polsku podobno Ateles&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SpbFDzlrrH4/Th2z35zQC_I/AAAAAAAABSQ/I6D2127s7pc/s1600/DSC04860.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-SpbFDzlrrH4/Th2z35zQC_I/AAAAAAAABSQ/I6D2127s7pc/s320/DSC04860.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Te dwie kulki na drzewie wyglądały z daleka jak narośla lub gniazda i już miałyśmy je ominąć, gdy naszą uwagę przykuły pazurki...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XIQovEMgklc/Th2z4RrpbgI/AAAAAAAABSU/bdYZcXnco9g/s1600/DSC04878.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-XIQovEMgklc/Th2z4RrpbgI/AAAAAAAABSU/bdYZcXnco9g/s320/DSC04878.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;trójpalczastego leniwca&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-de_FS96F8zA/Th2z5_HcesI/AAAAAAAABSg/x2ilCXJOdZI/s1600/DSC04922.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="229" src="http://1.bp.blogspot.com/-de_FS96F8zA/Th2z5_HcesI/AAAAAAAABSg/x2ilCXJOdZI/s320/DSC04922.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kapucynka&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-W56-tNFBoJI/Th2z6s5gjgI/AAAAAAAABSk/egQWBFBvfjo/s1600/DSC04964.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-W56-tNFBoJI/Th2z6s5gjgI/AAAAAAAABSk/egQWBFBvfjo/s320/DSC04964.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Warzęcha różowa - słabo widać, ale ptaki te mają długi, płaski, półkoliście zakończony dziób&amp;nbsp; &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-N1A9jaiLY1E/Th2z7DmRGcI/AAAAAAAABSo/qrsmAiruaDo/s1600/DSC05008.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-N1A9jaiLY1E/Th2z7DmRGcI/AAAAAAAABSo/qrsmAiruaDo/s320/DSC05008.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Coś dla wielbicieli insektów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TBAmIQ_hvUo/Th2z7rYQcUI/AAAAAAAABSs/IF5K4OacDTc/s1600/DSC05038+%25282%2529.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-TBAmIQ_hvUo/Th2z7rYQcUI/AAAAAAAABSs/IF5K4OacDTc/s1600/DSC05038+%25282%2529.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tukan tęczodzioby&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-10ejV0ZzKl8/Th2z8KxOYmI/AAAAAAAABSw/-6iLzaKkarY/s1600/DSC05056.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-10ejV0ZzKl8/Th2z8KxOYmI/AAAAAAAABSw/-6iLzaKkarY/s320/DSC05056.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Krokodyl&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-d-MVOUwbsNU/Th2z80O8xaI/AAAAAAAABS4/QEDacD-S9B0/s1600/P1020030.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-d-MVOUwbsNU/Th2z80O8xaI/AAAAAAAABS4/QEDacD-S9B0/s320/P1020030.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;A na koniec P w trakcie naszych przyrodniczych wycieczek, zaopatrzona w tablice do rozpoznawania lokalnej fauny&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-2843645171689203448?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/2843645171689203448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/na-zowiowisku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/2843645171689203448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/2843645171689203448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/na-zowiowisku.html' title='Na żółwiowisku'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-DVmZKeA4bN0/Th24X532FCI/AAAAAAAABTA/JI4JOA8mDFE/s72-c/DSC04848.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7771636017191989327</id><published>2011-07-10T19:05:00.005+02:00</published><updated>2011-07-21T05:43:49.431+02:00</updated><title type='text'>Republiki bananowe</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SUl1-cfWoc0/ThnbSmKqeEI/AAAAAAAABRw/c6J47R-pV4Q/s1600/P1010903.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-SUl1-cfWoc0/ThnbSmKqeEI/AAAAAAAABRw/c6J47R-pV4Q/s320/P1010903.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Plantacja bananów Chiquita&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Przejazd z Panamy do Kostaryki miał być szybki, łatwy i przyjemny. Okazał się jednak drogą przez piekło. Na Bocas del Toro można nawet kupić bilet na tzw. &lt;i&gt;shuttle,&lt;/i&gt; czyli busik, który bez przesiadek i postojów, wozi turystów między panamskim archipelagiem a Puerto Viejo w Kostaryce. Kosztuje on 25-28 USD, podczas gdy samodzielnie zorganizowana podróż ok. 7-9 USD. Zrezygnowałyśmy więc z niego i do dziś jesteśmy wdzięczne własnej oszczędności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Na łódce z Bocas spotkałyśmy kolesia – bajeranta. Poznałyśmy go wcześniej w Almirante, namawiał nas na skorzystanie z „jego” taksówki wodnej, co zresztą zrobiłyśmy, ponieważ była najtańsza. Bardzo się ucieszył na nasz widok i - chcąc zrobić nam przyjemność, pokazując, że pamięta skąd jesteśmy - wykrzyknął, błyskając złotym zębem: „&lt;i&gt;Belize!&lt;/i&gt;”. Szybko zorientował się jednak, że na mieszkanki Belize nijak nie wyglądamy (absolutna większość Belizeńczyków jest czarna jak smoła, pozostała mniejszość mocno czekoladowa). Próbował więc dalej, stanęło na Bolonii. Całkiem nieźle. Spotkanie z nim miało jedna nie tylko wydźwięk towarzyski. Gdy dowiedział się, dokąd się wybieramy, poinformował nas, że granica jest zamknięta. Tu krótka dygresja – Panamczycy to niesłychanie mili, sympatyczni i pomocni ludzie. Zawsze chcą pomóc turyście, czasami niestety nawet wtedy, gdy nie wiedzą jak :-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Stąd milion nieporozumień, niewynikających ani ze złej woli, ani z chęci naciągnięcia &lt;i&gt;gringo&lt;/i&gt;, tylko ze zwykłej niewiedzy, połączonej z chęcią przekazania jakiejkolwiek informacji. W dniu, w którym opuszczałyśmy Panamę, zetknęłyśmy się z dziesiątkami takich zachowań i naprawdę każdy chciał dobrze, poza taksówkarzami, którzy są w stanie wcisnąć każde kłamstwo, aby tylko turysta zapłacił majątek za kurs, którego nie potrzebuje. Wracając jednak do naszego bajerującego Panamczyka. Gdy J zaczęła wypytywać go o tę zamkniętą granicę, wyjaśniło się, że samo przejście graniczne działa, ale nie da się do niego dojechać (powtórka z Peru, zaledwie w maju przechodziłyśmy przez ten sam scenariusz). Dlaczego? Bo trwają protesty. Jakie? Nie wiadomo, ale drogi są zablokowane. Wszystkie? Chyba tak. Na całej długości? Nie, tylko most, trzeba przejść na piechotę i potem jeszcze kawałek. Jak długi? Aaaaa, tego to nikt nie wie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Po wyjściu z portu, opędziłyśmy się od cwaniaków, twierdzących, że tylko z nimi możemy dojechać do Changuinoli (za 5 USD od osoby). Autobusy, które ich zdaniem nie jeździły, za jedyne 1,45 USD dowiozły nas dokładnie w to samo miejsce, gdzie docierają busy naganiaczy - blokady są bardzo demokratyczne i dotykają wszystkich. Przed Changuinolą znajdował się rzeczony most, zablokowany przez protestujących. Autobus stanął i oznajmiono, że to koniec trasy. Kierowca zapewnił nas, że po drugiej stronie będą czekać autobusy. Nie czekały. Byli za to taksówkarze, którzy opowiadali nam, że albo skorzystamy z ich usług, albo w ogóle nie dojedziemy do granicy. Była nas szóstka - dwie Niemki, para Amerykanów i my. Postawiliśmy się taksówkarzom i z blisko 20-kilogramowymi plecakami ruszyliśmy w 35-stopniowym upale przed siebie. Po drodze pytałyśmy każdego napotkanego mieszkańca Changuinoli o protesty, blokady i autobusy do granicy. Raz słyszeliśmy, że cała droga jest zablokowana, innym razem, że tylko jej kawałek. Autobusy do granicy jeżdżą. Autobusy nie jeżdżą. Powinnyśmy wziąć taksówkę lub nie powinnyśmy jej brać, bo i tak blokada nas zatrzyma (druga rada okazała się prawidłowa). Do dworca jest pół godziny, godzina lub trzy godziny drogi. Do granicy jest dzień drogi albo jedyne kilka godzin. Uściślając – samochodem jest godzina, autobusem kilka godzin. Przewodnik Lonely Planet mówił, że samochodem 15 minut, autobusem 30 minut drogi. Jak się później okazało, LP było najbliższe prawdy. Na razie jednak dotarliśmy do kolejnej blokady, gdzie dowiedzieliśmy się, że do dworca jest co najmniej pół godziny na piechotę. Nikt z nas nie miał na to siły. Mały spacerek w tym upale i przy tym obciążeniu urastał do nadludzkiego wysiłku. Zatrzymała się przy nas przejeżdżająca na rowerze Europejka, która potwierdziła, że do granicy nie dotrzemy. Zrezygnowani i wycieńczeni upałem usiedliśmy pod sklepem. Niemki kupiły sobie lody, nam nie chciało się nawet wejść do środka. Filtrując te sprzeczne informacje, dochodziliśmy powoli do wniosku, że musimy wracać do David (ok. 5-6 h drogi) i stamtąd możemy Interamericaną przedostać się do San José. Perspektywa, która każdego z nas wprawiała w rozpacz. Jako jedyne osoby posługujące się hiszpańskim, zostałyśmy wydelegowane, aby pogadać z protestującymi, licząc na to, że okażą trochę wyrozumiałości dla spoconych białasów. Chcieliśmy uzyskać rzetelną informację o sytuacji w mieście. Czekając na audiencję, usłyszałyśmy „&lt;i&gt;Towarzysze,&lt;/i&gt; &lt;i&gt;minęła dwunasta, Spełniliśmy nasz obowiązek - kończymy protest&lt;/i&gt;”. Potwierdziłyśmy tę informację jeszcze u kilku panów, których koszulki i czapeczki świadczyły o tym, że są organizatorami strajku. Rzeczywiście blokada się kończyła, trzeba było jeszcze tylko usunąć z drogi drewno i żelastwo blokujące przejazd. Za chwilę ruszył transport, a my, po 10 minutach, byliśmy na dworcu. Tam okazało się, że autobusy do granicy jeżdżą i jeździły cały czas, ponieważ manifestacje nie obejmowały tej części miasta. Uszczęśliwieni, napojeni zimną colą i najedzeni chipsami (jedyny lunch dostępny na dworcu w Chianguinola), ruszyliśmy do granicy, przekonani, że to koniec naszych problemów. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Na miejscu kłębił się już dziki tłum ludzi. Panamczycy wymyślili coś, na co nie wpadły służby graniczne w żadnym innym miejscu na świecie – wjeżdżających i wyjeżdżających z kraju obsługuje się w tym samym okienku, w którym siedzi jeden urzędnik. Ten z kolei częściej rozmawia przez telefon, je lunch i wychodzi do toalety, niż stempluje paszporty. Wokół kręci się 25 innych pracowników, ale żaden nie ulży cierpieniu kolegi i podróżnych. Kolejka ciągnie się przez most, nad którym nie ma żadnej osłony, czyli wszyscy stoją w słońcu. Temperatura w cieniu wynosi z 35 stopni. Panamczycy i Kostarykańczycy klną, kupują kapelusze w okolicznych sklepach i pomimo tego są bliscy omdlenia. Białasy już się nie odzywają, bo brak im sił. W dodatku, gdy wymęczeni turyści docierają wreszcie do okienka, wspomniany urzędnik robi sceny i wymaga od wjeżdżających do Panamy biletów wyjazdowych, których 90% nie ma (podobnie jak my, lądując w Panama City). Zaraz za granicą stoi jednak budka lokalnego towarzystwa przewozowego, w której można kupić przejazd do San José, którego nikt nigdy nie wykorzysta. Urzędnik na pewno jednak dostanie swoją dolę i o to w tym wszystkim chodzi. Odsyłani ludzie ustawiają się w kolejnej kolejce, tym razem po bilety. Potem wracają na granicę. Armagedon. Gdy po blisko dwóch godzinach, mając pierwsze oznaki udaru słonecznego, dostałyśmy upragniony stempel wyjazdowy z Panamy, przekroczyłyśmy most, spodziewając się kolejnych scen, czekania i kłótni o bilety wyjazdowe z Kostaryki, których oczywiście nie mamy. Dotarłyśmy jednak do znudzonego urzędnika jako trzecie w kolejce (gdzie się podziały te dziesiątku ludzi, którzy stali przed nami?), wypełniłyśmy karteczkę wjazdową, dostałyśmy stempel, urzędnik nie otworzył do nas ust i... tyle. Wszystko to trwało 10 minut, a półtorej godziny później byłyśmy już w Puerto Viejo. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rhrAAqQhHAI/ThnbTeduRuI/AAAAAAAABR0/VhviD_hXCC4/s1600/P1010909.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-rhrAAqQhHAI/ThnbTeduRuI/AAAAAAAABR0/VhviD_hXCC4/s320/P1010909.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Po godzinie stania dotarłyśmy pod zbawienny daszek&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zv2eOLGvTnI/ThnbUHoeFtI/AAAAAAAABR4/uQPT7ElLloE/s1600/P1010911.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-zv2eOLGvTnI/ThnbUHoeFtI/AAAAAAAABR4/uQPT7ElLloE/s320/P1010911.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Po opuszczeniu Panamy, w drodze do Kostaryki&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;To, co nie dawało nam jednak spokoju to kwestia protestów. Czego dotyczyły? Pytałyśmy o to po drodze. Podobnie jak z informacją o autobusach, tu również uzyskałyśmy sprzeczne dane. P udało się jednak zdobyć gazetkę strajkową, a resztę wyczytałyśmy w internecie. Pogranicze Panamy i Kostaryki to jedna wielka plantacja bananów, w dodatku tych najsłynniejszych – Chiquita. W każdej rodzinie jest przynajmniej jedna osoba pracująca w przemyśle bananowym. W malutkim Almirante jest równie niewielki port, do którego zawijają jednak gigantyczne kontenerowce, na które dzień i noc ładowane są kontenery z żółto - niebieskim znaczkiem. Potężny biznes oznacza równie silne związki zawodowe. W skrócie, rok temu, związkowcy zorganizowali protesty i blokady przeciwko zmianom ograniczającym prawa związkowe i pracownicze. Jak to w krajach latynoskich bywa, protesty takie mogą skończyć się po godzinie, gdy wszyscy idą na imprezę, albo przerodzić się w krwawą jatkę. Tak właśnie stało się w Panamie rok temu. W starciach z policją zginęło 6 osób, rannych zostało 141. Kwestionowane zmiany w prawie nie weszły w życie, ale rodziny ofiar nigdy nie otrzymały żadnej rekompensaty za śmierć bliskich. Obecne żądania protestujących dotyczą właśnie odszkodowań za śmierć związkowców rok temu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7771636017191989327?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7771636017191989327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/republiki-bananowe.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7771636017191989327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7771636017191989327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/republiki-bananowe.html' title='Republiki bananowe'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-SUl1-cfWoc0/ThnbSmKqeEI/AAAAAAAABRw/c6J47R-pV4Q/s72-c/P1010903.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-8938248862766466475</id><published>2011-07-08T03:39:00.003+02:00</published><updated>2011-07-09T03:46:06.824+02:00</updated><title type='text'>Na plaży fajnie jest ;-)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--8i_fECLNuk/ThZbNseC0zI/AAAAAAAABRY/TB2obhfXALg/s1600/P1010751.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/--8i_fECLNuk/ThZbNseC0zI/AAAAAAAABRY/TB2obhfXALg/s320/P1010751.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Po rozczarowującym początku podróży po Panamie (z David udałyśmy się jeszcze do Boquete, o którym mówi się, że jest perełką, podczas gdy &lt;i&gt;de facto&lt;/i&gt; nie jest niczym innym, jak gigantycznym i mało interesującym osiedlem amerykańskich emerytów), w końcu dotarłyśmy do miejsca, które naprawdę nam się podoba. Z jednej strony trudno się dziwić, ponieważ karaibskie wybrzeże, na którym obecnie się znajdujemy, większość ludzi uznałaby zapewne za raj na ziemi. Z drugiej strony jednak, jako że marne z nas plażowiczki, jesteśmy bardzo wybredne jeśli chodzi o widoki (J ma w głowie dokładny obraz swojej „plaży idealnej”) i nie tak łatwo nas zachwycić. Pierwszego dnia zachowywałyśmy się wręcz jak dwie marudy, którym przeszkadza kąt padania promieni słonecznych. Szczególnie, że słońce świeci jak wściekłe (przy dużej wilgotności powietrza), a nasza tolerancja na nie jest bardzo niska. Drugiego dnia doszłyśmy do porozumienia z miejscową aurą (może dlatego, że mocno się zachmurzyło na cały dzień), a trzeciego odbyłyśmy wspaniałą wycieczkę, która na dobre przekonała nas do panamskiego archipelagu Bocas del Toro, bo o nim właśnie mowa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3H_jgKlqMss/ThZbElXx2QI/AAAAAAAABQs/Xo1BRAsp4_Q/s1600/DSC04621.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-3H_jgKlqMss/ThZbElXx2QI/AAAAAAAABQs/Xo1BRAsp4_Q/s320/DSC04621.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uQ6Nu4vxoe8/ThZbJ7bnmSI/AAAAAAAABRE/Ao-dFYdeveo/s1600/DSC04771.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-uQ6Nu4vxoe8/ThZbJ7bnmSI/AAAAAAAABRE/Ao-dFYdeveo/s320/DSC04771.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oIyr4uLqihE/ThZbMH2ojNI/AAAAAAAABRQ/znPn-7wD_no/s1600/P1010667.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-oIyr4uLqihE/ThZbMH2ojNI/AAAAAAAABRQ/znPn-7wD_no/s320/P1010667.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Bocas jest jedną z największych atrakcji turystycznych Panamy. W odróżnieniu od sąsiedniej Kostaryki jednak, kraj ten nie jest jeszcze skolonizowany przez amerykańskich turystów (z wyjątkiem Boquete) i dzięki temu w jedynym miasteczku na wyspach nie ma ani McDonald’sa, ani wielkich hoteli. Jest tu za to dużo karaibsko&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; – antylskiego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; uroku i luzu. Są też okoliczne wyspy, w większości niezamieszkałe, rafa koralowa, delfiny, małpy, kolibry, rozgwiazdy, płaszczki i motyle większe od dłoni. O plażach nie wspominając. Te ostatnie jednak położone są albo na bezludnych wyspach, albo daleko od miasteczka. To minus, który staje się plusem, gdy pomyśli się o tym, że powstrzymuje masowy napływ turystów. J, która na plaży wytrzymuje max pół godziny i to jedynie pod warunkiem, że może siedzieć w morzu, rozpoczęła w Panamie poszukiwanie swojej plaży idealnej. Na liście pretendentek niezmiennie przoduje malutka plaża w zapomnianym miasteczku na Bali, choć łacha piasku na malutkiej Cayo Zapatillas no 1 spełniała absolutnie wszystkie wymogi poza brakiem palm, schodzących do samej wody (tych akurat dostatek na Boca del Drago). Poszukiwania zatem wciąż trwają. P, która zrezygnowała z nurkowania, ponieważ wody są tu mało przejrzyste, a wycieczka na okoliczne wyspy ze snorkellingiem dla nas dwóch kosztowała tyle, co dwa nurki, jest natomiast uszczęśliwiona dzisiejszym widokiem delfinów i bardzo ładnym snorklowaniem na najdziwniejszej rafie, jaką widziała – piękny kolorowy koral otoczony jest trawiastą, podwodną łąką. Przed P nowe zadanie życiowe – zaopatrzyć się w aparat do zdjęć podwodnych i nauczyć się je robić. Ale to już plany na następne podróże &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7v3S0MzOiyo/ThZcJcqxIrI/AAAAAAAABRs/flJggtgoPbE/s1600/P1010771.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-7v3S0MzOiyo/ThZcJcqxIrI/AAAAAAAABRs/flJggtgoPbE/s320/P1010771.JPG" width="232" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yaowGdfvz0Q/ThZbIty3tOI/AAAAAAAABRA/5U_6GBTJJQA/s1600/DSC04754.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="222" src="http://4.bp.blogspot.com/-yaowGdfvz0Q/ThZbIty3tOI/AAAAAAAABRA/5U_6GBTJJQA/s320/DSC04754.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Sk7pjron-II/ThZbPJNqUCI/AAAAAAAABRg/e0MdO8atcYo/s1600/P1010819.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-Sk7pjron-II/ThZbPJNqUCI/AAAAAAAABRg/e0MdO8atcYo/s320/P1010819.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Rl0l7Tc68Pc/ThZbKsrLN6I/AAAAAAAABRI/cCvDbGd61J4/s1600/DSC04784.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-Rl0l7Tc68Pc/ThZbKsrLN6I/AAAAAAAABRI/cCvDbGd61J4/s320/DSC04784.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-X_QBAb1FTxI/ThZbPmN358I/AAAAAAAABRk/GMRFQ-bNjBg/s1600/P1010870.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-X_QBAb1FTxI/ThZbPmN358I/AAAAAAAABRk/GMRFQ-bNjBg/s320/P1010870.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ln6j_oseU9U/ThZbQUpwFPI/AAAAAAAABRo/4bV4vK14NV4/s1600/P1010877.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ln6j_oseU9U/ThZbQUpwFPI/AAAAAAAABRo/4bV4vK14NV4/s320/P1010877.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Zostałybyśmy tu dłużej, ale zaczynamy liczyć czas. Chcemy pojeździć trochę po w Gwatemali i zobaczyć kawałek Meksyku (wylatujemy z Cancun). Jutro jedziemy więc do Kostaryki, którą potraktujemy trochę po macoszemu, jako że jest droga i bardzo turystyczna. Mamy trzy potencjalne punkty na liście – nurkowanie dla P, żółwice składające jaja i wulkan Arenal. Ile z tego wszystkiego uda nam się zrealizować, dowiemy się wkrótce i doniesiemy na blogu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wwEd8ilRlK0/ThZbFep16PI/AAAAAAAABQw/mbEkG6ZML6E/s1600/DSC04642.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-wwEd8ilRlK0/ThZbFep16PI/AAAAAAAABQw/mbEkG6ZML6E/s320/DSC04642.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HeznHpQxLyo/ThZbGX3HN8I/AAAAAAAABQ0/f4jMBdUCNa8/s1600/DSC04650.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-HeznHpQxLyo/ThZbGX3HN8I/AAAAAAAABQ0/f4jMBdUCNa8/s320/DSC04650.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Gm1asllAc40/ThZbHJK5DlI/AAAAAAAABQ4/UL2i8GvUb2w/s1600/DSC04656.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" src="http://3.bp.blogspot.com/-Gm1asllAc40/ThZbHJK5DlI/AAAAAAAABQ4/UL2i8GvUb2w/s320/DSC04656.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JT0sT5XGwEw/ThZbLe9ItpI/AAAAAAAABRM/1OS4tksZ-eI/s1600/DSC04806.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-JT0sT5XGwEw/ThZbLe9ItpI/AAAAAAAABRM/1OS4tksZ-eI/s320/DSC04806.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-idtPyI55cfM/ThZbNM_4cgI/AAAAAAAABRU/7d-h-Legfmg/s1600/P1010688.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-idtPyI55cfM/ThZbNM_4cgI/AAAAAAAABRU/7d-h-Legfmg/s320/P1010688.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-8938248862766466475?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/8938248862766466475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/na-plazy-fajnie-jest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8938248862766466475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8938248862766466475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/na-plazy-fajnie-jest.html' title='Na plaży fajnie jest ;-)'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/--8i_fECLNuk/ThZbNseC0zI/AAAAAAAABRY/TB2obhfXALg/s72-c/P1010751.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-599433176695487372</id><published>2011-07-04T04:39:00.007+02:00</published><updated>2011-07-13T04:32:10.164+02:00</updated><title type='text'>Na granicy kontynentów</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Nw7PwjdzZdI/ThEk_4_nRTI/AAAAAAAABQE/N2plWaLD8oU/s1600/DSC04513.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="154" src="http://4.bp.blogspot.com/-Nw7PwjdzZdI/ThEk_4_nRTI/AAAAAAAABQE/N2plWaLD8oU/s320/DSC04513.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W Panama City poczułyśmy się trochę jak w jednym z mniej interesujących miast USA - jakiejś Atlancie, czy innym Houston. Las drapaczy chmur i centrów handlowych, zwanych tu &lt;i&gt;mallami&lt;/i&gt; (a nie &lt;i&gt;centros comerciales,&lt;/i&gt; czego należało by się spodziewać we wciąż hiszpańskojęzycznej Panamie). Gdyby nie przepiękne, ale maleńkie Stare Miasto, trudno by było uwierzyć, że znalazłyśmy się w miejscu, gdzie Europejczycy (czytaj: Hiszpanie) założyli jedną z pierwszych osad w Nowym Świecie. Do tego wszystkiego dochodzą tysiące dżipów na ulicach i wszechobecne reklamy, zachęcające po angielsku i rosyjsku do kupna apartamentów (najmniejsze liczą ok. 200 metrów i mają… dwa pokoje, ceny za metr – warszawskie). Są tu także tysiące supermarketów, w których można kupić najbardziej „plastikową”, wysoko przetworzoną żywność, z jaką miałyśmy do czynienia w trakcie całej naszej podróży. Podjęłyśmy już próbę serową, szynkową, parówkową i parę innych – wszystko okazało się niejadalne. Aktualnie odżywiamy się zupami Campbell’s, co pewnie spodobałoby się Andy'emu Worholowi :-).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CxM-sl_tz0c/ThElAhbFYzI/AAAAAAAABQI/Zfmq1iwjNwU/s1600/P1010468.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-CxM-sl_tz0c/ThElAhbFYzI/AAAAAAAABQI/Zfmq1iwjNwU/s320/P1010468.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4ZUQR1Ag274/ThElBMoHdyI/AAAAAAAABQM/5v0HRD-yx8w/s1600/P1010494.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-4ZUQR1Ag274/ThElBMoHdyI/AAAAAAAABQM/5v0HRD-yx8w/s320/P1010494.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--dz-mpihqp4/ThElBsN35oI/AAAAAAAABQQ/316IrZAvDBI/s1600/P1010524.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/--dz-mpihqp4/ThElBsN35oI/AAAAAAAABQQ/316IrZAvDBI/s320/P1010524.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-w7XxxOcqk1Q/ThElDIUXz_I/AAAAAAAABQY/9XBfBp7UqZY/s1600/P1010586.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-w7XxxOcqk1Q/ThElDIUXz_I/AAAAAAAABQY/9XBfBp7UqZY/s320/P1010586.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--rA82bxvMOM/ThElD180kDI/AAAAAAAABQc/Y7Jvdyvf6AI/s1600/P1010601.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/--rA82bxvMOM/ThElD180kDI/AAAAAAAABQc/Y7Jvdyvf6AI/s320/P1010601.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Panama Viejo&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Do tej pory, zajmującej się zawodowo tą tematyką P, Panama kojarzyła się głównie z rajem podatkowym i to takim, który nie ulega presji np. Unii Europejskiej. Jeśli ktoś chciałby wyprać tu potężne sumy, nie musiałby obawiać się zbytnio ani Interpolu, ani innych służb. J przychodziły jeszcze na myśl charakterystyczne kapelusze i film „Krawiec z Panamy”, podczas gdy najbardziej znanym symbolem kraju jest oczywiście Kanał Panamski. Pojechałyśmy, zobaczyłyśmy, zrobiłyśmy kilka zdjęć i zgodnie stwierdziłyśmy, że gdyby nie był to Kanał PANAMSKI właśnie, najpewniej nawet nie chciało by nam się ruszyć z hostelu. Jest to raczej rozrywka dla inżynierów - specjalistów. Będąc w Brazylii w 2008r., pojechałyśmy oglądać tamę Itaipu, która była największą na świecie, dopóki Chińczycy nie wybudowali swojej. Cóż, była duża i… to w sumie wszystko, co da się o niej powiedzieć. O Kanale Panamskim także można napisać, że jest spory, a jego śluzy dają sobie radę nawet z największymi liniowcami świata (choć z niektórymi statkami handlowymi już nie, stąd projekt rozbudowy Kanału za obłędną kwotę). Jeśli zrobimy zdjęcie jakiegoś fajnego, tropikalnego zwierzaka, z pewnością będziemy dużo bardziej entuzjastyczne&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Panamczycy są niesłychanie mili i pozytywnie nastawieni do życia, mimo że po raz pierwszy od wyjazdu z Indonezji, znów jesteśmy zmuszone wysłuchiwać gwizdów, cmokań, okrzyków o jednoznacznej treści. Wszystko to niegroźne, ale na dłuższą metę może być trochę meczące. Przy okazji przypomniała nam się śmieszna anegdotka językowa z Chile. W przeciwieństwie do J, ja (P) posługuję się bardzo podstawowym, ale zazwyczaj komunikatywnym hiszpańskim. Gdy w Valparaiso stałam na wzgórzu, robiąc zdjęcia zatoki, podszedł do mnie jeden z chilijskich amantów (ci, w przeciwieństwie do panamskich, nie gwiżdżą i nie cmokają), który próbując spojrzeć mi głęboko w oczy zasłonięte aparatem, rzekł melancholijnie: „&lt;i&gt;Jaka piękna…&lt;/i&gt;”. Po hiszpańsku słowo „widok” (&lt;i&gt;vista&lt;/i&gt;) jest rodzaju żeńskiego, więc sądząc, że o panoramę właśnie chodzi, przytaknęłam ochoczo. On zachęcony moim przyzwoleniem, kontynuował swoje zachwyty i w końcu przeszedł do bardziej bezpośrednich propozycji. Na szczęście, w międzyczasie, J porzuciła robienie zdjęć i przyszła z odsieczą, opieprzając mnie równo za zachęcanie namolnego faceta do dalszych awansów. A ja naprawdę sądziłam, ze zachwycamy się widokiem zatoki… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9kBrFnvhm1g/ThElCqIWTXI/AAAAAAAABQU/UOn3DQCRiu0/s1600/P1010556.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-9kBrFnvhm1g/ThElCqIWTXI/AAAAAAAABQU/UOn3DQCRiu0/s320/P1010556.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kanał Panamski&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Panamczycy nie oczekują jakiejkolwiek reakcji na swoje zaczepki, zazwyczaj tylko gwiżdżą i pokrzykują sobie radośnie. Poza lokalnymi &lt;i&gt;macho,&lt;/i&gt; większość jest jednak niesłychanie sympatyczna, choć czasami ponownie natrafiamy na pewne kłopoty komunikacyjne. (Wtręt J: ja uważam, że &lt;i&gt;macho&lt;/i&gt; P też są sympatyczni - abstrahując od seksistowskiego tła samego zjawiska, ich okrzyki nie mają w ich mniemaniu obrazić nas, a wręcz przeciwnie, sprawić, żebyśmy poczuły się docenione). Gdy na dworcu zapytałyśmy o możliwość dostania się autobusem do śluz na kanale, co najmniej trzy osoby porzuciły swoje zajęcia, żeby się nami zająć i każda udzieliła nam równie błędnej i zupełnie nieprzydatnej informacji, z których najbardziej rozczuliła nas ta, że za ok. 100 dolarów na łebka możemy wykupić sobie rejs po kanale na luksusowej łodzi. Dla zainteresowanych – za 0,75 dolara dojeżdża się do punktu widokowego Miraflores, położonego około 10 km od centrum miasta (wejście kosztuje 5 USD). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Opuściłyśmy Panama City bez żalu i dotarłyśmy do miasta David, położonego 50 km od granicy z Kostaryką. Na razie chcemy jednak zostać jeszcze trochę w Panamie, choć pogoda nie sprzyja. Nie mamy złudzeń - podobnie jak w przypadku Indonezji, jesteśmy w Ameryce Środkowej w środku pory deszczowej i będzie lało, czy się nam to podoba czy nie. Tropikalnej ulewy nie da się porównać z niczym, czego możemy się spodziewać w Europie. Ulice zmieniają się w rzeki, ziemia się osuwa, pojazdy przestają jeździć etc. Na pewno nie da się w takich warunkach trekingować po dżungli (raz już zdarzyło się to nam w Amazonii, więc wiemy o czym mówimy), ani tym bardziej pływać w morzu. Głównymi natomiast atrakcjami całego regionu są plaże i fantastyczna, tropikalna przyroda. Trzeba przyznać, ze obecnie w pełnym rozkwicie. Cudownie patrzy się na pokryte tropikalnym lasem wzgórza, dużo gorzej na nie wspina. Na razie nie do końca wiemy więc, co dalej ze sobą poczniemy. Póki co, pojedziemy zapewne na północ Panamy, a potem do Kostaryki. Jeśli jednak deszcz nas wykończy, przejedziemy szybko na wyżyny Gwatemali, a stamtąd do Meksyku, choć, znając życie, najpewniej tak się nie stanie. Zalana tropikalnym deszczem Sumatra stała się w końcu jednym z najciekawszych wspomnień z całej naszej podróży po Azji. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Dziś rano wybrałyśmy się także na wycieczkę do Caldery - gorących źródeł, położonych 20 km od David. Widoki po drodze były ładne, choć same „studnie” okazały się wielkim rozczarowaniem – na terenie prywatnej posesji można było zanurzyć się mniej więcej do kolan w dwóch kamiennych basenikach i zapewne skorzystałybyśmy z tej oferty, gdyby nie fakt, że a) woda miała w nich temperaturę wrzątku, b) płynąca nieopodal rzeka wezbrała po deszczach i nijak nie można było się w niej schłodzić po gorącej kąpieli c) temperatura powietrza wynosiła blisko 35 stopni, przy wilgotności sięgającej 80%. Tropikalnego upału pory deszczowej, podobnie jak ulew, nie da się porównać absolutnie z niczym. Wrażenie jest takie, jakbyśmy przez 24 godziny na dobę nie wychodziły z sauny. Mamy wielką nadzieję, że nasze organizmy przyzwyczają się trochę do warunków pogodowych, inaczej zwiedzanie może być wyzwaniem ponad nasze siły.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-K4txZXpA-kE/ThElEa5IcbI/AAAAAAAABQg/uEPyp8pwLok/s1600/P1010621.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-K4txZXpA-kE/ThElEa5IcbI/AAAAAAAABQg/uEPyp8pwLok/s320/P1010621.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;"Bóg dał pogodę, o bryzie nie powiedział nic"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-AssYnld14dA/ThElFBCAluI/AAAAAAAABQk/fBRgK-WVXYk/s1600/P1010624.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-AssYnld14dA/ThElFBCAluI/AAAAAAAABQk/fBRgK-WVXYk/s320/P1010624.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Krowy i kowboje są nieodłącznym elementem panamskiego krajobrazu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hsXgI8W_TTw/ThElFmJM1xI/AAAAAAAABQo/3VRTHpW-aRo/s1600/P1010627.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-hsXgI8W_TTw/ThElFmJM1xI/AAAAAAAABQo/3VRTHpW-aRo/s320/P1010627.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-599433176695487372?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/599433176695487372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/599433176695487372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/599433176695487372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/07/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html' title='Na granicy kontynentów'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Nw7PwjdzZdI/ThEk_4_nRTI/AAAAAAAABQE/N2plWaLD8oU/s72-c/DSC04513.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7813169745198967951</id><published>2011-06-30T05:20:00.005+02:00</published><updated>2011-06-30T16:24:48.354+02:00</updated><title type='text'>Trudna droga do Panamy</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Panama jest dwudziestym krajem odwiedzonym w trakcie naszej podróży. W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy, ani razu nie miałyśmy żadnych kłopotów z przekroczeniem jakiejkolwiek granicy. Jeśli pamięć nas nie zawodzi, żaden pogranicznik nie wypytywał nas jeszcze szczegółowo, dokąd się wybieramy, w jakim celu, czy mamy wystarczającą ilość pieniędzy etc. W dwóch ambasadach (indyjskiej i tajskiej) stawiano nam różne wymagania, ale na samych granicach, wliczając w to granicę chińską, pies z kulawą nogą się nami nie zainteresował. Niestety, bardzo wiele uwagi poświęcają nam za to linie lotnicze. Opisywałyśmy już na blogu nasze przejścia z Deltą w Tokio. Wtedy jednak, mimo że zostałyśmy poddane bardzo szczegółowemu i kilkuetapowemu przesłuchaniu na okoliczność naszej podróży, dalszej trasy i środków transportu, jakimi mamy zamiar się poruszać, nikt nie zagroził nam, że nas z Tokio nie zabierze. W São Paulo przedstawiciele panamskich linii lotniczych Copa Airlines nie patyczkowali się tak jednak, tylko od razu oznajmili „nie wpuścimy was na pokład”. Dlaczego? Bo nie mamy biletu wylotowego z Panamy i na nic zdało się tłumaczenie, że mamy wykupiony lot z Meksyku (do którego chcemy dotrzeć lądem) do USA, a stamtąd powrót do Europy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Na ironię losu zakrawa fakt, że w ciągu ostatnich tygodni P korespondowała mailowo z Polakiem, który wybierając się do Brazylii i nie dysponując biletem powrotnym, obawiał się, że nie zostanie wpuszczony na pokład samolotu. P zapewniała go, że szanse na taki obrót rzeczy są znikome. Wjeżdżałyśmy do tego kraju 2 razy (drogą lotniczą i lądową) i nigdy nie musiałyśmy okazywać biletów powrotnych. Nie wiemy, czy internetowy znajomy do Brazylii wjechał, my jednak, tym razem, miałyśmy kłopoty z jej… opuszczeniem. Nie jesteśmy oczywiście aż tak głupie, aby wybierać się do jakiegoś kraju, nie sprawdzając uprzednio warunków wjazdu. Panama, wbrew temu co twierdzi przedstawiciel Copa, nie wymaga od Polaków okazania przy wjeździe biletu wyjazdowego. Wymóg taki stawiają jedynie linie lotnicze, które w przypadku, gdy pasażerowi zostanie odmówiony wjazd, zobowiązane są na własny koszt zabrać go z powrotem. Zabezpieczając się przed takim ryzykiem, Copa oczekuje, że pasażer będzie miał bilet wylotowy. My nie mamy, co zdaniem przewoźnika jest wystarczającym argumentem, żeby odmówić nam prawa wejścia na pokład samolotu. Wszelkie nasze tłumaczenia, wyjaśnienia, posiadanie biletów na trasie z Meksyku do Europy, na nic się zdały. W takich sytuacjach, zazwyczaj to P jest w bojowym nastroju i walczy o swoje, podczas gdy J dyplomatycznie stara się załagodzić sytuację. Dziś jednak zamieniłyśmy się rolami. J wkurzyła wyżelowanego przedstawiciela Copa sugestiami, że Panama jest jednym z ostatnich krajów, w których racjonalny Europejczyk chciałby zostać i pracować na czarno. Doprowadzona do ostateczności, wyciągnęła w końcu komórkę i zadzwoniła do Ambasady Polski w Brasília, czyli do… swojego taty. Rozmowa z polskim dyplomatą nie złamała bynajmniej żelaznego obrońcy interesów Copa Airlines, przynajmniej oficjalnie. Zaproponował, że albo dostarczymy odpowiednie pismo z ambasady Panamy (niezły z niego fantasta), albo możemy kupić u niego bilet na trasie z Panamy dokądkolwiek, inaczej nie lecimy. W sumie, nie wiemy, co w końcu pomogło - rozmowa z Ambasadą czy złota karta VISA, na widok której szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. Błysk pozłacanego plastiku spowodował, że problem przestał istnieć, a propozycja P, że złożymy oświadczenie, gwarantujące, że w razie nie wpuszczenia nas przez Panamę, kupimy sobie same bilet wylotowy, spotkała się z radosną akceptacją nadgorliwca. Z ogólnego podniecenia, nasz interlokutor zapomniał wprawdzie spisać numer karty, ale to już nie nasz problem. P jest zdania, że Copa nie chciała boksować się z polską ambasadą, a złota VISA była jedynie pretekstem do zakończenia sporu w taki sposób, aby kłócący się z nami koleś mógł jakoś wyjść z tego zamieszania z twarzą. Zdaniem J, zachowanie pracownika Copa było jednak typowym przykładem na to, jak niesamowicie mocne podziały (i przesądy) klasowe panują w Brazylii. Pracownik Copa, widząc nasze dziwne paszporty i znoszone plecaki, rażąco inne od dopasowanych kolorystycznie walizek i neseserków LV bogatych &lt;i&gt;paulistas&lt;/i&gt;, udających się do karaibskich kurortów, uznał, że ma do czynienia z ostatnimi obdartusami. Dopiero, gdy ku jego olbrzymiemu zaskoczeniu, P wyjęła z portfela luksusową kartę, o której posiadanie nigdy by jej nie posądził, zmienił mu się ton głosu, z „ty” przeszedł na „Pani”, a w sercu zagościła wola kompromisu i zażegnania „przykrego nieporozumienia”. Smutne to bardzo, ale taki, zdaje się, jest teraz świat…. Już raz, w drogim hotelu w Izraelu, zdarzyło nam się, że na widok naszych plecaków i szortów potraktowano nas obcesowo i z poczuciem wyższości. Podejście to natychmiast uległo zmianie, po opłaceniu pobytu „właściwą” (zdaniem personelu hotelowego) kartą kredytową.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Koniec końców, po dobrej godzinie, wpuszczono nas na pokład samolotu. A w Panamie? Bardzo wyluzowana przedstawicielka władz imigracyjnych od niechcenia wstukała w komputer adres hotelu i nasze zawody, a następnie wbiła stempel wjazdowy. Nawet jej do głowy nie przyszło, pytać o jakiekolwiek bilety. Jak sami widzicie, niechęć do latania nie jest jedynym powodem, dla którego mamy prawo nie lubić linii lotniczych &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7813169745198967951?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7813169745198967951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/trudna-droga-do-panamy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7813169745198967951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7813169745198967951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/trudna-droga-do-panamy.html' title='Trudna droga do Panamy'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-6219865270963901672</id><published>2011-06-29T03:41:00.006+02:00</published><updated>2011-06-29T04:02:16.693+02:00</updated><title type='text'>Kilka zdjęć z Sao Paulo</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hoqSmOV4gH8/TgqBtZskK0I/AAAAAAAABPo/SBbGHLcJUZU/s1600/P1010419.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-hoqSmOV4gH8/TgqBtZskK0I/AAAAAAAABPo/SBbGHLcJUZU/s320/P1010419.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Avenida Paulista&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-u3kc6mZ4ZPM/TgqBuCOmSSI/AAAAAAAABPs/OF0r8Q3HfLA/s1600/P1010426.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-u3kc6mZ4ZPM/TgqBuCOmSSI/AAAAAAAABPs/OF0r8Q3HfLA/s320/P1010426.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Japońska dzielnica Libertade&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_mHo3XEYwZA/TgqBuujbL2I/AAAAAAAABPw/r0pYzKKjRYI/s1600/P1010432.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-_mHo3XEYwZA/TgqBuujbL2I/AAAAAAAABPw/r0pYzKKjRYI/s320/P1010432.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Libertade&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_pZ9FcWwIHE/TgqBvc6ZSrI/AAAAAAAABP0/X1bbmOugqnY/s1600/P1010435.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-_pZ9FcWwIHE/TgqBvc6ZSrI/AAAAAAAABP0/X1bbmOugqnY/s320/P1010435.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;MASP - Muzeum Sztuki SP&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-JLHxCLv4OQU/TgqBv8PqvFI/AAAAAAAABP4/OC0i0GteY44/s1600/P1010443.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-JLHxCLv4OQU/TgqBv8PqvFI/AAAAAAAABP4/OC0i0GteY44/s320/P1010443.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Park Trianon - miejsce wytchnienia w miejskiej dżungli&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-b3WO361HH4w/TgqBwb6jc2I/AAAAAAAABP8/ILtoq0lw4Bs/s1600/P1010448.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-b3WO361HH4w/TgqBwb6jc2I/AAAAAAAABP8/ILtoq0lw4Bs/s320/P1010448.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Najpiękniejszy budynek Av.Paulista&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-slYwGxRYCv0/TgqBxEf2dgI/AAAAAAAABQA/JFBlswxqDcQ/s1600/P1010449.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-slYwGxRYCv0/TgqBxEf2dgI/AAAAAAAABQA/JFBlswxqDcQ/s320/P1010449.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Historyczne spotkanie - nasze miśki twarzą w twarz z Charlotte, znajomą z Facebooka (i nieodłączną towarzyszką podróży naszych brazylijskich przyjaciółek, Carmem i Any).&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-6219865270963901672?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/6219865270963901672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/kilka-zdjec-z-sao-paulo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6219865270963901672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6219865270963901672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/kilka-zdjec-z-sao-paulo.html' title='Kilka zdjęć z Sao Paulo'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-hoqSmOV4gH8/TgqBtZskK0I/AAAAAAAABPo/SBbGHLcJUZU/s72-c/P1010419.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-3508580915036885920</id><published>2011-06-27T22:44:00.013+02:00</published><updated>2011-07-10T06:29:08.354+02:00</updated><title type='text'>Brasilia</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-z4tIC7RX4-8/TgjoY6VGAJI/AAAAAAAABOk/eqQzaVylyhA/s1600/P1010336.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-z4tIC7RX4-8/TgjoY6VGAJI/AAAAAAAABOk/eqQzaVylyhA/s320/P1010336.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Brasília jest miastem, które w zamysłach&amp;nbsp;swoich twórców, miało być ucieleśnieniem nowoczesności, jednak historia związana z jego powstaniem jest niezwykle mistyczna. Pewnej nocy, włoskiemu zakonnikowi Dom Bosco (założycielowi zakonu Salezjanów), przyśniła się wizja, w której zobaczył „nową ziemię wybraną”, „krainę mlekiem i miodem płynącą”. Widzenie to było tak dokładne, że zakonnik określił nawet równoleżniki, między którymi powstać miał ów nowy raj. Gdy parę lat później, trafił na Wyżynę Brazylijską, stanął na wzgórzu i powiedział: „To właśnie tu rozkwitnie nowa cywilizacja”. Dziś w miejscu tym stoi kapliczka poświęcona wizjonerowi. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nie wiemy na ile prezydent Kubitschek,&amp;nbsp;ojciec Brasílii, kierował się widzeniami włoskiego zakonnika, ale duchowa obecność Dom Bosco jest dziś w stolicy wciąż zauważalna: ma on piękny kościół, parę kaplic, a jego imieniem nazywane są ulice i osiedla mieszkaniowe. Samej Brasílii daleko jednak do mistycyzmu, aczkolwiek dla ogromnej armii zamieszkujących ją urzędników państwowych, miasto to mogło okazać się rzeczywiście „krainą mlekiem i miodem płynącą”. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Stolica, w założeniu, miała być idealnym miejscem do życia. Oskar Niemeyer,&amp;nbsp;twórca Brasílii, obecnie 103–letni (!) brazylijski architekt, był uczniem samego Le Corbusiera. Ten ostatni stworzył inne sztuczne miasto – projekt Chandigarh w Indiach. Miejsca tego nie miałyśmy szansy odwiedzić, ale podobno jest jeszcze mniej przyjazne do życia niż Brasília. Biorąc pod uwagę indyjskie podejście do troski o przestrzeń publiczną, jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Wbrew założeniom, Brasília jest miastem trudnym do życia, właśnie dlatego, że jest na wskroś modernistycznym, sztucznym tworem. Brak jej rzeczywistego, naturalnego centrum, bo za takie na pewno nie można uznać głównej stacji metra, brudnego dworca autobusowego i domu handlowego, przypominającego z wyglądu Domy Towarowe Centrum w latach 80-tych. Także główna arteria miasta, wzdłuż której umiejscowione są najważniejsze budynki, nijak nie sprawia wrażenia miejsca przyjaznego mieszkańcom. Jest to 12-to pasmowa jezdnia, przedzielona pasem zieleni, pozbawiona jakichkolwiek sklepów, barów czy kawiarni. Poza zwiedzaniem słynnej katedry i muzeum, w centrum nie ma zupełnie nic &lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;do roboty.&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6hSlHabXWqk/Tgjnx0AY1gI/AAAAAAAABN4/DwzUJ4AaZOo/s1600/DSC04398.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-6hSlHabXWqk/Tgjnx0AY1gI/AAAAAAAABN4/DwzUJ4AaZOo/s320/DSC04398.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Katedra na zewnątrz...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XlFYU-ea3sM/TgjoTYZE6PI/AAAAAAAABOc/ximC5Wz3xsU/s1600/P1010288.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-XlFYU-ea3sM/TgjoTYZE6PI/AAAAAAAABOc/ximC5Wz3xsU/s320/P1010288.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;i wewnątrz.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-D7m1opgPXqI/TgjoQlnABUI/AAAAAAAABOY/cXJQ03kspUs/s1600/P1010272.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-D7m1opgPXqI/TgjoQlnABUI/AAAAAAAABOY/cXJQ03kspUs/s320/P1010272.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Muzeum Narodowe&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-DZLKTR2d4gg/Tgjn6ag4mqI/AAAAAAAABOE/ANqAfpKZrqU/s1600/DSC04454.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-DZLKTR2d4gg/Tgjn6ag4mqI/AAAAAAAABOE/ANqAfpKZrqU/s320/DSC04454.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Miejscowy Sejm - otwarty na wszelkie idee, o czym świadczy kształt siedziby&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sKxrfP_sd30/TgjoAM3PSsI/AAAAAAAABOM/isrJyNTX3ss/s1600/DSC04475.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-sKxrfP_sd30/TgjoAM3PSsI/AAAAAAAABOM/isrJyNTX3ss/s320/DSC04475.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Teatr Narodowy, naszym zdaniem raczej&amp;nbsp;paskudny&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-6MoakV6ZU10/TgjoM08UyuI/AAAAAAAABOU/FBDzyYXicsk/s1600/DSC04470.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-6MoakV6ZU10/TgjoM08UyuI/AAAAAAAABOU/FBDzyYXicsk/s320/DSC04470.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Spinacz?&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7FHAJCunoNQ/TgjoWQdm1nI/AAAAAAAABOg/rK78QsFPSBM/s1600/P1010303.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-7FHAJCunoNQ/TgjoWQdm1nI/AAAAAAAABOg/rK78QsFPSBM/s320/P1010303.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Budynki Kongresu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Brasília zbudowana została na planie samolotu. Wspomniana wcześniej główna arteria miasta stanowi jego kadłub. Jej wschodnie zwieńczenie to „głowa” państwa, czyli siedziba parlamentu, rządu, wszystkie ministerstwa. Centrum to w założeniu domy handlowe i hotele. Ta ostatnia część uległa najbardziej gwałtownej przemianie, ponieważ podobnie jak w innych częściach świata, także w Brazylii, gigantyczne centra handlowe powstają obecnie na obrzeżach i to tam właśnie koncentruje się komercyjne życie miasta. Zachód „kadłuba” jest kompletnym pustkowiem. Kiedyś był tam przynajmniej obskurny dworzec autobusowy, obecnie przeniesiono go w zupełnie inne miejsce. Poza bardziej śmiesznym, niż dostojnym, pomnikiem prezydenta Kubitschka, ta część miasta jest prawie zupełnie wymarła. Gdzie toczy się więc normalne życie? Każdy samolot ma skrzydła, nie inaczej Brasília. Znajdujące się tam dzielnice mieszkalne, podzielone są na tzw&lt;i&gt;. quadras&lt;/i&gt;. Każda z nich, ma w zamierzeniu stanowić samodzielny organizm, złożony z kilku bloków, różnej jakości i standardu, uliczki handlowej ze sklepami i świątyni (w każdej &lt;i&gt;quadrze&lt;/i&gt; innego wyznania). W „naszej” jest buddyjska. Tak jak &lt;i&gt;quadry&lt;/i&gt; różnią się standardem, tak uliczki handlowe jakością oferowanych usług. Na naszej nie da się kupić chleba, ale można za to ubrać psa w całkiem wymyślne ubranko. Przeważają jednak drogie restauracje, fryzjerzy i drogerie. Poruszanie się miedzy &lt;i&gt;quadrami&lt;/i&gt; transportem publicznym jest możliwe, ale trudne. Większość mieszkańców stolicy nie wysiada więc z aut. Samochód jest zresztą kluczem do opisu Brasílii. Większość terenów rekreacyjnych, jezioro, centra handlowe, ambasady, w których pracuje znaczna część mieszkańców miasta, są właściwie niedostępne bez własnego transportu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-y0KPY81vjIU/TgjocVJtWiI/AAAAAAAABOo/43P-_57VR5s/s1600/P1010344.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-y0KPY81vjIU/TgjocVJtWiI/AAAAAAAABOo/43P-_57VR5s/s320/P1010344.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Oryginalny plan miasta, obecnie nowe dzielnice rozwijają się wokół "samolotu"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aOjFb5Au-Ms/Tgjoep3Wz8I/AAAAAAAABOs/5MtN-3n5v7k/s1600/P1010353.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-aOjFb5Au-Ms/Tgjoep3Wz8I/AAAAAAAABOs/5MtN-3n5v7k/s320/P1010353.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ulica handlowa quadr 113 i 114&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PDLhFwAiyss/TgjoinVO35I/AAAAAAAABOw/Jjh3Xqxv-C8/s1600/P1010360.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-PDLhFwAiyss/TgjoinVO35I/AAAAAAAABOw/Jjh3Xqxv-C8/s320/P1010360.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;"Daj znak życia" - przejście dla pieszych&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CioQ22qqRcQ/TgjolYtBM1I/AAAAAAAABO0/OHYIJzZ4Nno/s1600/P1010361.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-CioQ22qqRcQ/TgjolYtBM1I/AAAAAAAABO0/OHYIJzZ4Nno/s320/P1010361.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Budynek mieszkalny o wysokim standardzie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Brasília jest miastem, które fascynuje architektów. Nam trudno to zrozumieć, ponieważ poza katedrą i muzeum, reszta wizjonerskiej architektury Niemeyera wydaje się mało inspirująca. W dodatku, z biegiem czasu, pokryła się nie patyną, a brzydkim, tropikalnym liszajem. Betonowe konstrukcje, w klimacie Brazylii wymagają albo ciągłej konserwacji, albo wyglądają jak nasze komunistyczne bloki po 20 latach bez remontu. Gdy trzy lata temu, zobaczyłyśmy po raz pierwszy słynną, futurystyczną katedrę, wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy: szaro – bura, z powybijanymi szybami. Na swą korzyść, właśnie została ona świeżo odnowiona. Takiego szczęścia nie miały jednak niektóre budynki rządowe - chociażby Ministerstwo Sprawiedliwości wygląda strasznie, podobnie jak siedziby kilku innych resortów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8Ou3YgxjXCs/Tgjn2sCG-KI/AAAAAAAABOA/lmCqjIfOLCA/s1600/DSC04445.JPG" imageanchor="1"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-8Ou3YgxjXCs/Tgjn2sCG-KI/AAAAAAAABOA/lmCqjIfOLCA/s320/DSC04445.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-oKn9jom0irg/Tgjn0PJsi9I/AAAAAAAABN8/1bskesNfdMw/s1600/DSC04407.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-oKn9jom0irg/Tgjn0PJsi9I/AAAAAAAABN8/1bskesNfdMw/s320/DSC04407.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Aleja ministerstw, kilkanaście identycznych budynków stoi w równym rzędzie - estetyka wczesnego NRD&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Zwiedziwszy zapewne większość atrakcji miasta, ostatniego dnia udałyśmy się do znajdującej się w naszej okolicy świątyni nieznanego nam zupełnie wyznania – Ligii Dobrej Woli (Legiao de Boa Vontade). Nie udałyśmy się tam bynajmniej ze względów mistycznych, ale z powodu niezwykłego kształtu kościoła i historii krążących po Brasília na jego temat. Miejsce rzeczywiście jest dosyć niezwykłe. Świątynia ma kształt piramidy, na środku głównej sali znajduje się czarno – biała spirala, po której chodzi się na bosaka (tak też uczyniłyśmy, ale pomimo zachowania przepisanej formy – najpierw ślimak czarny, potem biały, na koniec łyk święconej wody – kosmiczna energia nas nie nawiedziła), co stanowić ma formę religijnej medytacji. Podstawowym założeniem twórców wspólnoty było zjednoczenie wszystkich religii i umożliwienia wyznawcom różnych kultów modłów w jednym miejscu w ramach Totalnego Ekumenizmu. Naszym zdaniem, za dużo tu jednak portretów Chrystusa, aby wyznawcy religii niechrześcijańskich mogli się w tym otoczeniu odnaleźć. Poza symbolami chrześcijańskimi, jest też komnata egipska, gdzie przy dźwiękach muzyki, w otoczeniu posągów faraonów, można relaksować się na wygodnych fotelach. Prawdziwym ołtarzem jest jednak pokój założyciela kościoła, jego symboliczny grób i kamień symbolizujący energię kosmiczną. W gablotach powieszono portrety wielkich tego świata i dopiero tu widać prawdziwy synkretyzm Kościoła Dobrej Woli. Obok Chrystusa i Buddy, znajdują się tu portrety Dżyngis-Chana, Marylin Monroe, księżnej Diany, a nawet Ayrtona Senny. Nas jednak najbardziej ujęły podarki od przedstawicieli różnych wspólnot narodowych i religijnych zamieszkujących Brasília. Żydzi podarowali menorę, muzułmanie Koran, a Holendrzy… wazę. I tym oto optymistycznym akcentem żegnamy się z Brazylią, odezwiemy się z już Ameryki Środkowej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xAWkU6_9cP0/Tgjor67tggI/AAAAAAAABO4/sp9y3ueuHJo/s1600/P1010396.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-xAWkU6_9cP0/Tgjor67tggI/AAAAAAAABO4/sp9y3ueuHJo/s320/P1010396.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-oK4Qh91U8UM/Tgjow9mPEgI/AAAAAAAABO8/1DJCaTV_Qh8/s1600/P1010403.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-oK4Qh91U8UM/Tgjow9mPEgI/AAAAAAAABO8/1DJCaTV_Qh8/s320/P1010403.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;P.S. Odnośnie &lt;i&gt;feijoady&lt;/i&gt;, J spieszy donieść, że była bardzo smaczna, mimo że nie odważyła się spróbować frykasów takich jak uszka, ogony czy język &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Dodatkowo, poniżej, bonusowa fotka brazylijskich chrupek serowych o niebanalnej nazwie ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-eQnX31d7nKA/Tgjub-vB2pI/AAAAAAAABPA/cIo6OVevEVQ/s1600/P1010250.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-eQnX31d7nKA/Tgjub-vB2pI/AAAAAAAABPA/cIo6OVevEVQ/s320/P1010250.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-3508580915036885920?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/3508580915036885920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/brasilia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3508580915036885920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3508580915036885920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/brasilia.html' title='Brasilia'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-z4tIC7RX4-8/TgjoY6VGAJI/AAAAAAAABOk/eqQzaVylyhA/s72-c/P1010336.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-8457087628037748693</id><published>2011-06-26T01:01:00.007+02:00</published><updated>2011-06-28T21:57:57.463+02:00</updated><title type='text'>Dolina Świtu</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-98gaUAwAveU/TgZoGrzxRGI/AAAAAAAABNY/AqxUzBZLcBo/s1600/DSC04347.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="249" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-98gaUAwAveU/TgZoGrzxRGI/AAAAAAAABNY/AqxUzBZLcBo/s320/DSC04347.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Vale do Amanhecer, czyli Dolina Świtu, to niewielkie miasteczko położone 50 km od Brasília. Tym, co wyróżnia je od innych osiedli tego typu, jest grono jego mieszkańców. Pod koniec lat 50-tych, niejaka Tia Neiva (właść. Neiva Chaves Zelaya), która po śmierci męża, zarabiała na utrzymanie siebie i czwórki dzieci jako kierowca ciężarówki (rzecz zdecydowanie niezwykła, biorąc pod uwagę czas i miejsce), doznała pierwszego z licznych objawień. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Aktualnie, na należącym do brazylijskiego rządu terenie, mieszka ok. pół tysiąca członków wspólnoty, założonej przez nią pierwotnie w 1959 (w obecnej formie i lokalizacji ukształtowała się ona 10 lat później), która do dziś, doczekała się już prawie 600 kościołów na całym świecie. Co ciekawe, zbudowano je również poza granicami Brazylii, w krajach tak odległych jak Japonia, USA, Portugalia czy Niemcy. Mieszkańcy Doliny dzielą się ponoć na dwie kategorie: Duchownych i Klientów. Ci pierwsi paradują po miasteczku w niezwykłych, wielobarwnych szatach. Stroje mężczyzn przypominają trochę estetykę kostiumów z serialu Star Trek – noszą oni długie peleryny ze sztywnymi, bardzo wysokimi kołnierzami. Kobiece suknie są dużo bardziej strojne, z licznymi księżycowymi lub słonecznymi motywami - coś na kształt Gwiezdnych Wojen w połączeniu z modą hippisowską. Wiele z nich uzupełnia się także kolorowymi, tiulowymi welonami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Członkowie sekty (według Wikipedii, ich liczba wynosi globalnie ok. 120 000 osób) wierzą, że należą do starej, pozaziemskiej cywilizacji, która posiadła zdolność podróżowania w czasie i odradzania się pod różnymi postaciami. I tak, po kolonizacji naszej planety, zamieszkiwała już ona Wyspę Wielkanocną, Ateny, Rzym, Imperium Majów (do opuszczenia którego zmusiła ich wielka katastrofa nuklearna), Egipt, po to by powrócić w czasach krucjat, rewolucji francuskiej itd. Częścią składową kompleksu jest niezwykła świątynia położona na pobliskim wzgórzu, w której czci się prekolumbijskiego ducha Pai Seta Branca (jedną z reinkarnacji tego ostatniego, był ponoć św. Franciszek z Asyżu). W miejscu tym znajdują się liczne rzeźby, sztuczne wodospady i wielkie jezioro w kształcie gwiazdy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ogólnie rzecz biorąc, ruch ten charakteryzuje duży synkretyzm i przeplatają się w nim zarówno elementy chrześcijańskie, spirytystyczne, jak i wywodzące się z &lt;i&gt;condomblé czy&lt;/i&gt; pogańskich kultów solarnych/lunarnych, występujące dodatkowo w kombinacji z wiarą w kosmitów, latające spodki etc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wyjeżdżających ze wspólnoty żegna napis „Pozostajemy na łasce Waszych sądów, Bóg zapłać”. Dość to wszystko niezwykłe, trzeba przyznać, choć samym wyznawcom&amp;nbsp;musimy oddać sprawiedliwość - podczas naszego fotograficznego rajdu zachowali absolutnie stoicki spokój. Efekt zobaczcie sami: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jS7IgbdB0Bc/TgZoTL1ufCI/AAAAAAAABNc/GXQY5Qe3kp0/s1600/DSC04317.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="205" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-jS7IgbdB0Bc/TgZoTL1ufCI/AAAAAAAABNc/GXQY5Qe3kp0/s320/DSC04317.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Stb0K34bsbs/TgZoVmCN2zI/AAAAAAAABNg/g7e012RE-QU/s1600/DSC04320.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="263" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-Stb0K34bsbs/TgZoVmCN2zI/AAAAAAAABNg/g7e012RE-QU/s320/DSC04320.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Xvxcu7YbCBs/TgZoYuDShkI/AAAAAAAABNk/GVDJJcC1XS8/s1600/DSC04329.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-Xvxcu7YbCBs/TgZoYuDShkI/AAAAAAAABNk/GVDJJcC1XS8/s320/DSC04329.JPG" width="218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xPyfP2piVHA/TgZocb_N1iI/AAAAAAAABNo/UUO93pnFQkw/s1600/DSC04335.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-xPyfP2piVHA/TgZocb_N1iI/AAAAAAAABNo/UUO93pnFQkw/s320/DSC04335.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-E_so93ex2vE/TgZofyuJeAI/AAAAAAAABNs/VYbto6HiowM/s1600/DSC04340.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-E_so93ex2vE/TgZofyuJeAI/AAAAAAAABNs/VYbto6HiowM/s320/DSC04340.JPG" width="287" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-zkzvhIYggus/TgZojCVhWPI/AAAAAAAABNw/6kZ2w3uMulY/s1600/DSC04345.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-zkzvhIYggus/TgZojCVhWPI/AAAAAAAABNw/6kZ2w3uMulY/s320/DSC04345.JPG" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PCIgeD2Ud-o/TgZol9ATGUI/AAAAAAAABN0/jP-unwDmoWI/s1600/DSC04348.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="156" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-PCIgeD2Ud-o/TgZol9ATGUI/AAAAAAAABN0/jP-unwDmoWI/s320/DSC04348.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-8457087628037748693?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/8457087628037748693/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/dolina-switu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8457087628037748693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8457087628037748693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/dolina-switu.html' title='Dolina Świtu'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-98gaUAwAveU/TgZoGrzxRGI/AAAAAAAABNY/AqxUzBZLcBo/s72-c/DSC04347.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-6919889280383315067</id><published>2011-06-23T03:29:00.005+02:00</published><updated>2011-06-28T17:39:13.666+02:00</updated><title type='text'>Nikifor z Sao Jorge</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CR8VrgjEvyA/TgKWnyPyKdI/AAAAAAAABNA/r9mhMESsflI/s1600/DSC04270.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-CR8VrgjEvyA/TgKWnyPyKdI/AAAAAAAABNA/r9mhMESsflI/s320/DSC04270.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Miasteczko São Jorge ma pewną ciekawostkę. Naszą uwagę przyciągnął jeden z domków, którego ściany pomalowano w dość przerażające, choć niezwykłe kolorystycznie kompozycje. Po małym śledztwie Heloísy, okazało się, że zamieszkuje go niemy malarz – samouk, człowiek chory psychicznie, malujący w sposób nie do końca świadomy, tj. intuicyjnie, od najwcześniejszych lat życia. Jego dzieła, które można też obejrzeć w środku domostwa (rozmieszczone pomiędzy dziesiatkami pornograficznych fotosów), zainteresowały już ponoć miejskich marszandów. Poniżej zamieszczamy kilka fotek malowideł, przy których wizje Boscha to zwykły ogródek&amp;nbsp; jordanowski &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dPrmkT0qwbo/TgKWk0CD_wI/AAAAAAAABM8/KcY2h_XG3QE/s1600/DSC04269.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-dPrmkT0qwbo/TgKWk0CD_wI/AAAAAAAABM8/KcY2h_XG3QE/s320/DSC04269.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FbApBZTQjcg/TgKWqUEnu_I/AAAAAAAABNE/W74hOR8D7-Q/s1600/DSC04273.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-FbApBZTQjcg/TgKWqUEnu_I/AAAAAAAABNE/W74hOR8D7-Q/s320/DSC04273.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-JDiM2PEDLLU/TgKWtGT8_1I/AAAAAAAABNI/lknvyh-mz-M/s1600/P1010093.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-JDiM2PEDLLU/TgKWtGT8_1I/AAAAAAAABNI/lknvyh-mz-M/s320/P1010093.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1xiRQBwzXuo/TgKWvcFXL9I/AAAAAAAABNM/BDDXnGbASPg/s1600/P1010094.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-1xiRQBwzXuo/TgKWvcFXL9I/AAAAAAAABNM/BDDXnGbASPg/s320/P1010094.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_QxIvC1YzVw/TgKWxWPZVgI/AAAAAAAABNQ/kk3yxjT_tFE/s1600/P1010095.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-_QxIvC1YzVw/TgKWxWPZVgI/AAAAAAAABNQ/kk3yxjT_tFE/s320/P1010095.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6DX6DDEJqZQ/TgKWzW84QMI/AAAAAAAABNU/CUTTknj8FKY/s1600/P1010096.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-6DX6DDEJqZQ/TgKWzW84QMI/AAAAAAAABNU/CUTTknj8FKY/s320/P1010096.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-6919889280383315067?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/6919889280383315067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/nikofir-z-sao-jorge.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6919889280383315067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/6919889280383315067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/nikofir-z-sao-jorge.html' title='Nikifor z Sao Jorge'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-CR8VrgjEvyA/TgKWnyPyKdI/AAAAAAAABNA/r9mhMESsflI/s72-c/DSC04270.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-1465438216458116988</id><published>2011-06-22T22:42:00.013+02:00</published><updated>2011-07-06T07:41:27.983+02:00</updated><title type='text'>Brazylijskie wakacje</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JttLcRVt_pg/TgJWbMJGAmI/AAAAAAAABMM/7feAQCzjnhg/s1600/P1010148.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-JttLcRVt_pg/TgJWbMJGAmI/AAAAAAAABMM/7feAQCzjnhg/s320/P1010148.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nie zdążyłyśmy jeszcze dobrze odpocząć po dość morderczej podróży z Boliwii do Brasília (z krótkim postojem w wątpliwej urody mieście Campo Grande), a już wyruszyłyśmy na brazylijskie wakacje. Nie na północne wybrzeże bynajmniej, jak zapewne oczekiwaliby Ci, którym Brazylia kojarzy się głównie z plażami i sambą (trochę może jeszcze z piłką nożną i Rio &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;, ale do parku narodowego… w środku głębokiego interioru. Wbrew pozorom, nasze wakacje są jednak bardzo brazylijskie, ponieważ spędzamy czas tak, jak robi to wielu mieszkańców miasta stołecznego Brasília w trakcie dłuższych weekendów i letnich wakacji. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W miejscu tym musimy wyjaśnić, że ze zwiedzania klasycznych atrakcji Brazylii zrezygnowałyśmy z rozmysłem, ze względu na to, że odwiedziłyśmy ten kraj dość niedawno, tj. na przełomie października/listopada 2008 roku. Byłyśmy wtedy na krótkich, europejskich wakacjach, niemniej zaopatrzyłyśmy się w specjalny &lt;i&gt;pass&lt;/i&gt; linii lotniczych TAM, który pozwolił nam na intensywne podróżowanie drogą powietrzną. Pokonałyśmy wówczas trasę São Paulo - Manaus - Amazonia - Brasília - Pirenópolis - Rio de Janeiro - Foz de Iguaҫu (strona brazylijska i argentyńska wodospadów plus wizyta w paragwajskim mieście Ciudad del Este) - Embu - São Paulo. Oczywiście, w kraju tak olbrzymim jak Brazylia, miejsc wartych odwiedzenia są jeszcze setki, niemniej ze względów finansowych, tym razem musimy sobie odpuścić. Dla zainteresowanych praktycznymi aspektami podróżowania po Ameryce Południowej, ważna informacja – Brazylia jest najdroższym krajem kontynentu, wymagającym wyższych nakładów finansowych niż Chile i Argentyna. Koszt wakacji w&amp;nbsp;Brazylii będzie zbliżony do pobytu w najdroższych rejonach Europy (takich jak np. Lazurowe Wybrzeże i Skandynawia), w Australii czy Nowej Zelandii.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Dlatego właśnie, po przekroczeniu granicy boliwijsko – brazylijskiej, rozpoczęłyśmy rajd do stolicy, aby odwiedzić mieszkającego tam tatę J. Brasília jest z pewnością miejscem niezwykłym i na pewno&amp;nbsp;jeszcze o nim napiszemy. Wprawdzie Heloísa, pochodząca z São Paulo macocha J, utrzymuje, że nie jest ona ani prawdziwym miastem, ani tym bardziej Brazylią, niemniej na pewno warto poświęcić temu fenomenowi architektoniczno – społecznemu trochę uwagi. Niewątpliwie, jest to najzamożniejsze miasto tego kraju. Aby się o tym przekonać, wystarczy udać się w niedzielę nad znajdujące się na środku stolicy jezioro, na którego wodach ścigają się najnowocześniejsze skutery i motorówki (dość powiedzieć, że mimo braku dostępu do morza, to właśnie stolica może poszczycić się największą liczbą zarejestrowanych jednostek pływających w całej Brazylii). W pobliżu eleganckich barów parkują tu samochody dobrych marek, z których pozdrawiają się chłopcy w koszulkach polo z krokodylkiem i dziewczęta z torebkami LV i obowiązkowymi perełkami w uszach. Na czym wzbogacili się ich rodzice? W Brasília nie ma praktycznie ani przemysłu, ani biznesu na dużą skalę. Całe to towarzystwo, które niedzielne popołudnia spędza w elitarnych klubach sportowych, to… urzędnicy państwowi. Z polskiej perspektywy rzecz zupełnie niewyobrażalna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Gdy nadchodzi weekend, mieszkańcy miasta chętnie ruszają na wycieczki. Jednym z ulubionych ich celów jest miejsce, gdzie właśnie się znajdujemy, czyli oddalona o ok. 200 km od stolicy, Chapada dos Veadeiros. Jest to park narodowy, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Całe centrum Brazylii pokrywa &lt;i&gt;cerrado&lt;/i&gt; – rodzaj miejscowej formacji roślinnej, ni to busz, ni sawanna. Na pierwszy rzut oka nie robi oszałamiającego wrażenia – ot, suche zarośla, ale zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu, przede wszystkim, za względu na niezwykłe bogactwo flory i fauny (patrz foto poniżej). Podobno występuje tu blisko 1/3 spośród wszystkich brazylijskich gatunków zwierząt i roślin. Co więcej, po przejściu przez krzewy, oczom turystów ukazuje się pierwszy, 120-metrowy wodospad. Przy kolejnym, 80-metrowym, można wziąć kąpiel, z czego oczywiście skwapliwie skorzystałyśmy, szczególnie, że słońce praży o tej porze roku niemiłosiernie. W wodzie towarzyszyły nam nieustannie stada małych, ciekawskich rybek, które w ogóle nie boją się ludzi, a nad głowami przelatywały parami niebiesko – żółte ary. Okazji do kąpieli jest tu oczywiście więcej, ponieważ okolica obfituje w piękne strumienie oraz formacje skalne i kaniony, tworzące naturalne baseny. Pod mniejszymi wodospadami można także zażyć orzeźwiającego „hydromasażu”. Większość wodnych atrakcji znajduje się na terenie prywatnych gospodarstw, &lt;i&gt;fazendas&lt;/i&gt;, które powstały w czasach, gdy w okolicy wydobywano złoto i kryształy. Obecnie, większość z nich należy do bogatych ex-urzędników ze stolicy, którzy w ten sposób dorabiają do i tak niemałej emerytury (wjazd na ich teren to wydatek rzędu 10-15 reali od osoby). Zarobek gwarantowany, szczególnie, że wielu właścicieli nie płaci podatków – dobrym przykładem może być &lt;i&gt;pousada&lt;/i&gt;, w której spaliśmy w São Jorge, gdzie klientom nie wydaje się potwierdzenia wniesienia opłaty, nawet gdy o nie poproszą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bJrz39Djfd0/TgJWWuhHwUI/AAAAAAAABME/BfzMblBIog8/s1600/P1010120.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-bJrz39Djfd0/TgJWWuhHwUI/AAAAAAAABME/BfzMblBIog8/s320/P1010120.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Cvn1b_kDNkQ/TgJV2qdTyLI/AAAAAAAABLg/Y3g-joD726A/s1600/DSC04084.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-Cvn1b_kDNkQ/TgJV2qdTyLI/AAAAAAAABLg/Y3g-joD726A/s320/DSC04084.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-RzXbLSm_Tik/TgJV6iP1D1I/AAAAAAAABLk/uGaFlGp3hdI/s1600/DSC04115.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-RzXbLSm_Tik/TgJV6iP1D1I/AAAAAAAABLk/uGaFlGp3hdI/s320/DSC04115.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-I5ZGkqwJpfo/TgJWDI32e1I/AAAAAAAABLo/6SJhxsBzd_s/s1600/DSC04178.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-I5ZGkqwJpfo/TgJWDI32e1I/AAAAAAAABLo/6SJhxsBzd_s/s320/DSC04178.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kuq74sZ57Mk/TgJWF_bJ0hI/AAAAAAAABLs/dcD4jm_NSec/s1600/DSC04201.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-kuq74sZ57Mk/TgJWF_bJ0hI/AAAAAAAABLs/dcD4jm_NSec/s320/DSC04201.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kryształy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-UhJtv7Z76Z4/TgJWJGwSkvI/AAAAAAAABLw/CJvbsaoEElA/s1600/DSC04208.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-UhJtv7Z76Z4/TgJWJGwSkvI/AAAAAAAABLw/CJvbsaoEElA/s320/DSC04208.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ta malutka (1-1,5 cm) roślina gustuje w insektach&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Dv0G10i1z6I/TgJWM97hu_I/AAAAAAAABL0/bAzqP16YVHE/s1600/DSC04209.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-Dv0G10i1z6I/TgJWM97hu_I/AAAAAAAABL0/bAzqP16YVHE/s320/DSC04209.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Malpie Ucho&amp;nbsp;obrośnięte "bawełną"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Kryształy przyciągają jednak nie tylko urzędników. Kolejną ciekawą grupą, widoczną szczególnie w największym miasteczku w okolicy, są miłośnicy ezoteryki. W Alto Paraiso łatwiej skosztować można dań kuchni indyjskiej, niż brazylijskiej &lt;i&gt;feijoady&lt;/i&gt;, a lokalne sklepiki oferują pełną gamę hinduskich strojów, łapaczy snów i wyrobów z kamieni. Ze względu na wygląd miejscowej klienteli, miejsce to przypominało nam trochę indyjskie Goa, również pełne podstarzałych hippisów w pasiastych, szerokich spodniach i koszulkach z Kriszną.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-69e5z6a7DUQ/TgJWPROdFPI/AAAAAAAABL4/IJIbsWs3sUA/s1600/DSC04248.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="242" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-69e5z6a7DUQ/TgJWPROdFPI/AAAAAAAABL4/IJIbsWs3sUA/s320/DSC04248.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-s_LagxjkkqI/TgJWR1kV-lI/AAAAAAAABL8/rLZ5k_k6o68/s1600/DSC04256.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-s_LagxjkkqI/TgJWR1kV-lI/AAAAAAAABL8/rLZ5k_k6o68/s320/DSC04256.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cXZoTlziUC8/TgJWUNeqKuI/AAAAAAAABMA/Twp7rCZmkLo/s1600/DSC04262.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-cXZoTlziUC8/TgJWUNeqKuI/AAAAAAAABMA/Twp7rCZmkLo/s320/DSC04262.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ta roślina wytwarza olejek,&amp;nbsp;niegdyś zbierany na podpałkę&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3svQU1MW8Ec/TgJWZJi-JGI/AAAAAAAABMI/-kNfSDb1b6A/s1600/P1010127.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-3svQU1MW8Ec/TgJWZJi-JGI/AAAAAAAABMI/-kNfSDb1b6A/s320/P1010127.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Zainteresowanie kryształami jest zapewne jednym z powodów, dla których wstęp do parku narodowego możliwy jest tylko i wyłącznie w towarzystwie licencjonowanego przewodnika (koszt wynajęcia jego usług wyniósł w naszym wypadku 20 reali od osoby). Być może dobrze, że tak właśnie się dzieje, ponieważ pierwszą czynnością, jakiej oddawali się (bardzo sympatyczni skądinąd) brazylijscy turyści po przekroczeniu jego podwoi, było ponoć rozpalenie ognia pod &lt;i&gt;churrasco&lt;/i&gt;. W miejscu, gdzie wilgotność powietrza wynosi często mniej niż 30%, takie działania nieraz kończyły się tragedią. Odnośnie niesubordynacji lokalnych turystów, piękną scenę zaobserwowała na jednym z postoi Heloísa. Pan z północnego wybrzeża namiętnie dzielił się swoim prowiantem ze wspomnianymi wcześniej rybkami. Po kolejnym upomnieniu przewodnika, że ma natychmiast przestać, odburknął: „&lt;i&gt;Nic złego im się&amp;nbsp;nie stanie. To chleb pełnoziarnisty, bardzo zdrowy&lt;/i&gt;”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-eXnDUssAv5M/TgJXKCMgt4I/AAAAAAAABMU/CRntfDtTSRU/s1600/P1010228.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-eXnDUssAv5M/TgJXKCMgt4I/AAAAAAAABMU/CRntfDtTSRU/s320/P1010228.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cDsZzccQfPY/TgJXMNq9y9I/AAAAAAAABMY/TqB7uHerpnA/s1600/P1010229.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-cDsZzccQfPY/TgJXMNq9y9I/AAAAAAAABMY/TqB7uHerpnA/s320/P1010229.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PlEBgozT47U/TgJXOGX5j_I/AAAAAAAABMc/G8WA5LIkyJ8/s1600/P1010247.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-PlEBgozT47U/TgJXOGX5j_I/AAAAAAAABMc/G8WA5LIkyJ8/s320/P1010247.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-1465438216458116988?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/1465438216458116988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/brazylijskie-wakacje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1465438216458116988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1465438216458116988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/brazylijskie-wakacje.html' title='Brazylijskie wakacje'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-JttLcRVt_pg/TgJWbMJGAmI/AAAAAAAABMM/7feAQCzjnhg/s72-c/P1010148.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-9174421689290498160</id><published>2011-06-14T17:40:00.010+02:00</published><updated>2011-06-16T06:28:32.177+02:00</updated><title type='text'>Strajki, miasta, dinozaury i tortury z Guantanamo</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uqT3L_vJgto/Tfd9zMyVuMI/AAAAAAAABLE/eTId4FI79D8/s1600/DSC04024.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-uqT3L_vJgto/Tfd9zMyVuMI/AAAAAAAABLE/eTId4FI79D8/s320/DSC04024.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdziwiony dinozaur :-)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Peruwiańczycy zafundowali nam obowiązkowy powrót do Chile, blokując granicę z Boliwią. W Boliwii nie jest jednak lepiej. Chcąc wyjechać z Sucre, usłyszałyśmy na dworcu, że albo zrobimy to jutro, albo w ogóle, ponieważ pojutrze zaczyna się strajk. Przeciwko przyznaniu licencji nowym przewoźnikom, strajkować będą wszyscy kierowcy i pracownicy firm transportowych. Chcą oni utrzymania &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt;, nadmiar konkurencji im szkodzi. Patrząc na jakość boliwijskich autobusów, jesteśmy przeciwnego zdania, ale niewiele mamy tu do powiedzenia. Uciekłyśmy więc z Sucre ostatnim autokarem wraz z tłumem turystów, którzy wykupili miejsca w najgorszych gratach. Sucre jest w sumie najlepszym miejscem w Boliwii, w którym można by utknąć, ale znając temperament miejscowych, nikt nie wierzy, że strajk potrwa tylko dzień – dwa, jak obecnie zapowiadają. Dotarłyśmy do Santa Cruz i natychmiast lokalna telewizja poinformowała nas, że również tu kierowcy grożą strajkiem. Tym razem chodzi o nakaz wycofania z komercyjnego obiegu pojazdów starszych niż 12-letnie. W Boliwii oznaczałoby to, że na ulicach postałyby chyba tylko prywatne dżipy miejscowej elity. Jak twierdzą specjaliści, nowe przepisy mogłoby dotyczyć nawet 95% obecnie funkcjonujących wehikułów, z których najstarsze wyprodukowano w latach 70-tych. Kierowcy będą więc protestować. Podobne strajki szykują się w Cochabamba i innych miastach. W La Paz protest już się odbył – łamistrajki, czyli ci kierowcy &lt;i&gt;colectivos&lt;/i&gt;, którzy jednak ruszyli na trasy, byli wyciągani z wozów i publicznie karani rózgą. Za chwilę stanie cała Boliwia. Na jutro mamy jednak bilety kolejowe do granicy brazylijskiej. Kolej w Boliwii jest niemalże XIX-wieczna, państwowa i żadna konkurencja jej nie grozi, szczególnie, że po istniejących torach i tak już długo nie pojeździ. Istniej więc szansa, że pociąg jutro wyjedzie. Oby. Utknąć w Santa Cruz byłoby karą, na jaką nie zasłużyłyśmy. &lt;/span&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Turyści jadący do Rio de Janeiro wydają pieniądze na wycieczkę, która zabierze ich do &lt;i&gt;faveli&lt;/i&gt;. Teraz się z tego śmiejemy, ale gdy blisko 3 lata temu byłyśmy w tym mieście, same się na taki &lt;i&gt;tour&lt;/i&gt; wybrałyśmy. Niepotrzebnie. Architektonicznie, La Paz to jedna wielka &lt;i&gt;favela&lt;/i&gt;. W dodatku zwiedza się ją za darmo (nie licząc kosztów dostania się do samego miasta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt; :-&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;). Aż trudno uwierzyć, że tyle ceglanych, nieotynkowanych domków może się zmieścić na stromych wzgórzach miasta. Brzydko, brudno, smog i bieda, a jednak miasto to ma jakiś swój przewrotny urok. Jedyną atrakcją La Paz jest mocno turystyczny targ czarownic, na którym można zakupić różne czarodziejskie mikstury oraz zasuszone płody lam, przynoszące podobno szczęście. Gdy opuściłyśmy La Paz, każde kolejne miasto wydawało nam się gorsze. Uyuni, Potosí czy bardzo tropikalne i „brazylijskie” w klimacie Santa Cruz – żadne nie zachęcało do spacerów ani spędzenia w nim więcej czasu niż było to konieczne. Gdy wjechałyśmy do Sucre, poczułyśmy się, jakbyśmy przeniosły się do innego świata. W jakiś cudowny sposób, konstytucyjna stolica Boliwii (obecnie siedzibę ma tu tylko władza sądownicza, co zresztą widać gołym okiem - adwokatów jest w Sucre więcej niż kurzu na ulicach) zachowała kolonialny charakter, starą architekturę, urocze placyki i miłe uliczki. Co więcej, daje możliwość zobaczenia ciekawostki, jaką są świetnie zachowane odciski łap… dinozaurów. Na obrzeżach miasta działa francuska cementownia. W trakcie wykopywania kolejnej porcji piachu, pracownicy fabryki odkryli odciśnięte ślady stóp tych gadów. Cały czas nie możemy uwierzyć, że na widok czegoś, co przypomina gigantyczny ślad kurzej łapy, zamiast kopać dalej, robotnicy zawołali naukowców. Jesteśmy pełne podziwu dla ich intuicji. Samo Parque Cretácico oferuje raczej rozrywkę dla dzieci (naturalnej wielkości modele dinozaurów i potępieńcze odgłosy, wydobywające się z głośników), ale jako że każda z nas zachowała w sobie całkiem sporo z dziecka – świetnie się w nim bawiłyśmy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-XFi9o21X0aI/Tfd9opvsUGI/AAAAAAAABKs/nAJ14oK8zp8/s1600/DSC02783.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-XFi9o21X0aI/Tfd9opvsUGI/AAAAAAAABKs/nAJ14oK8zp8/s320/DSC02783.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;La Paz w dzień...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ejlkS_ZAOxo/Tfd9qzTMRoI/AAAAAAAABKw/NFYr-2X5qco/s1600/DSC03257.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-ejlkS_ZAOxo/Tfd9qzTMRoI/AAAAAAAABKw/NFYr-2X5qco/s320/DSC03257.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;i w nocy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-TqXOFuNOoAQ/Tfd9eXRidiI/AAAAAAAABKY/fdJ7sA82_iw/s1600/DSC02484.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-TqXOFuNOoAQ/Tfd9eXRidiI/AAAAAAAABKY/fdJ7sA82_iw/s320/DSC02484.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Płody lam&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-36egjZlHSPw/Tfd9syOPR6I/AAAAAAAABK0/GyR7kkdzvIg/s1600/DSC03952.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-36egjZlHSPw/Tfd9syOPR6I/AAAAAAAABK0/GyR7kkdzvIg/s320/DSC03952.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sucre&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-TeJ_COhCz-k/Tfd9wHOpeeI/AAAAAAAABK8/-ySgaqK46q4/s1600/DSC04017.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-TeJ_COhCz-k/Tfd9wHOpeeI/AAAAAAAABK8/-ySgaqK46q4/s320/DSC04017.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--Sf1ax6RXTY/Tfd9xi4LoSI/AAAAAAAABLA/iJgWsa4wNQg/s1600/DSC04020.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/--Sf1ax6RXTY/Tfd9xi4LoSI/AAAAAAAABLA/iJgWsa4wNQg/s320/DSC04020.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-912YuF9BID0/Tfd90-FJM-I/AAAAAAAABLI/DHAR1ZvstOk/s1600/DSC04045.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-912YuF9BID0/Tfd90-FJM-I/AAAAAAAABLI/DHAR1ZvstOk/s320/DSC04045.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ślady dinozaurów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wn6WfoYLLqY/Tfd9279Du9I/AAAAAAAABLM/w7jwButJHCo/s1600/DSC04060.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="297" src="http://1.bp.blogspot.com/-wn6WfoYLLqY/Tfd9279Du9I/AAAAAAAABLM/w7jwButJHCo/s320/DSC04060.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Peru i Boliwia skonfrontowały nas też z pewnym problemem, tym razem natury komunikacyjnej i nie chodziło bynajmniej o kłopoty językowe, a raczej kulturowe. Dla przykładu podajemy dwa dialogi, ale w rzeczywistości podobne sytuacje miały miejsce dosłownie codziennie:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;1) Jedziemy luksusowym autobusem w Peru, stewardesa roznosi napoje&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Stewardesa: Kawa?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: Poproszę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;S: Z cukrem i mlekiem?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: Tak, poproszę z cukrem i mlekiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;S: (&lt;i&gt;nalewając kawę&lt;/i&gt;)Nie ma mleka. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;2) W turystycznym barze w Boliwii chciałyśmy napić się piwa&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: Czy jest zimne piwo?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Kelner: Zaraz spytam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wraca po chwili z zaplecza.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;K: Tak jest „Salta” i „Paceña”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: To świetnie, poproszę 2 zimne „Paceñe”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;K&lt;i&gt;: (wraca po chwil z pustymi rękoma)&lt;/i&gt; Nie ma zimnej „Paceñi”, mogę przynieść ”Saltę” z lodówki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: Niech będą zatem 2 zimne „Salty”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;K: &lt;i&gt;(zagląda do lodówki)&lt;/i&gt; Eee… jest tylko jedna zimna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: To poproszę tę jedną zimną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Kelner podaje jedno piwo i odchodzi. Po chwili wraca skonsternowany.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;K: To nie chcesz dwóch?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J: Mówiłeś przecież, że jest tylko jedna?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;K: No tak, ale mógłbym włożyć jeszcze jedną do lodówki…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Koniec końców, jak powiedział, tak zrobił i… zapomniał o sprawie, zajmując się intensywnie gonieniem po zapleczu jednej z koleżanek (w sensie dosłownym). Napitek trafił na nasz stół godzinę później i… po trzech interwencjach w kuchni. W międzyczasie, pewna zniechęcona para turystów opuściła lokal, nie doczekawszy się najmniejszej oznaki zainteresowania ze strony personelu. Jak zresztą dziesiątki innych w różnych knajpach na terenie obydwu krajów, ponieważ standardem jest, że to klient musi podejść do baru i upomnieć się o kartę, a następnie przyjęcie i zrealizowanie zamówienia, a nie na odwrót.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Co ciekawe, zarówno Boliwijczycy, jak i Peruwiańczycy, dość przyjaźnie odnoszą się do Hiszpanów, co nie zawsze jest normą wśród Latynosów. Skąd o tym wiemy? J, która mówi po hiszpańsku z madryckim akcentem (mieszkała kiedyś w tym mieście), jest tu brana przez wszystkich za przedstawicielkę właśnie tej nacji. Paradoksalnie, w lokalsach budzi to jakąś "panhispanistyczną" solidarność, co przekłada się na... korzyści majątkowe. Łapiąc taksówkę, J płaci połowę ceny, którą wynegocjowałaby P. Ta ostatnia i tak jest jednak o 50% niższa od tej, która podana zostanie &lt;i&gt;gringos&lt;/i&gt;, mówiącym z angielskim akcentem (niezależnie od tego, czy pochodzą z Wlk. Brytanii, USA czy Kanady). Ta sama reguła obowiązuje w małych sklepikach :-) &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Tak jak kłopoty komunikacyjne w kontaktach z mieszkańcami Peru i Boliwii są dla nas tajemnicą, kolejny kulturowy fenomen rozgryzłyśmy dość szybko ;-) Dla mieszkańców tych krajów, rozrywka i relaks oznaczają obowiązkowo muzykę lub telewizję wyjące na pełen regulator (jak wiadomo, cisza oznacza śmierć). Dotyczy to sklepów, knajp i, przede wszystkim, autobusów. W obydwu krajach, ze względu na ich rozmiary (prawie 3,5 – 4 razy większe od Polski), górzystość i fatalną jakość dróg (w Boliwii nieporównywalnie gorszą niż w Peru) w autobusach spędza się ogromną ilość czasu. A to oznacza nieustające godziny hałasu na poziomie decybeli, jaki człowiek ledwo jest w stanie znieść (dla nas osobiście ta granica jest znacznie przekroczona). Wyje muzyka, wyją filmy, które dobierane są głownie pod kątem ilości wystrzelonej amunicji i zadanych ciosów. Hałas trwa non stop, a każda firma autobusowa reklamuje się hasłem „&lt;i&gt;Mamy tv i dvd&lt;/i&gt;”. Jesteśmy absolutnie przekonane, że gdyby jakiekolwiek towarzystwo przewozowe pochwaliłoby się sloganem „&lt;i&gt;Mamy zepsute telewizory i głośniki&lt;/i&gt;”, zrobiłoby furorę wśród turystów, którzy wybieraliby je niezależnie od jakości floty. Tak się jednak nie dzieje. Problem nie jest typowo latynoski. Dotyczy właściwie całego biednego świata. W Azji telewizory wyły od Ułan Bator do Singapuru, ucichły dopiero w Indonezji (martwa cisza panowała w autokarach w Japonii; w autobusach w Indiach, które zostały wypuszczone na rynek chyba jeszcze przed wynalezieniem radia, słychać było za to potworny, aczkolwiek ludzki gwar ;-). W Ameryce Południowej &lt;i&gt;entertainment &lt;/i&gt;ucichł dopiero w gorszych autobusach w Boliwii. Zanim jednak tak się stało, doprowadzał nas do rozpaczy. 10 h potwornego hałasu, z przewagą andyjskiej &lt;i&gt;cumbi&lt;/i&gt; (gatunek ten nijak ma się do swego kolumbijskiego pierwowzoru. W wariancie lokalnym polega najczęściej na lamencie wyrażanym przez śpiewający głos kobiecy &lt;i&gt;„Miiiiiłości moja, czemu odszedłeś, gdy miał być ślub?”&lt;/i&gt; i towarzyszącym mu pokrzykiwaniom głosu męskiego, które są, zapewne, jakąś fantazją na temat rapu &lt;i&gt;„No właśnie!”, „Powiedz to!”&lt;/i&gt;, tudzież koncertem życzeń &lt;i&gt;„Dla naszych przyjaciół z Puno, Arequipy i Urubamby!”&lt;/i&gt;. Czasem mężczyzna może jeszcze zagrozić &lt;i&gt;„Kupię sobie piwko”&lt;/i&gt;, a wszystko to w niezmiennym, galopującym rytmie i przy podkładzie muzycznym obejmującym skalą cztery nuty). Nienawidzimy tej muzyki jak mało czego i nie jesteśmy w tej antypatii odosobnione. Przy pomocy heavy metalu, torturowano ponoć więźniów w Guantanamo. Rozumiemy działanie tego mechanizmu aż za dobrze. Co więcej, wiemy, że dopóki nie wrócimy do Europy, w tej kwestii nic nie zmieni się na lepsze. Rozliczne modele zatyczek do uszu, w które się zaopatrzyłyśmy, obniżają jedynie poziom hałasu do bardziej akceptowalnego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;To nasze pożegnanie z Boliwią. Jutro wjeżdżamy do Brazylii, gdzie spędzimy 10 dni u taty J, odpoczywając i zbierając siły przed ostatnim, środkowoamerykańskim odcinkiem naszej podróży. Na pewno jednak pokażemy Wam na zdjęciach architektoniczne kuriozum, jakim jest Brasilia i podzielimy się paroma brazylijskimi wrażeniami. W najbliższą sobotę J wybiera się z tatą na &lt;i&gt;feijoadę&lt;/i&gt; (narodowe danie Brazylijczyków), więc jeśli odważy się zjeść świńskie uszy i inne „galanterie” w fasolce (wegetariańska złośliwość P, aczkolwiek ten opis nie jest bardzo daleki od prawdy), to doniesiemy również o jej wrażeniach kulinarnych.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wSoP_68gIEI/Tfd9gdEyCgI/AAAAAAAABKc/PYNSlLO2Swc/s1600/DSC02529.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-wSoP_68gIEI/Tfd9gdEyCgI/AAAAAAAABKc/PYNSlLO2Swc/s320/DSC02529.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tiwanaku to ruiny preinkaskiej cywilizacji znad jeziora Titikaka, najważniejsze i najciekawsze stanowisko archeologiczne Boliwii.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kGJYTpBPBwc/Tfd_f7ZBRbI/AAAAAAAABLY/GWfrRK1QgHE/s1600/DSC02557.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-kGJYTpBPBwc/Tfd_f7ZBRbI/AAAAAAAABLY/GWfrRK1QgHE/s320/DSC02557.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2Zk5Ctxe_oE/Tfd_h63K1LI/AAAAAAAABLc/jSsEr_BwE-Q/s1600/DSC02567.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-2Zk5Ctxe_oE/Tfd_h63K1LI/AAAAAAAABLc/jSsEr_BwE-Q/s320/DSC02567.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jakkolwiek teorie Thora Heyerdhala o zasiedleniu Polinezji przez południowoamerykańskich Indian nie znalazły uznania wśród naukowców, podobieństwo posągów z Tiwanaku do Moai z Wyspy Wielkanocnej jest uderzające &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-OL2rMwEvpAQ/Tfd9maMESNI/AAAAAAAABKo/SBMWwpof4bg/s1600/DSC02605.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-OL2rMwEvpAQ/Tfd9maMESNI/AAAAAAAABKo/SBMWwpof4bg/s320/DSC02605.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-9174421689290498160?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/9174421689290498160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/strajki-miasta-dinozaury-i-tortury-z.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9174421689290498160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/9174421689290498160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/strajki-miasta-dinozaury-i-tortury-z.html' title='Strajki, miasta, dinozaury i tortury z Guantanamo'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-uqT3L_vJgto/Tfd9zMyVuMI/AAAAAAAABLE/eTId4FI79D8/s72-c/DSC04024.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-8141775949034132719</id><published>2011-06-11T23:48:00.010+02:00</published><updated>2011-06-14T17:43:59.553+02:00</updated><title type='text'>Uyuni</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-62aC23cvmkQ/TfPgm9h0dMI/AAAAAAAABKA/7pioH-GqIDk/s1600/DSC03875.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-62aC23cvmkQ/TfPgm9h0dMI/AAAAAAAABKA/7pioH-GqIDk/s320/DSC03875.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Największą atrakcją turystyczną Boliwii jest bez dwóch zdań Salar de Uyuni. To największe solnisko na świecie - biała, bezkresna pustynia. Można go właściwie zobaczyć jedynie w trakcie zorganizowanej wycieczki (lub wynajmując dżipa z kierowcą, co wychodzi na jedno, więc szkoda pieniędzy) Ci, którzy mają mało czasu lub gotówki, mogą pojechać na wycieczkę jednodniową, nie dociera się wtedy jednak w głąb pustynnych rejonów pogranicza Boliwii, Chile i Argentyny. A warto. Dlatego też, większość turystów decyduje się na wyjazd 2-3 dniowy. Pierwszy dzień poświęcony jest głównie solnisku – jeździ się po nim dżipem, odwiedza porośniętą tysiącletnimi kaktusami wyspę Incahuasi, strzela setki zdjęć białego bezkresu, przypominającego do złudzenia śnieg. Dwa kolejne dni to kamienna pustynia, formacje skalne i laguny. Najpiękniejszą z nich jest niewątpliwie La Laguna Colorada - swój czerwonawy kolor zawdzięcza specyficznemu planktonowi. Ten z kolei jest pokarmem licznie występujących tu flamingów, których upierzenie właśnie dzięki takiej diecie staje się różowawe. Te piękne ptaki migrują jednak w czerwcu do cieplejszych rejonów Chile i Argentyny, miałyśmy więc wielkie szczęście, że udało nam się je jeszcze zobaczyć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_zPHEU3IeEs/TfPf7wmAcwI/AAAAAAAABI8/ffVmldHdkXk/s1600/DSC03321.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-_zPHEU3IeEs/TfPf7wmAcwI/AAAAAAAABI8/ffVmldHdkXk/s320/DSC03321.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pgieuSmQ5jg/TfPf95H4t5I/AAAAAAAABJA/rmO8yVBUIh8/s1600/DSC03324.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-pgieuSmQ5jg/TfPf95H4t5I/AAAAAAAABJA/rmO8yVBUIh8/s320/DSC03324.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KkhWPypsOco/TfPgAV7vRtI/AAAAAAAABJE/RAgbE_8BzHE/s1600/DSC03348.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-KkhWPypsOco/TfPgAV7vRtI/AAAAAAAABJE/RAgbE_8BzHE/s320/DSC03348.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bm0pzdt92C8/TfPgCqeqYUI/AAAAAAAABJI/q1EFFVlfGb0/s1600/DSC03391.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-bm0pzdt92C8/TfPgCqeqYUI/AAAAAAAABJI/q1EFFVlfGb0/s320/DSC03391.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na środku solnej pustyni wyrasta wyspa porośnięta tysiącletnimi kaktusami&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bzaHlKWDXQU/TfPgE_GQE0I/AAAAAAAABJM/x-t8yFb59fk/s1600/DSC03399.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-bzaHlKWDXQU/TfPgE_GQE0I/AAAAAAAABJM/x-t8yFb59fk/s320/DSC03399.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QQiKqbqWDxc/TfPgHosyXOI/AAAAAAAABJQ/bZTTN9X293c/s1600/DSC03421.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-QQiKqbqWDxc/TfPgHosyXOI/AAAAAAAABJQ/bZTTN9X293c/s320/DSC03421.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Miejsce spoczynki najstarszego kaktusa - 12 metrów wysokości, ok. 1200 lat, zmarł w 2007.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-71lClYGeALM/TfPgKBv6IcI/AAAAAAAABJU/FDnskoYKsTM/s1600/DSC03446.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-71lClYGeALM/TfPgKBv6IcI/AAAAAAAABJU/FDnskoYKsTM/s320/DSC03446.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-pkMu3spdTYg/TfPgMp3Sy3I/AAAAAAAABJY/DLmnlsdSu4s/s1600/DSC03480.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-pkMu3spdTYg/TfPgMp3Sy3I/AAAAAAAABJY/DLmnlsdSu4s/s320/DSC03480.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Mniej szczęścia miałyśmy za to, decydując się na skorzystanie z usług firmy Siloli Tours (beznadziejny przewodnik, tragiczne warunki zakwaterowania drugiej nocy i problemy z odzyskaniem bagaży po powrocie do miasteczka), niemniej wspaniałe widoki i sympatyczne francusko – brazylijskie towarzystwo wynagrodził nam te niedostatki. Trzeba jednak powiedzieć to głośno – w okolicach Salaru nie ma co liczyć na żadne luksusy. Okoliczne hostele nie maja ogrzewania (czasami, właściciel włączy wieczorem piecyk, ale tylko w jadalni, sypialnie są pioruńsko zimne), prywatnych łazienek i toalet, woda w kranie zazwyczaj jest zimna. Pierwszej nocy spałyśmy w pokoju 2-osobowym (z obskurną dzieloną toaletą i płatnym prysznicem) w tak zwanym hotelu solnym, czyli przybytku wykonanym w całości z brył soli, co samo w sobie było atrakcją. Drugi nocleg był znacznie gorszy - nasza szóstka, jako jedyna grupa gości w położonym nieco na uboczu przybytku, spędziła noc w posępnej, wieloosobowej sali przy braku prysznica i ogrzewania, a temperatura za oknem spadała poniżej -15 stopni. Dziękowałyśmy Opatrzności za nasze śpiwory, jednak wstać z łóżka o piątej rano i tak nie było łatwo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-eiVjG11Szaw/TfPgPRq49MI/AAAAAAAABJc/Jk-aHIrLGMA/s1600/DSC03618.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="190" src="http://2.bp.blogspot.com/-eiVjG11Szaw/TfPgPRq49MI/AAAAAAAABJc/Jk-aHIrLGMA/s320/DSC03618.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wiskacza&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-klRSScHYEyc/TfPgR1wrU0I/AAAAAAAABJg/Jt8cp7UVNnI/s1600/DSC03622.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-klRSScHYEyc/TfPgR1wrU0I/AAAAAAAABJg/Jt8cp7UVNnI/s320/DSC03622.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SFPkViQh04E/TfPgUUvlfZI/AAAAAAAABJk/MPVBDM3TjXE/s1600/DSC03630.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-SFPkViQh04E/TfPgUUvlfZI/AAAAAAAABJk/MPVBDM3TjXE/s320/DSC03630.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Laguna Colorada&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dKPn8AqXHuk/TfPgWRRtptI/AAAAAAAABJo/9qiO8DbFu8A/s1600/DSC03670.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-dKPn8AqXHuk/TfPgWRRtptI/AAAAAAAABJo/9qiO8DbFu8A/s320/DSC03670.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-mIpz3sT5IVQ/TfPj5h1AjSI/AAAAAAAABKE/T_z3LDxGcC8/s1600/DSC03700.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-mIpz3sT5IVQ/TfPj5h1AjSI/AAAAAAAABKE/T_z3LDxGcC8/s320/DSC03700.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dwnffml-AGY/TfPgY-vRYpI/AAAAAAAABJs/_pWJmlofdmU/s1600/DSC03700.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KP3SJ-t-cKE/TfPga6RtAnI/AAAAAAAABJw/uxMbjtwyAhw/s1600/DSC03744.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-KP3SJ-t-cKE/TfPga6RtAnI/AAAAAAAABJw/uxMbjtwyAhw/s320/DSC03744.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Gorące źródła, temperatura powietrza minus 5, jedyna odważna w wodzie - jak zwykle J.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Z24ZhxXXqRg/TfPgeMLPcSI/AAAAAAAABJ0/HTUywpCFix0/s1600/DSC03754.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-Z24ZhxXXqRg/TfPgeMLPcSI/AAAAAAAABJ0/HTUywpCFix0/s320/DSC03754.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gADGBnpsG4M/TfPggxTxF-I/AAAAAAAABJ4/yYUaR_xLjyY/s1600/DSC03797.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-gADGBnpsG4M/TfPggxTxF-I/AAAAAAAABJ4/yYUaR_xLjyY/s320/DSC03797.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-WVXFD8Hcry8/TfPgkYdAnWI/AAAAAAAABJ8/nRAWvjm2RZw/s1600/DSC03825.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-WVXFD8Hcry8/TfPgkYdAnWI/AAAAAAAABJ8/nRAWvjm2RZw/s320/DSC03825.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Salar, jak sama nazwa wskazuje, to gigantyczne źródło soli. W dodatku, co roku (po porze deszczowej) przybywa nowa jej warstwa. Jak często ma to miejsce w przypadku krajów rozwijających się, Boliwijczycy przetwarzają sól z Uyuni jedynie na własne potrzeby, podczas gdy z pobliskich lagun Belgowie pełną parą wydobywają boraks&lt;span style="color: black;"&gt;. &lt;/span&gt;Ostatnio, pod powierzchnią Salaru de Uyuni, odkryto ponoć największe złoża litu na świecie - białe solne jezioro zawiera w sobie 75% światowej rezerwy tego pierwiastka, bez którego nie ruszy żadna komórka ani komputer. Teoretycznie, może to stanowić ogromną finansową szansę dla skrajnie biednej Boliwii. Kraj nie ma jednak środków, sprzętu, technologii i wykształconych kadr aby samodzielnie go wydobyć. Zagraniczne koncerny są chętne natychmiast wkroczyć na Salar i zacząć kopać. Evo Morales, pod wpływem swojego najbliższego politycznego przyjaciela Hugo Chaveza, pokazuje jednak międzynarodowemu kapitałowi środkowy palec. Lit leży i czeka, w Boliwii bieda nadal piszczy. Inna sprawa, że początek wydobycia może stać się końcem turystyki w tym regionie. Rejon na południe od miasta Uyuni jest na razie niemalże dziewiczy (poza kilkoma miejscami, w których zbiera się sól i boraks&lt;span style="background-color: white;"&gt;) &lt;/span&gt;i stanowi to o jego turystycznej atrakcyjności. Rozkopane laguny, ciężki sprzęt rozjeżdżający pustynię, flamingi na przymusowej, stałej emigracji w Chile – za parę lat może nie być czego oglądać. Obyśmy się w tych kasandrowych przepowiedniach myliły.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-8141775949034132719?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/8141775949034132719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/uyuni.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8141775949034132719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8141775949034132719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/uyuni.html' title='Uyuni'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-62aC23cvmkQ/TfPgm9h0dMI/AAAAAAAABKA/7pioH-GqIDk/s72-c/DSC03875.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-8107060887151721330</id><published>2011-06-06T20:13:00.002+02:00</published><updated>2011-06-11T23:51:27.123+02:00</updated><title type='text'>Lucha libre a la boliviana</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tosx_Gn5gQ4/Te0XDsvrgsI/AAAAAAAABI4/eQBqNm3y0dg/s1600/DSC02897.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-tosx_Gn5gQ4/Te0XDsvrgsI/AAAAAAAABI4/eQBqNm3y0dg/s320/DSC02897.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Po morderczym wysiłku wspinaczki na Huayna Potosí, zdecydowałyśmy się na rozrywkę innego sortu. Wybrałyśmy się bowiem na walki &lt;i&gt;lucha libre&lt;/i&gt; w Coliseo Multifuncional. Ta mocno podniszczona hala sportowa mieści się w Ceja, dzielnicy El Alto, bliźniaczego miasta La Paz. Co niedzielę, zapełnia się ona boliwijskimi rodzinami i grupami turystów spragnionych niecodziennych igrzysk. Cudzoziemcy stanowią mniej więcej 1/3 widowni i sprzedawane są dla nich specjalne pakiety (ok. 11$, dla porównania cena wejściówki dla lokalsów to 1$). Obejmują one za to transport w obie strony, przekąskę (jak się później okaże, bardzo ważny element), suwenir i, przede wszystkim, miejsca VIP, czyli w rzędach wokół ringu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Gdy po zapowiedzi konferansjera w dresie, zza złotej kotary wysunął się pierwszy zawodnik, chuderlawy El Picudo (w masce z dziobem), ciężko było powstrzymać się od śmiechu. Turyści spoglądali na siebie zdumieni kiedy boliwijska publiczność zaczęła buczeć. Gdy w drugim narożniku stanął zamaskowany paker, publiczność oszalała. ”&lt;i&gt;Dawaj, zabij go&lt;/i&gt;!” – usłyszałyśmy zza pleców. Gdy się obejrzałyśmy, ku naszemu zdziwieniu, ujrzałyśmy tam… stateczną indiańską matronę z małym synkiem, równie podekscytowanym jak ona sama. Potem było już tylko lepiej. Szczególnie, że szybko okazało się, że miejsca VIP oznaczają bezpośredni udział niemal we wszystkich walkach. I tak, wspomniany El Picudo jako pierwszy pięknie wylądował na kolanach zachwyconych Australijczyków. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QwaKh_XvbAA/Te0Wlyz_wwI/AAAAAAAABHo/pPcuQdMBE-o/s1600/DSC02816.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-QwaKh_XvbAA/Te0Wlyz_wwI/AAAAAAAABHo/pPcuQdMBE-o/s320/DSC02816.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aCUkUWaiiu8/Te0WpZn-PNI/AAAAAAAABHs/-tD0y_ZUzRw/s1600/DSC02817.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-aCUkUWaiiu8/Te0WpZn-PNI/AAAAAAAABHs/-tD0y_ZUzRw/s320/DSC02817.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-jeME1fJ950k/Te0WrFQdBRI/AAAAAAAABHw/XCouGIFR3B0/s1600/DSC02839.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-jeME1fJ950k/Te0WrFQdBRI/AAAAAAAABHw/XCouGIFR3B0/s320/DSC02839.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Walki odbywają się zawsze według tego samego scenariusza – jako pierwszy anonsowany jest „zły” zawodnik. Od pierwszej chwili robi on zresztą wszystko, by widownia go znienawidziła, obraża, pokazuje widzom trzeci palec, polewa ich colą i sokami. Publika nie pozostaje mu dłużna, na pierwszy ogień idą wyzwiska, z których „&lt;i&gt;feo&lt;/i&gt;” (brzydki) i „&lt;i&gt;desgraciado&lt;/i&gt;”(niewdzięcznik) stanowią najlżejsze. Nobliwa pani za nami wolała kwestionować heteroseksualność zarówno wszystkich złych zapaśników, jak i sędziów, co miało tu być zapewne synonimem tchórzostwa. Chwilę później, na ringu pojawia się zawodnik „dobry” – trybuny szaleją, przynajmniej do chwili, gdy zza kotary nie wychyli nosa sędzia. Co ciekawe, w boliwijskim wrestlingu to najbardziej znienawidzona postać – zawsze spiskuje z zawodnikiem „złym”. W tym momencie w ruch idzie już broń gastronomiczna – popcorn, kostki kurczaka etc. Jako że emocje szybko się udzielają, zachwyceni turyści (połowa z nich zdążyła zakupić zapaśnicze maski) sięgają po swoje snacki, na rzuty którymi otrzymali wcześniej pozwolenie organizatorów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qsnRh4ktUc0/Te0WlNCy8vI/AAAAAAAABHk/cywVey32Ydo/s1600/DSC02799.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-qsnRh4ktUc0/Te0WlNCy8vI/AAAAAAAABHk/cywVey32Ydo/s320/DSC02799.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VZf-UiIX3cA/Te0WriSXRGI/AAAAAAAABH0/VWa3HrI9JJQ/s1600/DSC02868.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-VZf-UiIX3cA/Te0WriSXRGI/AAAAAAAABH0/VWa3HrI9JJQ/s320/DSC02868.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4CRacTY7o3c/Te0XCeTCEWI/AAAAAAAABIw/b8CVJPiTpRo/s1600/DSC03246.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-4CRacTY7o3c/Te0XCeTCEWI/AAAAAAAABIw/b8CVJPiTpRo/s320/DSC03246.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Niektórzy mają podzielną uwagę&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jednak gwiazdami wieczoru są bezapelacyjnie cholitas – czysto boliwijski wynalazek, indiańskie zapaśniczki występujące w warkoczach i strojach kobiet Ajmara z obowiązkową falbaniastą spódnicą &lt;i&gt;pollera&lt;/i&gt; i melonikiem. Gdy na ringu pojawiła się pierwsza z nich, kobiety w hali dosłownie oszalały. Entuzjazm udzielił się wszystkim i nawet lekko sceptyczna z początku P zaczęła podskakiwać i wiwatować na cześć Alicii Flores &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;. Dzielna cholita dała oczywiście łupnia zarówno podłemu El Fiera, jak i sędziemu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9ZNIvVtcUKk/Te0WtWOV4oI/AAAAAAAABH8/HdzN4i3Usgs/s1600/DSC02924.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-9ZNIvVtcUKk/Te0WtWOV4oI/AAAAAAAABH8/HdzN4i3Usgs/s320/DSC02924.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Gb1_8eT29KY/Te0Wt8_cgWI/AAAAAAAABIA/A8Ci7rQHEAo/s1600/DSC02944.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-Gb1_8eT29KY/Te0Wt8_cgWI/AAAAAAAABIA/A8Ci7rQHEAo/s320/DSC02944.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MAWiM96EGU4/Te0WueRLg4I/AAAAAAAABIE/TMk40VhdbmI/s1600/DSC02950.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-MAWiM96EGU4/Te0WueRLg4I/AAAAAAAABIE/TMk40VhdbmI/s320/DSC02950.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Naszą idolką bezapelacyjnie została jednak, &lt;i&gt;nomen omen&lt;/i&gt;, cholita Paulina, która nie tylko pokonała absolutnie wszystkich, podpalając na zakończenie wieczoru nieco mrocznego delikwenta zwanego La Momia Negra (Czarna Mumia), ale też zatańczyła w rytm przeboju Shakiry „Loca”, wywołując tym histeryczną reakcję widzów. Dodatkowo, wraz ze swoją przeciwniczką dokonały największej destrukcji w hali, dosłownie zmiatając z powierzchni kilka rzędów plastikowych krzeseł z sektoru VIP (co ciekawe, najbardziej poszkodowanym okazał się ten sam Australijczyk, na kolanach którego wylądował wcześniej El Picudo, zgnieciony teraz przez obfitą zapaśniczkę).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-feKoMIXLAWU/Te0WvWRTnMI/AAAAAAAABII/7zYCioXeDtM/s1600/DSC03048.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-feKoMIXLAWU/Te0WvWRTnMI/AAAAAAAABII/7zYCioXeDtM/s320/DSC03048.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Cholita Paulina&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--BgkFyyvWew/Te0WwMebNPI/AAAAAAAABIM/B4sns5Ys_ZM/s1600/DSC03104.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/--BgkFyyvWew/Te0WwMebNPI/AAAAAAAABIM/B4sns5Ys_ZM/s320/DSC03104.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chwyt za warkocz&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_e7djP6DsAM/Te0Ww4WcCfI/AAAAAAAABIQ/4vUBvZAoLYY/s1600/DSC03121.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-_e7djP6DsAM/Te0Ww4WcCfI/AAAAAAAABIQ/4vUBvZAoLYY/s320/DSC03121.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ItF7VsKQbw4/Te0Wxa0rZKI/AAAAAAAABIU/CFQOCBY3WQo/s1600/DSC03124.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-ItF7VsKQbw4/Te0Wxa0rZKI/AAAAAAAABIU/CFQOCBY3WQo/s320/DSC03124.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Demolka sektora VIP, w tle operator francuskiej TV&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0lj51KADRrc/Te0WyIqxhuI/AAAAAAAABIY/SE8MLCA2FBE/s1600/DSC03134.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-0lj51KADRrc/Te0WyIqxhuI/AAAAAAAABIY/SE8MLCA2FBE/s320/DSC03134.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FTa3T2i2iyk/Te0WykWCmII/AAAAAAAABIc/HfKU7cTkM_I/s1600/DSC03153.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-FTa3T2i2iyk/Te0WykWCmII/AAAAAAAABIc/HfKU7cTkM_I/s320/DSC03153.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sędziemu też się dostało&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6509GikSpRE/Te0WzEHuaDI/AAAAAAAABIg/l60bASqvTEY/s1600/DSC03183.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-6509GikSpRE/Te0WzEHuaDI/AAAAAAAABIg/l60bASqvTEY/s320/DSC03183.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-X8b9322Prx4/Te0WzxFu1RI/AAAAAAAABIk/BXg3pWkxLWc/s1600/DSC03225.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-X8b9322Prx4/Te0WzxFu1RI/AAAAAAAABIk/BXg3pWkxLWc/s320/DSC03225.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-nz6jicA8K_U/Te0XAkNYq2I/AAAAAAAABIo/G0pxDjcte1w/s1600/DSC03233.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-nz6jicA8K_U/Te0XAkNYq2I/AAAAAAAABIo/G0pxDjcte1w/s320/DSC03233.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DnPMvhZEgiA/Te0XBl37cFI/AAAAAAAABIs/tvgvfSeRDZQ/s1600/DSC03234.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-DnPMvhZEgiA/Te0XBl37cFI/AAAAAAAABIs/tvgvfSeRDZQ/s320/DSC03234.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Generalnie, bawiłyśmy się przednio ja, (J), w którymś momencie dosłownie popłakałam się ze śmiechu, P za to, cała zadowolona, skakała z aparatem po hali, uciekając przed rozprzestrzeniającą się demolką. Mimo że wszystko to może brzmieć strasznie, w rzeczywistości nie jest niczym innym jak dobrze wyreżyserowanym show, wszystkie ciosy są udawane, nikomu nie dzieje się krzywda. Obserwowanie reakcji publiczności było za to nie mniej emocjonujące jak same walki cholitas. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-8107060887151721330?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/8107060887151721330/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/lucha-libre-la-boliviana.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8107060887151721330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8107060887151721330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/lucha-libre-la-boliviana.html' title='Lucha libre a la boliviana'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-tosx_Gn5gQ4/Te0XDsvrgsI/AAAAAAAABI4/eQBqNm3y0dg/s72-c/DSC02897.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7488829874146081212</id><published>2011-06-06T04:28:00.007+02:00</published><updated>2011-06-29T06:12:10.236+02:00</updated><title type='text'>Boliwia ekstremalnie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dEKe2rJKqmM/Tew6IMn5UpI/AAAAAAAABHc/ASeZBSUgl8w/s1600/DSC02734.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-dEKe2rJKqmM/Tew6IMn5UpI/AAAAAAAABHc/ASeZBSUgl8w/s320/DSC02734.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Brak odpowiedniej ilości tlenu w powietrzu zaszkodził chyba ostatnio naszym mózgom. La Paz jest najwyżej położoną stolicą (w sensie faktycznym) na świecie - leży w ogromnej niecce, której najniższy punkt znajduje się na 3600, a najwyższy 4100 m n.p.m. Gdy szybko zorientowałyśmy się, że miasto to nie ma nam właściwie nic do zaoferowania, odbyłyśmy rajd po miejscowych agencjach turystycznych i zafundowałyśmy sobie adrenalinowy weekend. Zaczęłyśmy od rowerowego zjazdu Drogą Śmierci, a potem było już tylko gorzej… ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Boliwijska Droga Śmierci słusznie okryta jest złą sławą. To rzeczywiście jedna z najniebezpieczniejszych dróg świata, na szczycie każdego rankingu, nawet według Amerykanów (którzy to kolejne miejsca przyznali kilkunastu amerykańskim autostradom, jednej australijskiej i paru kanadyjskim – jak wiadomo większość z nich nie ma paszportów, zakładamy więc, że nie byli np. w Polsce, o Sumatrze czy Mali nie wspominając :-). Boliwijskie Camino de la Muerte co roku pochłaniało setki ofiar, do czasu, gdy jego najbardziej niebezpieczny odcinek został zamknięty sześć lat temu. Co wcale nie oznacza, że tzw. Nowa Droga Śmierci jest bezpieczna - jest jedynie lepsza od starej. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Skąd ta zła sława? Na odcinku zaledwie sześćdziesięciu kilku kilometrów, ta szutrowa, niesłychanie wąska (momentami 2 metry szerokości) droga, biegnąca cały czas nad odsłoniętą, potężną przepaścią, pokonuje różnicę wzniesień przekraczającą 3500 metrów. To jakby ze szczytów austriackich Alp zjechać do poziomu morza. Przez dziesięciolecia była to jedyna droga łącząca La Paz z Amazonią, kursowały nią w obie strony potężne ciężarówki, lokalne autobusy (jeden z nich spadając w przepaść zabił setkę osób, co było największą katastrofą drogową w historii kraju), samochody osobowe, ruch pieszy, rowerowy i konny – wszystko to po drodze, która nadaje się wyłącznie do tego, czemu służy obecnie, czyli ekstremalnych zjazdów rowerowych. Choć słowo „służy” nawet tu nie jest specjalnie na miejscu - dwa dni przed naszą bytnością na Drodze Śmierci, francuska turystka spadła w przepaść. Podobno zawiodły hamulce w jej rowerze. Nasze na szczęście działały bez zarzutów, ale i tak nie obyło się bez drobnych otarć i niegroźnych upadków. Zaczęłyśmy na wysokości 4700 m n.p.m., startując wśród oblodzonych skał, a następnie przez sześćdziesiąt kilometrów zjeżdżałyśmy w dół w szalonym tempie, próbując wyrobić się na morderczych zakrętach. Skończyłyśmy w tropikach. Pierwsze 20 km trasy wiedzie tzw. Nową Drogą Śmierci, która w większości jest asfaltowa. Dopiero później zjeżdża się na szuter. Widoki są obłędne, ale nie można za bardzo skupiać się na boliwijskiej przyrodzie. Chwila nieuwagi naprawdę może kosztować życie, o czym świadczą dziesiątki krzyży i tablic pamiątkowych stojących wzdłuż drogi. My zjechałyśmy, P była zachwycona, J trochę mniej (pomimo, że zjazd rowerowy był jej pomysłem), bo na własnej skórze (2 upadki) doświadczyła jak niebezpieczna może być ta zabawa dla kogoś, kto nie zna się na kolarstwie górskim. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--mhb24GbDu8/Tew6EZwmUeI/AAAAAAAABHA/MeRgYZ1k7Jg/s1600/DSC02633.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/--mhb24GbDu8/Tew6EZwmUeI/AAAAAAAABHA/MeRgYZ1k7Jg/s320/DSC02633.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uSEKEcEKqes/Tew6E7TfhwI/AAAAAAAABHE/MADWez9UpI4/s1600/DSC02661.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-uSEKEcEKqes/Tew6E7TfhwI/AAAAAAAABHE/MADWez9UpI4/s320/DSC02661.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Droga Śmierci po prawej&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-DbMpELD6QQk/Tew6FRQ2LDI/AAAAAAAABHI/4UVHkC8d4YQ/s1600/DSC02667.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-DbMpELD6QQk/Tew6FRQ2LDI/AAAAAAAABHI/4UVHkC8d4YQ/s320/DSC02667.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wKJ8TsO0NAw/Tew6F8a8T7I/AAAAAAAABHM/hQAT7hatRa0/s1600/DSC02672.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-wKJ8TsO0NAw/Tew6F8a8T7I/AAAAAAAABHM/hQAT7hatRa0/s320/DSC02672.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na tej drodze mijały się ciężarówki i autobusy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Boliwia zwana jest czasami Tybetem Ameryk, co jest o tyle nieprecyzyjne, że niemal połowa kraju to Amazonia i tropikalne Pampas. W powiedzeniu tym, jest jednak &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;ziarnko prawdy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;(i to całkiem spore). Wokół La Paz rozciąga się bowiem Cordillera Real (Kordyliera Królewska) – potężny łańcuch górski, którego najniższe szczyty przewyższają większość wierzchołków alpejskich. Wiele z nich, pomimo wysokości, to góry stosunkowo łatwe, niewymagające od wspinaczy szczególnych umiejętności technicznych. Miejscowi nazywają wejścia na niektóre z nich autostradami (szczególnie jeśli chcą wspinaczkę na nie sprzedać turyście). Na jedną z takich „autostrad” wybrałyśmy się – Huayna Potosi mierzy 6088 m n.p.m. Autostrada autostradą, jednak żaden sześciotysięcznik nigdy nie należy do gór łatwych, chociażby ze względu na wysokość. Postanowiłyśmy się jednak z nim zmierzyć. Dlaczego uznałyśmy to za dobry pomysł? Nie potrafimy odpowiedzieć obecnie na to pytanie. Warto tylko dodać, że dobrana z nas para wspinaczy. P po górach chodziła, także tych trochę wyższych, nie ma lęku wysokości, nieobce są jej raki i czekany, ale za to wie doskonale, że fatalnie znosi wysokość. Każde spotkanie z górami wyższymi niż 4000 metrów kończyło się w najlepszym razie zadyszką i ostrym bólem głowy. J natomiast wspinania nie lubi, boi się znacznych ekspozycji, za to nadzwyczaj dobrze znosi wysokość, jakby urodziła się w Andach, a nie w Warszawie. I w takim doborowym składzie, plus dziwaczny, chichoczący non stop przewodnik, wybrałyśmy się zdobywać Huayna Potosi. Pierwszego dnia, po wyjściu z bazy położonej na 4700 m.n.p.m., dotarłyśmy do schroniska, z którego idzie się na szczyt. Blisko 5200 metrów, na granicy wiecznego śniegu - doszłyśmy właściwie bez kłopotów. Po kilku godzinach drzemki i wypiciu herbaty z koki, ruszyłyśmy w środku nocy na szczyt. Ciemno, zimno, zlodowaciały lód chrzęścił pod rakami. Krok po kroku, ostro pod górę (ścieżka zwana autostradą mierzyła miejscami 30 cm). P dostała silnych mdłości po 100 metrach przewyższenia, które nie opuściły jej już do końca. Ledwo podnosiła nogi i po 3 krokach musiała odpoczywać 5 minut. J szła za to jak taran, pierwszy raz w uprzęży i rakach, a jakby się w nich urodziła. Jednak gdy po 3 godzinach, doszłyśmy do w sumie niewysokiej, ale jednak wymagającej prawdziwej wspinaczki na czekanach i czubkach raków ściany, otoczonej głębokimi szczelinami lodowymi, J powiedziała „Basta, w sumie nie jesteśmy tu za karę. Wracamy”. Prawda jest też taka, że przewodnik zapowiedział P, że nie da rady na nią wejść, podobnie jak straszył wcześniej J szczelinami (swoją drogą wyjątkowo niemotywujący człowiek). Jak zarządziła J, tak też uczyniłyśmy i po 2h ledwo żywe dotarłyśmy do schroniska, dokładnie w momencie, gdy wschodziło słońce. Osiągnęłyśmy wysokość 5700 metrów n.p.m (do szczytu zabrakło nam kolejnych 3h). Jest to nasz rekord wysokości górskiej i absolutnie nie mamy zamiaru go pokonywać. Po powrocie do Warszawy przerzucamy się na... badmintona &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CQr044X7K9Q/Tew6GdPVsBI/AAAAAAAABHQ/Oyc4JYGC7-c/s1600/DSC02703.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-CQr044X7K9Q/Tew6GdPVsBI/AAAAAAAABHQ/Oyc4JYGC7-c/s320/DSC02703.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cdWKrLCmYZI/Tew6HLpnxUI/AAAAAAAABHU/3y2cHQa9q-A/s1600/DSC02715.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-cdWKrLCmYZI/Tew6HLpnxUI/AAAAAAAABHU/3y2cHQa9q-A/s320/DSC02715.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Nasz "szczyt", 5700 m o 5 rano&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jaq10NG8sbg/Tew6H9sJFGI/AAAAAAAABHY/iXUT6KKMZoM/s1600/DSC02727.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-jaq10NG8sbg/Tew6H9sJFGI/AAAAAAAABHY/iXUT6KKMZoM/s320/DSC02727.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Początek drogi na szczyt, na razie autostrada, później było dużo gorzej...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7488829874146081212?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7488829874146081212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/boliwia-ekstremalni.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7488829874146081212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7488829874146081212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/boliwia-ekstremalni.html' title='Boliwia ekstremalnie'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dEKe2rJKqmM/Tew6IMn5UpI/AAAAAAAABHc/ASeZBSUgl8w/s72-c/DSC02734.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-8387199120476860724</id><published>2011-06-02T02:12:00.005+02:00</published><updated>2011-06-30T15:49:42.215+02:00</updated><title type='text'>Smaki Peru</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Po czasie gastronomicznej posuchy w Argentynie i Chile, Peru zafundowało nam miłą odmianę. Zaraz po pierwszym przyjeździe do Arequipy, skierowałyśmy swe kroki do lokalnej &lt;i&gt;cevicherii&lt;/i&gt; El Tigre, gdzie spożyłyśmy nasze pierwsze &lt;i&gt;ceviche&lt;/i&gt; – potrawę z surowej ryby, zamarynowanej w soku z limonki, podawanej z czerwoną cebulą, wodorostami i kawałkami papryki. Kwas owocowy sprawia, że białko w mięsie ścina się i bieleje, podobnie jak po ugotowaniu. Niestety, taki sposób przyrządzenia potrawy nie zabija bakterii, jak dzieje się to przy obróbce termicznej, przez co danie to bywa czasem bardzo zdradliwe. Co nie oznacza, że mniej smaczne &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-).&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; Ponadto, dla J, prawdziwym objawieniem było tzw. &lt;i&gt;leche de tigre&lt;/i&gt; (hiszp. tygrysie mleko) czyli bardzo kwaśny sok, którego używa się do sporządzenia &lt;i&gt;ceviche&lt;/i&gt;, serwowany samodzielnie jako napój.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-D7uxohsFUV8/TebTW5qrNVI/AAAAAAAABGU/7vB-z8EUgMc/s1600/P1100341.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-D7uxohsFUV8/TebTW5qrNVI/AAAAAAAABGU/7vB-z8EUgMc/s320/P1100341.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ceviche&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-WBUQro5pS_U/TebT5jkzgEI/AAAAAAAABG0/3exj1YvlY90/s1600/DSC02137.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-WBUQro5pS_U/TebT5jkzgEI/AAAAAAAABG0/3exj1YvlY90/s320/DSC02137.JPG" width="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Leche de tigre&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-EB6vsVfQ68k/TebT7qHJAVI/AAAAAAAABG8/7iNjoAXoQ1U/s1600/P1100736.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-EB6vsVfQ68k/TebT7qHJAVI/AAAAAAAABG8/7iNjoAXoQ1U/s320/P1100736.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Kolejnymi morskimi specjałami, którymi raczyłyśmy się w Peru były &lt;i&gt;chupe de camarones&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;parihuela&lt;/i&gt;. Oba te dania występują w formie bardzo zawiesistej zupy, której główny składnik stanowią, odpowiednio, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;langustynki i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;ryby z owocami morza. Mi (J) do gustu przypadło zwłaszcza ta pierwsza potrawa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PC84kbB9WDY/TebTaN3xuLI/AAAAAAAABGk/jtf-zsB6cbU/s1600/P1100691.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-PC84kbB9WDY/TebTaN3xuLI/AAAAAAAABGk/jtf-zsB6cbU/s320/P1100691.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chupe de camarones&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Podczas gdy mięsożerna część naszej ekipy raczyła się namiętnie kanapkami z &lt;i&gt;chancho&lt;/i&gt;, czyli wieprzowiną w postaci lokalnej szynki, P poznała smak znakomitego sera z mleka krowiego, z którego słynie Arequipa oraz wszystkich możliwych odmian awokado, zwanego tu &lt;i&gt;palta&lt;/i&gt;. Bardzo smakowały jej też &lt;i&gt;causas&lt;/i&gt;, czyli dania z ziemniaka, przypominające nieraz małe torciki (&lt;i&gt;puree&lt;/i&gt; z dużym dodatkiem soku z limonki, przekładane było warzywnym, rybnym lub mięsnym nadzieniem). Częstym daniem są też plastry ziemniaków polane nieokreślonym, żółtym sosem, zwane &lt;i&gt;papa a la Huancaina&lt;/i&gt;. Peru było krajem stosunkowo łaskawym dla niemięsnego podniebienia P – oprócz owoców morza, bardzo powszechne, szczególnie przy jez. Titikaka i w dolinie Mantaro, są dania z pstrąga. Osoby niejedzące ryb są jednak skazane w Peru na ziemniaki z kukurydzą. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZDwUsaMX64E/TebTZjm7_4I/AAAAAAAABGg/QvtdaEpCJpY/s1600/P1100689.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZDwUsaMX64E/TebTZjm7_4I/AAAAAAAABGg/QvtdaEpCJpY/s320/P1100689.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Papa a la Huancaina&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;W każdej, najmniejszej nawet mieścinie, można spotkać chińskie bary, zwane &lt;i&gt;chifa.&lt;/i&gt; Co ciekawe, nie łatwo jest wcale znaleźć w nich dania jarskie czy rybne. Zwykle, jednak, udawało nam się zaaranżować dla P jakąś warzywno – jajeczną &lt;i&gt;chaufę&lt;/i&gt;, czyli potrawę ze smażonego ryżu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Podróżujące z nami koleżanki zamówiły pewnego dnia steki z alpaki – rzeczywiście jej mięso jest bardzo smaczne, o czym donosimy z przykrością, myśląc o wyjątkowo pięknych pyszczkach tych zwierząt. Na świnkę morską &lt;i&gt;cuy&lt;/i&gt; żadna z nas już się jednak nie zdecydowała. Danie to uchodzi za lokalny specjał. Odbywają się nawet lokalne festiwale polegające na wyrafinowanym dręczeniu tych sympatycznych zwierzątek. Nagrody przyznawane są w następujących kategoriach: wyścig świnek, najładniejsze przebranie, najlepsze obranie świnki ze skóry, najlepszy reproduktor i najlepsze danie z mięsa &lt;i&gt;cuy&lt;/i&gt;. Nawet dla J to już za dużo, na pływających wyspach Uros chciała wręcz uwolnić jedną świnkę, trzymaną wraz z królikiem&amp;nbsp; w tatarakowej zagrodzie, otoczonej fosą z wody, ale przestraszyła się gniewu wioski. Z bardziej przyjaznych potraw, w lokalnych autobusach raczyłyśmy się chętnie &lt;i&gt;papa&lt;/i&gt; &lt;i&gt;rellena&lt;/i&gt;, czyli faszerowanymi ziemniakami i różnymi &lt;i&gt;chicharrones&lt;/i&gt; – kawałkami smażonego mięsa, zmieszanego z tym, co kucharka akurat miała pod ręką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-h0k1N4wCoiM/TebTUHshgsI/AAAAAAAABGI/b8hQXGudBOI/s1600/DSC01879.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-h0k1N4wCoiM/TebTUHshgsI/AAAAAAAABGI/b8hQXGudBOI/s320/DSC01879.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mała alpaczka, słodka i niestety smaczna&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rpYzCb1jk7c/TebTVIE3QBI/AAAAAAAABGM/AKrjmFNDcbE/s1600/DSC02054.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-rpYzCb1jk7c/TebTVIE3QBI/AAAAAAAABGM/AKrjmFNDcbE/s320/DSC02054.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zagadka - co jadł Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy, zdaniem peruwiańskiego artysty? &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bBgMbR_x8ns/TebTYyzFIJI/AAAAAAAABGc/dprV2H3G36A/s1600/P1100460.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-bBgMbR_x8ns/TebTYyzFIJI/AAAAAAAABGc/dprV2H3G36A/s320/P1100460.JPG" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Festiwal świnki morskiej&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Peru stoi ziemniakami, kukurydzą i kinoą (&lt;i&gt;quinua&lt;/i&gt;). Poszczególne rejony Peru przechwalają się ile gatunków ziemniaków hodują i szacunki te oscylują najczęściej w granicach 400 – 500. Rodzajów kukurydzy również jest tu niezliczona liczba, w tym czarna i fioletowa, z której robi się popularny napój zwany &lt;i&gt;chicha&lt;/i&gt;. Kolby kukurydzy dodaje się do zup, stanowią także &lt;i&gt;garnie&lt;/i&gt; niemalże każdego dania. Z kinoi, zwanego złotem Inków (jest to zbożo-podobne ziarno) robi się zarówno zupy, jak i śniadaniowe napoje, przypominające owsiankę. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LYMIPnK9sbE/TebTb-CR-7I/AAAAAAAABGs/1fN0yCvr3EQ/s1600/P1100752.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-LYMIPnK9sbE/TebTb-CR-7I/AAAAAAAABGs/1fN0yCvr3EQ/s320/P1100752.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chicha&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Cóż… Peru to już wspomnienie. Kulinarny pejzaż Boliwii rysuje się zdecydowanie posępniej. Pociesza nas zatem myśl, że po powrocie do Warszawy, skosztujemy obiecanego &lt;i&gt;ceviche&lt;/i&gt;, nad którym podobno pracuje już Magda &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-8387199120476860724?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/8387199120476860724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/smaki-peru.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8387199120476860724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/8387199120476860724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/06/smaki-peru.html' title='Smaki Peru'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-D7uxohsFUV8/TebTW5qrNVI/AAAAAAAABGU/7vB-z8EUgMc/s72-c/P1100341.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-1035194236949006350</id><published>2011-05-31T02:36:00.008+02:00</published><updated>2011-05-31T06:20:44.638+02:00</updated><title type='text'>Ceny w Argentynie, Chile i Peru</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Dla tych, którzy wybierają się w te rejony, krótki przegląd cen w trzech dotychczas odwiedzonych przez nas krajach Ameryki Południowej. Argentyna i Chile to kraje drogie, o poziomie cen zbliżonym do europejskiego, przy czym Patagonia jest zdecydowanie najdroższa. Peru może być fantastycznie tanie, jeśli jeździ się lokalnymi autobusami, je w knajpach dla miejscowych i odwiedza miejscowości spoza Gringo Trail. Jeśli jednak ktoś woli stołować się w restauracjach dla turystów, jeździć eleganckimi autobusami &lt;i&gt;cama&lt;/i&gt; i mieszkać w lepszych hotelach, musi przygotować się na to, że koszty pobytu w Peru nie będą odbiegały od kosztów wakacji w Zakopanym lub Sopocie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Argentyna i Chile&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Hotele i hostele – w Argentynie i Chile dwójka z łazienką to wydatek od 28 do 40 USD. Za 40 USD nie należy spodziewać się jednak żadnych luksusów. Zdarzało nam się spać za 20 USD, ale, z jednej strony, takie ofert pojawiały się rzadko, z drugiej, były to miejsca raczej odrażające (brudne łazienki, nieświeża pościel, karaluchy etc.). Dormy w Patagonii są w bardzo dobrym stanie (z wyjątkiem miasta Perito Moreno), ale ich cena (za dwa łóżka) równa jest praktycznie cenie prywatnego pokoju w Buenos czy Córdobie. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Transport – właściwie wyłącznie autobusy, bardzo eleganckie, wręcz ekskluzywne, ze stewardami, posiłkami. Krąży nawet legenda o takich, w których serwuje się szampana. Choć nigdy takim nie jechałyśmy, słyszałyśmy o nim regularnie. Przede wszystkim jednak, obok wygodnych siedzeń w &lt;i&gt;sami-cama&lt;/i&gt;, większość firm oferuje tzw. &lt;i&gt;servicio cama&lt;/i&gt; czyli fotele bardzo szerokie, rozkładane prawie do poziomu, pozwalające na stosunkowo wygodne przespanie nocy. Za jakością idzie jednak cena, szczególnie w Argentynie. Trasy 15-20 godzinne, np. z Córdoby do Puerto Madryn lub z Puerto Madryn do Rio Gallegos to wydatek rzędu 100- 130 USD. Podróż po legendarnej &lt;i&gt;Ruta 40&lt;/i&gt; nie oferuje takich luksusów (można ją też odbyć tylko w określonej porze roku), ale nie jest dużo tańsza. Odcinek z El Calafate do Bariloche (dwa dni podróży z postojem w Perito Moreno) to wydatek ok. 120 USD. W Chile autobusy reprezentują podobny standard, ale są tańsze. Podróż z Puerto Montt do Santiago (ok. 15 godzin) to wydatek rzędu 30 USD. Dwugodzinny przejazd z Santiago do Valparaiso wyniesie mniej więcej 15 USD, ale już każda trasa do/z turystycznego San Pedro de Atacama kosztuje 50-70 USD (z La Sereny lub Ariki). &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jedzenie – ceny w supermarketach są zbliżone do warszawskich. W argentyńskich i chilijskich knajpach, jak pisałyśmy, jedzenie jest „stołówkowe” i drogie. Pizza to wydatek minimum 10, a zazwyczaj ok. 15 USD. Kotlet lub ryba z ziemniakami – min. 10 USD etc. Mała &lt;i&gt;empanada&lt;/i&gt; na ulicy kosztuje 1-2 USD, kanapka – 3 USD. Piwo ze sklepu – ok. 2 USD. Kawa – 2 USD. (Podane ceny są minimalnymi cenami za jedzenie w lokalnych, małych barach – w miejscach dla turystów są one dużo wyższe). W San Pedro de Atacama, wszystko kosztuje kilkanaście procent więcej niż w reszcie Chile. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wstęp do atrakcji (zazwyczaj są to parki narodowe)– od 10 do 40 USD. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Peru&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ceny w Peru podaje się zazwyczaj w solach i dolarach. Szczególnie w przypadku cen hoteli i wycieczek, dolar jest tu walutą obowiązującą. Wartość jednego sola jest niemalże równa wartości jednego złotego, dlatego poniższe cen podajemy w złotówkach (koszt zakwaterowania pozostawiając jednak w dolarach).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Hostele – od 10 do 20 USD za dwójkę z łazienką. Jakość zazwyczaj dobra. Ceny w miejscach mega turystycznych (Aguas Calientes koło Machu Picchu, Cuzco, Arequipa) są wyższe niż gdzie indziej, ale nie dramatycznie. W Peru nie spotkałyśmy miejsc takich jak San Pedro de Atacama w Chile, gdzie wszystko jest radykalnie droższe niż w reszcie kraju. Jedynie w Limie ceny są wyższe, szczególnie w Miraflores. Dwójkę z łazienką można tam dostać za 30 USD.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Transport. Ogromna oferta i różnice w jakości autobusów. Drogie, ale punktualne, czyste i wygodne autobusy Cruz del Sur to wydatek od 50 do 130 złotych w zależności do trasy. 50 zł to cena biletu na 6-godzinnej trasie z Huancayo do Limy, 130 zł to koszt biletu &lt;i&gt;cama&lt;/i&gt; na nocnej trasie z Arequipy do Nazca. Miejsce &lt;i&gt;semi-cama&lt;/i&gt; w tym samym autobusie to wydatek rzędu 80 zł. Ceny biletów mniejszych firm mogą być nawet o połowę tańsze. Przykładowo trasa Puno – Arequipa w autobusie taniej firmy to koszt od 15 do 25 złotych, w Cruz del Sur – 50 złotych. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Lokalny transport wokół dużych miast, trasy po ok. 20 -50 km – 1-3 złotych za bilet. Autobusy są wolne, zatrzymują się co chwilę i są niemiłosiernie zatłoczone.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; Transport w miastach obsługują tzw. &lt;i&gt;colectivos&lt;/i&gt;, czyli rozpadające się (zazwyczaj) minibusy. Można nimi dojechać właściwie wszędzie. Są najbezpieczniejszą i najtańszą formą transportu. Bilety – 0,70 – 1,50 złotego.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Taksówki – od 3 do 10 zł za kurs w mieście. Najdrożej jest w Limie. Taksówki w Peru to temat wzbudzający emocje. Gdy dotarłyśmy przedwczoraj do Arequipy, powitała nas wiadomość o porwanych niedawno turystach z Portoryko. Porwania takie niestety zdarzają się nadal - zwykle kończą się ograbieniem turysty ze wszystkiego, w najgorszym wariancie przetrzymywaniem go dopóty, dopóki przy pomocy karty kredytowej, jego konto nie zostanie wyczyszczone do końca. Poleca się używanie wyłącznie taksówek rekomendowanych przez hotele, szczególnie po zmroku (w Arequipie polecamy firmy&lt;i&gt; Alo 45&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Turismo Arequipa&lt;/i&gt;). Niestety, w Limie koszt taksówki zamawianej przez hotel to 150 % ceny jaką zapłacimy za taryfę złapaną na ulicy. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jedzenie – małe knajpki nastawione wyłącznie na lokalnych klientów znajdują się wszędzie poza turystycznymi centrami dużych miast. W porze lunchu oferują tzw. &lt;i&gt;men&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;i&gt;ú&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; czyli zupę lub sałatkę, drugie danie do wyboru z trzech propozycji i kompot na deser. Cena całego obiadu to od 3 do 6 złotych od osoby. W takich miejscach, prosząc o &lt;i&gt;menú &lt;/i&gt;nie dostaniemy karty dań, którą zwą tu właśnie &lt;i&gt;la carta. W&lt;/i&gt;ybór drugich dań najczęściej wypisany jest flamastrem na tablicy przy wejściu do lokalu. Polecamy! &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Rano, na rogach ulic, kobiety sprzedają kanapki. Są zazwyczaj bardzo świeże i pyszne, z mięsem, jajkiem, awokado, serem etc. Cena od 0,70 do 2 złotych. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Ceviche&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt; i ryba w knajpce dla miejscowych od 10 do 30 złotych w zależności od wielkości dania. W bardzo popularnych kurczakowniach za 5 – 7 złotych można dostać ćwiartkę kurczaka z frytkami.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Na Gringo Trail, w każdej miejscowości są setki knajp dla turystów.&amp;nbsp; Serwuje się w nich różne dania mięsne, pizzę, makarony, sałatki. Ceny w takich miejscach są wysokie, od co najmniej 15 złotych za niewielkie danie. Pizza to wydatek od 25 złotych w górę. Danie rybne lub mięsne z frytkami i sałatką to wydatek ok. 30 złotych. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Napoje gazowane – 2 złote, piwo – ok. 3-5 złotych za butelkę 0,6 litra. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Wstępy i wycieczki - drogo. Wejście do Machu Picchu to 126 soli (czyli mniej więcej 125 złotych). Bilet na autobus z Aguas Calientes do MP – 16 USD. Bilet na pociąg na trasie Ollantaytambo – Aguas Calientes (właściwie jedyny sposób dostanie się do Machu Picchu o ile nie przybywa się tu pieszo) – 35 USD w jedną stronę. Bilet zezwalający na zwiedzanie miejsc położonych w el Valle Sagrado (Pisac, Ollantaytambo, Moray i Chinchero) to 70 złotych (nie można kupić pojedynczych biletów do poszczególnych miejsc). Tyle samo kosztuje bilet upoważniający do zwiedzania kilkunastu zabytków w Cuzco. Wstęp do niektórych kościołów, klasztorów, muzeów – od 10 do 35 złotych, gorących źródeł – 10zł.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: left;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Pięciodniowy Salkantay trek – od 180 do 500 USD w zależności od agencji. Wycieczki półdniowe np. w okolicach Nazca 40 – 60 złotych&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-1035194236949006350?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/1035194236949006350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/ceny-w-argentynie-chile-i-peru.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1035194236949006350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1035194236949006350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/ceny-w-argentynie-chile-i-peru.html' title='Ceny w Argentynie, Chile i Peru'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-180692040134121076</id><published>2011-05-30T04:43:00.002+02:00</published><updated>2011-05-30T05:14:07.480+02:00</updated><title type='text'>Pożegnanie z Peru</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Na pożegnanie z Peru parę zdjęć z Arequipy, najpiękniejszego miasta kraju. Wszyscy zachwycają się Cuzco i słusznie. My jednak wolimy Arequipę, bardziej od Cuzco elegancką i dostojną. To właśnie w Białym Mieście, jak zwą ją Peruwiańczycy, w 1936 przyszedł na świat się ulubiony pisarz J, Mario Vargas Llosa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Zawsze wrócimy tu z radością. To koniec naszej ponad miesięcznej przygody z Peru, choć a najbliższych dniach zamieścimy jeszcze tradycyjnie posty o cenach i jedzeniu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-okCp8Ir6i4U/TeL9zoava7I/AAAAAAAABFQ/1KhXdr86gao/s1600/DSC01604.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-okCp8Ir6i4U/TeL9zoava7I/AAAAAAAABFQ/1KhXdr86gao/s320/DSC01604.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-g6XwsmrFJ40/TeL-KJYw6nI/AAAAAAAABFU/vnv_NR9iGr8/s1600/DSC02342.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-g6XwsmrFJ40/TeL-KJYw6nI/AAAAAAAABFU/vnv_NR9iGr8/s320/DSC02342.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-8dv6H2XHCMo/TeL-hOnHudI/AAAAAAAABFY/fmlBpnsBXIw/s1600/DSC02344.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-8dv6H2XHCMo/TeL-hOnHudI/AAAAAAAABFY/fmlBpnsBXIw/s320/DSC02344.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-W5LLLi-GJFE/TeL_-Qn7fMI/AAAAAAAABFc/PkW4iR78Rx8/s1600/DSC02359.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-W5LLLi-GJFE/TeL_-Qn7fMI/AAAAAAAABFc/PkW4iR78Rx8/s320/DSC02359.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3-HFPQwghAw/TeMA6RmJN5I/AAAAAAAABFg/R71iddwKZNY/s1600/DSC02365.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-3-HFPQwghAw/TeMA6RmJN5I/AAAAAAAABFg/R71iddwKZNY/s320/DSC02365.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-tbE6j4frqHw/TeMBQ2K_3tI/AAAAAAAABFk/AqX9oHbe4q4/s1600/DSC02402.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-tbE6j4frqHw/TeMBQ2K_3tI/AAAAAAAABFk/AqX9oHbe4q4/s320/DSC02402.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9uKorcS8DjQ/TeMBa7DBwaI/AAAAAAAABFo/IBMPjb0NLXQ/s1600/P1100352.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-9uKorcS8DjQ/TeMBa7DBwaI/AAAAAAAABFo/IBMPjb0NLXQ/s320/P1100352.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZLxGgIK2Nsc/TeMBsBBPZmI/AAAAAAAABFs/McZ74AkjmEk/s1600/P1100696.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZLxGgIK2Nsc/TeMBsBBPZmI/AAAAAAAABFs/McZ74AkjmEk/s320/P1100696.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1E_lryGnxnc/TeMCPnI74II/AAAAAAAABFw/Yn2Z1DDDbEw/s1600/P1100716.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-1E_lryGnxnc/TeMCPnI74II/AAAAAAAABFw/Yn2Z1DDDbEw/s320/P1100716.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NN45D_ckY68/TeMDPy8KinI/AAAAAAAABF0/RR0rIjck-Cc/s1600/P1100728.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-NN45D_ckY68/TeMDPy8KinI/AAAAAAAABF0/RR0rIjck-Cc/s320/P1100728.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YaqG2ScdlWw/TeMDYgZVSsI/AAAAAAAABF4/a_R4plU1DDg/s1600/P1100735.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-YaqG2ScdlWw/TeMDYgZVSsI/AAAAAAAABF4/a_R4plU1DDg/s320/P1100735.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4VwJJtGEgqY/TeMD628mB4I/AAAAAAAABF8/J7FDFg18oV8/s1600/P1100759.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-4VwJJtGEgqY/TeMD628mB4I/AAAAAAAABF8/J7FDFg18oV8/s320/P1100759.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-180692040134121076?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/180692040134121076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/pozegnanie-z-peru.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/180692040134121076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/180692040134121076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/pozegnanie-z-peru.html' title='Pożegnanie z Peru'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-okCp8Ir6i4U/TeL9zoava7I/AAAAAAAABFQ/1KhXdr86gao/s72-c/DSC01604.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-1057547103606427738</id><published>2011-05-27T02:32:00.003+02:00</published><updated>2011-05-27T02:54:00.225+02:00</updated><title type='text'>Peruwiańska beczka prochu</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CInBw5YrMCw/Td7vEATBJMI/AAAAAAAABFA/XA7BQsCBxVU/s1600/DSC02243.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-CInBw5YrMCw/Td7vEATBJMI/AAAAAAAABFA/XA7BQsCBxVU/s320/DSC02243.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pod Huancayo jest malutki kanion zwany Torre Torre&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Zjechałyśmy z Gringo Trail i różnicę widać gołym okiem. W autobusie byłyśmy jedynymi turystkami, a w miasteczku widziałyśmy w sumie ze 3-4 europejskie twarze. Ceny jedzenia i usług poszybowały dramatycznie w dół, z czego można się tylko cieszyć. Ludzie wokół są życzliwie zaciekawieni, ale raczej nie nachalni. Dziś pewna starsza Indianka imieniem Maura, na wieść, że jesteśmy w Peru już miesiąc, stwierdziła, że w takim razie należy szybko znaleźć nam peruwiańskich mężów, żebyśmy mogły mieć „brązowiutkie dzieciaczki”. W Huancayo zatrzymałyśmy się w małym hosteliku, prowadzonym przez peruwiańską rodzinę. Nikt się tak nami nie zajmował w ciągu całej naszej podróży. Wieczorem zostałyśmy zaproszone, aby zjeść z nimi kolację. P jest od kilku dni mocno przeziębiona, co wywołało głęboki niepokój pani domu, która zarządziła pojenie pacjentki herbatkami z cytryną i lokalnym miodem, który ponoć czyni cuda. Jak na razie się sprawdza, bo katar zelżał, co nie uchroni P przed kolejną herbatką na noc, co zostało jej już zapowiedziane przy śniadaniu. Pan domu (z wykształcenia antropolog), za niewielką opłatą obwiózł nas też samochodem po okolicznych wioskach. Czujemy się podejmowane po królewsku &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KHTT98EBQxw/Td7u2Fc2BCI/AAAAAAAABEo/zpWceNljXyY/s1600/DSC02201.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-KHTT98EBQxw/Td7u2Fc2BCI/AAAAAAAABEo/zpWceNljXyY/s320/DSC02201.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Klasztor Santa Rosa de Ocopa&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2JDsHTddYkk/Td7uztR_rmI/AAAAAAAABEk/GR-GnaqLsRA/s1600/DSC02199.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="253" src="http://1.bp.blogspot.com/-2JDsHTddYkk/Td7uztR_rmI/AAAAAAAABEk/GR-GnaqLsRA/s320/DSC02199.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chrzest nowego samochodu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Są też jednak minusy prowincji. W Huancayo kończą się bowiem trasy lepszych firm autobusowych, dalej pozostaje bardzo wolny i zawodny transport lokalny. Przyjechałyśmy tu, aby udać się dalej w góry, do małego, kolonialnego miasteczka Huancavelica. Dostanie się tam nie jest problemem, kłopoty zaczynają się jednak, gdy chce się z niego wydostać, nie wracając do Limy. Drogi asfaltowe kończą się bowiem w miasteczku, dalej biegną tylko spływające po deszczach i czasami nieprzejezdne trasy szutrowo - błotne. Autobusy wyjeżdżają z Huancaveliki w kierunku Panamericany (autostrada biegnąca właściwie całym pacyficznym wybrzeżem Ameryki Południowej, od Bogoty po południowe Chile) dwa-trzy razy w tygodniu. Nie jesteśmy aż tak wybredne, dałybyśmy radę przejechać tę trasę, zapewne pokonywałyśmy już gorsze. Potrzebowałybyśmy na to jedynie dużo czasu. Niestety, powoli zaczyna nam go brakować, najpóźniej 18-tego czerwca chcemy być w Brasilia. Z relacji w internecie i z wiadomości telewizyjnych wynika, ze sytuacja w Puno się zaognia. Przeciwko przyznawaniu koncesji górniczych protestują już trzy lokalne prowincje, ludność gromadzi się na głównym placu miasta i planuje zostać tam, aż do rozwiązania konfliktu. Drogi okalające Puno, zarówno te biegnące do Boliwii jak i Arequipy są zablokowane, autobus nie jeżdżą, a w mieście zaczyna brakować żywności. Sytuacja turystów, którzy nie mogą się z Puno wydostać jest naprawdę nie do pozazdroszczenia. Hotele i agencje podróży wysyłają jednoznaczną wiadomość do turystów – „nie przyjeżdżajcie”. Prezydent García raz przebąkuje o wprowadzeniu do Puno wojska, aby potem obwieścić, że blokady są sztucznie inspirowane po to, by zwiększyć poparcie dla jednego z kandydatów, w związku z czym do 5 czerwca nie zamierza podejmować z nikim żadnych negocjacji. Po raz pierwszy w ciągu dziewięciu miesięcy podróży jesteśmy zmuszone zmienić plany ze względu na sytuację polityczną. Co ciekawe, mimo że gdziekolwiek indziej groźba wprowadzenia wojska brzmiałaby groźnie, w Peru strajk jest sytuacją permanentną. Dla przykładu, w Huancayo, studenci lokalnego Uniwersytetu od pewnego czasu okupują jego budynek, żądając… poprawy jakości jedzenia w studenckiej kantynie i zmiany zasad przyznawania talonów na stołówkowe obiady. Władza regionalne, tradycyjnie, grożą wysłaniem na uczelnię oddziałów policji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oWITovtzl-o/Td7vByg1p3I/AAAAAAAABE8/j3cnVQ6hxKE/s1600/DSC02235.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-oWITovtzl-o/Td7vByg1p3I/AAAAAAAABE8/j3cnVQ6hxKE/s320/DSC02235.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Barykada w bramie Uniwersytetu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-OdhZjDGuKgI/Td7vMvKHW7I/AAAAAAAABFE/MdQTXObs1Hs/s1600/DSC02228.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-OdhZjDGuKgI/Td7vMvKHW7I/AAAAAAAABFE/MdQTXObs1Hs/s320/DSC02228.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wyborcza gorączka - "Chińska szczurzyco oddaj kasę".&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Nie wjedziemy do Boliwii przez jezioro Titikaka, ani lądem ani wodą. Pozostaje nam droga przez Chile. Oznacza to stratę kilku dni, w trakcie których mogłybyśmy przedzierać się przez góry w centralnym Peru. Trudno, innym razem. Jutro wsiadamy w elegancki i punktualny Cruz del Sur i z krótką przerwą w Limie udajemy się w morderczą (trwającą dobę) podróż do Arequipy. Tam sprawdzimy jak wygląda sytuacja w Puno, choć nie liczymy na poprawę. Po ponad miesiącu wspaniałego pobytu w Peru, kraju który ukradł nam serce, wyjeżdżamy do niezbyt lubianego Chile. Na szczęście tylko na jeden dzień. Z Ariki codziennie rano wyjeżdżają autobusy do La Paz. Przed nami Boliwia. Na pewno kiedyś tu jeszcze wrócimy. W sumie zobaczyłyśmy mniej niż połowę kraju… &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NqYtsTK7lrk/Td7u4-ufoiI/AAAAAAAABEs/gfhS7ofuyp8/s1600/DSC02205.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-NqYtsTK7lrk/Td7u4-ufoiI/AAAAAAAABEs/gfhS7ofuyp8/s320/DSC02205.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Widzieliście kiedyś jak rosną karczochy?&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-atb1m2rz5_w/Td7xhwta5qI/AAAAAAAABFI/-15g1_SNGH8/s1600/DSC02208.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-atb1m2rz5_w/Td7xhwta5qI/AAAAAAAABFI/-15g1_SNGH8/s320/DSC02208.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Restauracje przy pobliskiej hodowli pstrągów oferują najświeższe dania z tej ryby, wyławianej na oczach klienta&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-zEzf9e40UiY/Td7xmcU9H_I/AAAAAAAABFM/xLPnfv4V_e8/s1600/DSC02216.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-zEzf9e40UiY/Td7xmcU9H_I/AAAAAAAABFM/xLPnfv4V_e8/s320/DSC02216.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Protesty protestami, ale fiesta w Huancayo trwa w najlepsze...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;*** &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Pisałyśmy już o dramatycznej sytuacji psów w Chile i Argentynie. W Peru, kraju dużo biedniejszym, ich dola jest znacznie lepsza. Oczywiście, tutaj także są bezdomne psy, ale jest ich dużo mniej i są w lepszym stanie. Peruwiańczycy lubią zwierzaki, trzymają je w domach i otaczają opieką. Uroczym widokiem są psy ubrane na noc w ciepłe sweterki. W Limie, rasowe pupilki noszą polarkowe płaszczyki. W biedniejszych rejonach, nie nadąża się aż tak za modą, ale i tam psy nie mogą marznąc andyjską nocą. Te dwa paskudne, łyse koszmarki na zdjęciach poniżej, które obszczekują nas regularnie od trzech dni, są tego najlepszym przykładem. Pilnują podwórka wyglądającego jak rupieciarnia. Nasze serca skradły dżinsy doszyte do sweterka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt; :-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DzVC1sS-2ys/Td7u6iUWkSI/AAAAAAAABEw/mcnBR_qvLrk/s1600/DSC02219.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="313" src="http://3.bp.blogspot.com/-DzVC1sS-2ys/Td7u6iUWkSI/AAAAAAAABEw/mcnBR_qvLrk/s320/DSC02219.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-p2DouM9N-4o/Td7u80KgL0I/AAAAAAAABE0/SdnkzsdX18w/s1600/DSC02226.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="262" src="http://3.bp.blogspot.com/-p2DouM9N-4o/Td7u80KgL0I/AAAAAAAABE0/SdnkzsdX18w/s320/DSC02226.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-1057547103606427738?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/1057547103606427738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/peruwianska-beczka-prochu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1057547103606427738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/1057547103606427738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/peruwianska-beczka-prochu.html' title='Peruwiańska beczka prochu'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-CInBw5YrMCw/Td7vEATBJMI/AAAAAAAABFA/XA7BQsCBxVU/s72-c/DSC02243.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-3571435926146393974</id><published>2011-05-24T04:56:00.006+02:00</published><updated>2011-06-12T22:23:32.471+02:00</updated><title type='text'>Lima, wybory i blokada granicy</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--jZ_j_2GG38/TdscwmMkBxI/AAAAAAAABEg/l0fQBrOHz6w/s1600/DSC02062.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/--jZ_j_2GG38/TdscwmMkBxI/AAAAAAAABEg/l0fQBrOHz6w/s320/DSC02062.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Znak ten oznajmia, że dane miejsce jest bezpieczne w przypadku trzęsienia ziemi. Idea wspaniała, tylko wykonanie szwankuje. Znaleźć go można w 90% budynków w Peru - starych, nowych, sklepach, knajpach etc. Gdyby była to prawda, Peru byłoby najlepiej przygotowanym na trzęsienia ziemi krajem świata, a takim z pewnością nie jest. Trzęsienie ziemi w 2007 roku zniszczyło doszczętnie Pisco i kilka okolicznych miejscowości, które do dziś walczą ze skutkami katastrofy. &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Południowoamerykańskie miasta mają zazwyczaj piękną, kolonialną starówkę, jednak, poza nią, reszta jest najczęściej slumsowata, brudna, paskudna i niebezpieczna. Abstrahując od kwestii bezpieczeństwa (które w Ameryce Południowej są najczęściej dużo poważniejsze niż w krajach Azji,) większość miast kontynentu nie odbiega „urodą” od urbanizacji azjatyckich. Nawet w przypadku Buenos Aires, przedmieścia tego imponującego miasta są absolutnie straszne – rozpadające się, nieotynkowane budynki, brud, śmieci etc. Jeśli tak wygląda boskie Buenos, a w Santiago jest już tylko gorzej, to czego można by się spodziewać &amp;nbsp;po Limie? Szczególnie, jeśli znający ją kolega pisze, że w tym mieście trudno się zakochać? Spodziewałyśmy się więc Juliaki (najbrzydsze peruwiańskie miasto jakie widziałyśmy), powiększonej do rozmiarów ośmiomilionowej metropolii. Błąd. Lima ma paskudne części, ale ogromna część miasta w najgorszym razie przypomina rejony dojazdowe do Warszawy (dla Warszawiaków – np. okolice Puławskiej na trasie Piaseczno – Ursynów). Poza tymi niezbyt imponującymi (choć&amp;nbsp; i nie najbardziej szpetnymi) miejscami, znaleźć można historyczne centrum, które nie składa się wyłącznie z obowiązkowej Plaza de Armas, ale również z plątaniny uroczych uliczek przy których stoją przepiękne budynki i kościoły. Nad oceanem ciągną się natomiast dzielnice dla „miłych ludzi”. W swojej autobiograficznej powieści, Doris Lessing wspominała lata spędzone w Afryce, gdzie cała rodzina klepała biedę i w związku z tym nie bywała na kolonialnych salonach. Matka późniejszej Noblistki, cierpiąc z powodu braku londyńskiego życia towarzyskiego, cały czas namawiała swoje dzieci aby przyjaźniły się z dziećmi "miłych ludzi”, z którymi ona sama pragnęła się spotykać – gubernatorstwem, miejscowymi, oczywiście białymi, bogaczami etc. Nad oceanem w Limie, w dzielnicach Miraflores i San Isidro mieszkają zdecydowanie „mili ludzie” - miejscowa klasa wyższa średnia. To, natomiast, przekłada się na poziom życia w dzielnicy. Zieleń, promenada nadmorska, boiska, na których dzieciaki grają w piłkę, parki i centra handlowe, miłe uliczki zachęcające do spacerów i ładne domki. Dodatkowo, milion ochroniarzy pilnujący tego błogostanu. Większość hoteli znajduje się w Miraflores, dzielnicy po której można chodzić spokojnie po ulicach po 18.30 (aczkolwiek pierwszego wieczora widziałyśmy tu podejrzanego mężczyznę z bronią, który na pewno nie był strażnikiem), rzecz raczej niezwykła w dużych miastach kontynentu. Dodatkowo, dla wielbicieli literatury dodatkowa gratka – to tutaj toczy się większość powieści Vargasa Llosy. Jest słodko, choć Miraflores ma się do rzeczywistości Peru tak jak wille w Konstancinie do realiów mazurskiej, popegeerowskiej wsi. Ale spędzać tu czas jest zdecydowanie miło, więc siedzimy w Limie piąty dzień i oddajemy się długim spacerom wzdłuż brzegu morza. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rfZCWHhv5Hs/Tdsas7NHnSI/AAAAAAAABD0/Y0OHx91ZRDY/s1600/DSC02026.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-rfZCWHhv5Hs/Tdsas7NHnSI/AAAAAAAABD0/Y0OHx91ZRDY/s320/DSC02026.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Plaza de Armas czyli rynek&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-i2fHt6II4qw/TdsauUzvd2I/AAAAAAAABD4/ddp4f2aNlgY/s1600/DSC02032.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-i2fHt6II4qw/TdsauUzvd2I/AAAAAAAABD4/ddp4f2aNlgY/s320/DSC02032.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-AT9jWnKGTRA/Tdsav0J7K3I/AAAAAAAABD8/FcjBjTwkEt4/s1600/DSC02040.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-AT9jWnKGTRA/Tdsav0J7K3I/AAAAAAAABD8/FcjBjTwkEt4/s320/DSC02040.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wnętrza muzeum w jednym z banków - wstęp darmowy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jGrn6IAF-vg/TdsazfyVacI/AAAAAAAABEE/tAJom11qYig/s1600/DSC02080.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-jGrn6IAF-vg/TdsazfyVacI/AAAAAAAABEE/tAJom11qYig/s320/DSC02080.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dziedziniec konwentu Dominikanów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-k685wFr68Vk/Tdsa09UzRDI/AAAAAAAABEI/p2bQi9E5jYM/s1600/DSC02087.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-k685wFr68Vk/Tdsa09UzRDI/AAAAAAAABEI/p2bQi9E5jYM/s320/DSC02087.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Biblioteka konwentu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-COMymrUYsZg/Tdsa2fZbykI/AAAAAAAABEM/QLQzDBChdL8/s1600/DSC02091.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-COMymrUYsZg/Tdsa2fZbykI/AAAAAAAABEM/QLQzDBChdL8/s320/DSC02091.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-FvaNfYhGm2o/Tdsa30D4FfI/AAAAAAAABEQ/hbXFR5qXBbo/s1600/DSC02098.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-FvaNfYhGm2o/Tdsa30D4FfI/AAAAAAAABEQ/hbXFR5qXBbo/s320/DSC02098.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NR7B0qto3BU/Tdsa5vmL3iI/AAAAAAAABEU/1LKD9DxvwyU/s1600/DSC02129.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-NR7B0qto3BU/Tdsa5vmL3iI/AAAAAAAABEU/1LKD9DxvwyU/s320/DSC02129.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Miraflores - chętni mogą nabyć ten pałacyk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ot0wrgLHnGs/Tdsa7MUzUdI/AAAAAAAABEY/P5tAwgOKOew/s1600/DSC02153.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-ot0wrgLHnGs/Tdsa7MUzUdI/AAAAAAAABEY/P5tAwgOKOew/s320/DSC02153.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Miraflores&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Hl8S1GCPDus/Tdsa8Xp-GfI/AAAAAAAABEc/Ic2jlrvkTAg/s1600/DSC02162.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-Hl8S1GCPDus/Tdsa8Xp-GfI/AAAAAAAABEc/Ic2jlrvkTAg/s320/DSC02162.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Miraflores&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Jutro opuszczamy naszą elegancką dzielnicę i wyruszamy na południe, w stronę granicy boliwijskiej. Tam spodziewamy się jednak problemów. Oficjalnie na granicy nic się nie dzieje, ale w rzeczywistości jest ona zablokowana od strony Peru. Samo przejście graniczne jest otwarte, ale od kilku tygodni trwają protesty miejscowej ludności, w wyniku których ponad 20 km odcinek drogi do granicy jest nieprzejezdny. Relacje w internecie są coraz bardziej niepokojące, niektórzy sugerują, że protesty mogą objąć nawet Puno. Przed nami jeszcze z półtora tysiąca kilometrów i kilka dni podróży do granicy, jeśli jednak nic się nie zmieni, może to oznaczać, że do Boliwii nie wjedziemy. Co wtedy? Nie wiemy. Teoretycznie możemy pojechać na około przez Chile, co bardzo nam się nie uśmiecha, ponieważ byłaby to podróż długa, męcząca, droga i - przede wszystkim - zmuszająca nad do powrotu do Ariki, jednego z podlejszych chilijskich miast, w jakich miałyśmy wątpliwą przyjemność być. Alternatywnie, w związku z tym, że zmierzamy w kierunku Brasilia, możemy zjechać do peruwiańskiej Amazonii i przez Puerto Maldonado dotrzeć do Brazylii. Trasa jeszcze dłuższa i trudniejsza niż ta przez Chile. Przede wszystkim, jednak, bardzo chcemy zobaczyć Boliwię, więc jedziemy w stronę Puno, licząc na to, że jakoś uda nam się jednak przedostać przez granicę (alternatywą są łodzie). Nastroje polityczne jednak nie skłaniają do optymizmu. Za dwa tygodnie Peruwiańczycy wybierają w drugiej turze głosowania nowego prezydenta. Kraj ogarnięty jest polityczną gorączką, plakaty dwójki kandydatów zdobią każdy róg ulicy, nad Miraflores latają helikoptery z hasłami wyborczymi, a Plaza de Armas w Arequipie zapełnia się w ciągu minuty ubranymi na pomarańczowo rozpolitykowanymi zwolennikami kandydatki, którzy tańczą, śpiewają i skandują imię faworytki. Pierwsza tura wyłoniła dwójkę kandydatów, wybór pomiędzy którymi można przyrównać do wyboru pomiędzy dżumą i cholerą. Pierwszą turę wyborów wygrał Ollanta Humala - populista, silnie lewicowy, nacjonalistyczny polityk, związany z armią, którego plan zakłada ponoć m.in. nacjonalizację majątku prywatnego. Dobrze dogaduje się Hugo Chavezem i Evo Moralesem, co specjalnie nie dziwi. Jego kontrkandydatką jest Keiko Fujimori, córka Alberto Fujimoriego, odsiadującego 25-letni wyrok byłego prezydenta Peru. Zapisał on jedną z najczarniejszych kart we współczesnej historii kraju, a obecna kandydatka na prezydenta nigdy się od niego nie odcięła. Przeciwnie, gdy opuściła go żona, oskarżając o defraudację środków pomocowych, łamanie praw człowieka i korupcję, Keiko stanęła murem za ojcem i została oficjalnie Pierwszą Damą Peru. Fujimori uciekł przed sprawiedliwością do Japonii (jest z pochodzenia Japończykiem i posiada obywatelstwo tego kraju), ale jak ostatni głupiec wybrał się parę lat później na wakacje do Chile. Były to jego ostatnia podróż, gdyż kraj ten wydał go Peruwiańczykom. Po serii procesów, został skazany na 25 lat więzienia za łamanie praw człowieka i korupcję. Podstawowym pytaniem stawianym Keiko, na które nigdy nie udzieliła wiążącej odpowiedzi jest to, czy jeśli zostanie prezydentem, skorzysta z prawa łaski i wypuści ojca z więzienia. My obstawiamy, że tak. Obecnie ma kilku procentową przewagę na Ollantą. W świetle tego wszystkiego, rozumiemy, że nasze rozterki w trakcie ostatnich wyborów prezydenckich były niczym w porównaniu z tym, co muszą czuć miłujący porządek i demokrację Peruwiańczycy. Współczujemy i będziemy z zapartym tchem obserwować wynik ostatecznej rozgrywki 5 czerwca.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-3571435926146393974?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/3571435926146393974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/lima-wybory-i-blokada-granicy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3571435926146393974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/3571435926146393974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/lima-wybory-i-blokada-granicy.html' title='Lima, wybory i blokada granicy'/><author><name>JiP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14528971810003242454</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_EXNn7F8UEdg/TGfmbkFcXyI/AAAAAAAAAAM/yEaKTbrVekA/S220/dsc04755.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--jZ_j_2GG38/TdscwmMkBxI/AAAAAAAABEg/l0fQBrOHz6w/s72-c/DSC02062.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5418247625188451144.post-7902555553831182952</id><published>2011-05-19T01:00:00.008+02:00</published><updated>2011-07-30T02:17:28.863+02:00</updated><title type='text'>Tajemnicze Nazca</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PDaBEvZmYUk/TdRNk_l1fgI/AAAAAAAABDM/rTCtIeNeBQY/s1600/DSC01895.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-PDaBEvZmYUk/TdRNk_l1fgI/AAAAAAAABDM/rTCtIeNeBQY/s320/DSC01895.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;"Niebezpieczny zakręt"- wszechobecne, choć wciąż bawi &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Kończymy powoli naszą podróż po tzw. Gringo Trail, czyli trasie biegnącej z Limy, przez Cuzco, Titikaka, Arequipę i z powrotem do stolicy, choć to jeszcze nie koniec naszej podróży po Peru. Niestety, nie zobaczymy północy kraju (nie tym razem), ale za to chcemy wrócić nad Titikaka bocznymi drogami. Nie jesteśmy pewne czy się nam to uda, ponieważ przewodnikowe opisy niektórych tras wprawiają w zdumienie. Jaka jest w rzeczywistości, okaże się wkrótce. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Na razie udało nam się zobaczyć ostatnią z żelaznych atrakcji Gringo Trail – linie w Nazca. Widziałyśmy zaledwie niewielki wycinek całości, ale wynika to z tego, że nie istnieje taka siła, która zmusiłaby którąkolwiek z nas, abyśmy dobrowolnie i „dla przyjemności” wsiadły do samolotu, a tym bardziej malutkiej awionetki. Żadne cuda świata nie są tego stresu warte. Z samolotów korzystamy tylko gdy musimy. Wsiadłyśmy więc w lokalny autobus (całkowity koszt 7 soli, wycieczka z Nazca do tych samych miejsc – 60 soli!) i pojechałyśmy do dwóch punktów widokowych na pustyni. Wcześniej naczytałyśmy się narzekań turystów, którzy, zgodnie jak jeden mąż, twierdzili, że linii nie da się zobaczyć z ziemi. Wdrapałyśmy się na 2 wieże widokowe i teraz cały czas zastanawiamy się, czego spodziewali się malkontenci, którzy twierdzą, że nic z nich nie widać. Wieże mają z 10 metrów wysokości i nikt racjonalny nie powinien spodziewać się, że będą oferowały takie same widoki jak te, które można podziwiać z powietrza. Dla tych, którzy nie lubią latać lub nie dysponują 100 dolarami na miejsce w awionetce, dobra wiadomość – parę rysunków („ręce” „drzewo” i kilka nieco gorzej zachowanych tworów) owszem widać z wież widokowych. Po drodze można też obejrzeć bardzo skromne muzeum Marii Reiche, niemieckiej matematyczki, która spędziła życie na pustyni Nazca, próbując rozwiązać zagadkę tajemniczych malowideł. Niestety bez skutku, choć pośród naukowych teorii (do których nie można raczej zaliczyć paleoastronautycznych pomysłów Dänikena) przeważa ta, że rysunki są formą astronomicznego kalendarza. Do nas całkiem to przemawia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PAkujvEQVpk/TdRRG_hxa9I/AAAAAAAABDs/IA6uVQOwM70/s1600/DSC01883.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-PAkujvEQVpk/TdRRG_hxa9I/AAAAAAAABDs/IA6uVQOwM70/s320/DSC01883.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gzDF40BU9bM/TdRRHvr1_7I/AAAAAAAABDw/4FwAzp9Rfuk/s1600/DSC01887.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-gzDF40BU9bM/TdRRHvr1_7I/AAAAAAAABDw/4FwAzp9Rfuk/s320/DSC01887.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ygnshWoIyIw/TdRNm6Hb0zI/AAAAAAAABDQ/9dsCP83sdLc/s1600/DSC01918.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-ygnshWoIyIw/TdRNm6Hb0zI/AAAAAAAABDQ/9dsCP83sdLc/s320/DSC01918.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;J, w towarzystwie naszych dwóch przyjaciółek, wybrała się też na pustynię, aby zobaczyć resztki dawnego miasta Cahuachi, uważanego za centrum dawnej kultury Nazca. Zbudowano je dwa tysiące lat temu z niewypalanej cegły glinianej, przez co niezwykle malowniczo wkomponowuje się ono w pustynny krajobraz. Naukowcy twierdzą, że to, co można obecnie zobaczyć, to jedynie 10 procent oryginalnych zabudowań. Tak czy siak, nawet tak skromny fragment robi wrażenie – mnie (J), miejsce to skojarzyło się z od razu z Saharą i kr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;conymi na niej „Gwiezdnymi Wojnami”. Cahuachi jest znacznie oddalone od miasta i aby do niego dotrzeć trzeba zorganizować sobie transport przez pustynię (my wynajęłyśmy przez hostel samochód z przewodnikiem). Turyści chętnie odwiedzają wprawdzie cmentarzysko w Chauchilla, jednak niewielu z nich dociera do Cahuachi. Dzięki temu, można zobaczyć to miejsce w prawie całkowitej samotności. Kultura Nazca jest jedną z najbardziej tajemniczych w historii dziejów. Jako, że nie pozostawiła źródeł pisanych, a wszystkie teorie na jej temat pozostają czystymi spekulacjami, nie raz usłyszeć można głosy o jej rzekomym kontaktach z kosmitami (dowodem mają być słynne linie i wydłużone czaszki ludzkie, które znaleziono w okolicznych grobach).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Pj99A6EMbgE/TdRNorwa-lI/AAAAAAAABDY/KLHtKuiT3Ds/s1600/DSC01978.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-Pj99A6EMbgE/TdRNorwa-lI/AAAAAAAABDY/KLHtKuiT3Ds/s320/DSC01978.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;;"&gt;Pustynia wokół Cahuachi kryje jednak także inne tajemnice. Olbrzymie jej połacie pokryte są rozrzuconymi kośćmi, czaszkami, strzępami ubrań czy ludzkimi włosami, pochodzącymi z dawnych cmentarzysk. Wraz z Hanią znalazłyśmy tu nawet… mocno zniszczoną mumię w pozycji embrionalnej. Niestety, wszystko to świadczy jedynie o ludzkiej chciwości i podłości. Zbezczeszczone grobowce nie są, bowiem, wynikiem działania sił natury, a zwykłych rabusiów. Jak powiedział nam nasz przewodnik, Julio, w Nazca było i jest wielu takich, którzy dorobili się fortun na sprzedaży skarbów z grobowców prywatnym kolekcjonerom.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-obwoGycKBfU/TdRNpmB4o9I/AAAAAAAABDc/9m196kKwmk0/s1600/DSC01984.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-obwoGycKBfU/TdRNpmB4o9I/AAAAAAAABDc/9m196kKwmk0/s320/DSC01984.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-iRXq_dUHjHg/TdRNn005XcI/AAAAAAAABDU/T-FXQn06qBs/s1600/DSC01929.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-iRXq_dUHjHg/TdRNn005XcI/AAAAAAAABDU/T-FXQn06qBs/s320/DSC01929.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-HnX582Pv-WM/TdRNqujZc-I/AAAAAAAABDg/Q8XwS_tDang/s1600/DSC01987.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-HnX582Pv-WM/TdRNqujZc-I/AAAAAAAABDg/Q8XwS_tDang/s320/DSC01987.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-J_iim1cbLiI/TdRNrjLBJBI/AAAAAAAABDk/oL71z3VPUEE/s1600/DSC01988.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="251" src="http://1.bp.blogspot.com/-J_iim1cbLiI/TdRNrjLBJBI/AAAAAAAABDk/oL71z3VPUEE/s320/DSC01988.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mumia leżąca na prawym boku (widok od tyłu)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5418247625188451144-7902555553831182952?l=gapjer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gapjer.blogspot.com/feeds/7902555553831182952/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/tajemnicze-nazca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7902555553831182952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5418247625188451144/posts/default/7902555553831182952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gapjer.blogspot.com/2011/05/tajemnicze-nazca.html' title='Tajemnicze Nazca'/><author><name
